W przeciągu kilku lat Dagur zamierzał wyremontować tę kuźnię tak, aby wyglądała równie dobrze co przybytek prowadzony przez ich konkurentów, Flitwicków. Potrzebował wyłącznie czasu i swojego syna do pomocy w prowadzeniu prac remontowych. O wiele prościej byłoby zatrudnić budowniczych, jednak to sparaliżowałoby działanie ich kuźni. A na to nie mogli sobie pozwolić. Konkurencja nie spała i w tych stronach musieli starać się walczyć o klienta, choć Dagur uważał że jakość wytworów ich rąk mówiła sama za siebie. Półolbrzym również nie przepadał za wszelkiej maści czarnoksiężnikami.
— A jakże! — Zawołał do swojego syna. Jednak nie o to chodziło. — Na takiego właśnie wygląda, co nie dałby rady utrzymać miecza i wprawnie się nim posługiwać. Co do noża to się zgadzam, synu. — Nawet jeśli Dagur teraz się nie mierzyć wszystkich swoją miarą (co było bardzo trudne, bo czarodzieje z krwią półolbrzyma nie są powszechni) tak swoje wiedział. W porównaniu do Hjalmara to Laurent stanowił prawdziwe chuchro. Jeśli chciałby pomachać mieczem to wykułby dla niego miecz, który nigdy nie zostałby poddany ostrzeniu i dla bezpieczeństwa użytkownika mógłby go odpowiednio zakląć.
— Proponuję tradycyjny jednoręczny miecz albo szablę. Szpada i floret służą to bronie kolne, służą do zadawania pchnięć zamiast cięć. Przecięcie na pół przeciwnika zawsze okaże się skuteczniejsze, niż pchnięcie. Prawdziwa walka to nie pokaz sportowy. — Odpowiedzialny za wykucie tak wielu mieczy i noży Dagur starał się zasugerować ich klientowi najlepszy wybór. W walce bronią białą chodziło o jak najszybsze jej zakończenie, wygranie poprzedzone rozpłataniem przeciwnika. Posługiwanie się szpadą i floretem przypominało taniec, niż prawdziwą walkę. On mógł jedynie doradzić ich klientowi, przedstawić swój punkt widzenia, ale decyzja nie należała do niego. Jeśli panicz Prewett uzna, że to jednak ma być szpada albo floret to wykują dla niego tego rodzaju broń białą. Klient, ich pan. Przygotowanie każdego z projektów nie stanowiło dla nich problemu. Po prostu podzielą się pracą.
Z pewnym zainteresowaniem obserwował stworzoną przez przyjaciela syna iluzję miecza. Dagur wolał bardziej materialne formy, które były zgodne ze stanem faktycznym.
— Wszystkim się zajmiemy. — Zapewnił ich klienta odnośnie odpowiedniej oprawy dla miecza. — Wpłacisz nam zadatek gdyby przedstawimy Ci projekty broni, z których wybierzesz najlepszy. — Dodał. Uważał że to było stosunkowo uczciwe. Zamierzali potraktować to zamówienie jako priorytetowe, dołożyć wszelkich starań aby zaspokoić oczekiwania klienta i zadatek będzie uczciwą formą zapłaty za to.
— Warto rozważyć taki projekt rękojeści, synu. Zdobiona rękojeść musi przede wszystkim leżeć dobrze w dłoni. Co do doboru drewna na rękojeść... to jedyny słuszny wybór. Powinniśmy wykorzystać czerwoną stal, która powinna doskonale uzupełnić rękojeść. — Nie zakwestionował propozycji swojego syna, zwrócił jednak uwagę na istotny szczegół. To nie miał być miecz do powieszenia na ścianie. Dobór drewna był nad wyraz odpowiedni. Nie byłby jednak sobą, gdyby nie zaproponował czegoś od siebie - doboru metalu na klingę tego miecza.
— Delikatny złoty oplot wokół rękojeści. — Podzielił się swoją wizją z Laurentem, jak i swoim synem. W niej wyglądało to bardzo efektownie, z dobrym smakiem. Nie byłoby to zbyt przesadzone, bez przerostu formy nad treścią. Nie było o to trudno, gdy wykuty przez nich miecz miał być wykonany z uwzględnieniem wszystkich życzeń klienta. Bo to nie tak, że coś narzucał Laurentowi, tylko wypowiadał się jako ekspert. Jako rzemieślnik miał swoje przyzwyczajenia, które miały swoje odzwierciedlenie w wykonywanych przez przez niego przedmiotach. Każdy z nich również zawierał jego graficzny podpis.
— Doskonale. Masz słuszność, synu. — Odparł jedynie. Nie zamierzał zabraniać tego swojemu synowi, skoro zgodził się dostarczyć ten miecz osobiście zamiast gonić swojego starego ojca.
— Za tydzień powinniśmy się wyrobić. Oczywiście, że weźmiemy. — Przytaknął swojemu synowi. — Jak ma to być to twoje dzieło to musisz się naprawdę przyłożyć. Zawsze jednak Ci pomogę. — Dodał pocierając dłonią swoją brodę, po czym napił się piwa. W kwestii zatrzymywania Laurenta nie miał już nic do dodania.
— Hjalmar przekaże Ci wstępny kosztorys. Jak najbardziej. Jeśli koszty ulegną zmianie, zostaniesz poinformowany. — Zwrócił się do tego młodzieńca. Do swoich klientów podchodził uczciwie. Łatwiej było powiedzieć im, że koszty okazały się znacznie niższe, niż znacznie wyższe. Tutaj cena nie grała roli i to dawało im naprawdę sporo swobody. Nie będą musieli sięgać po znacznie tańsze materiały, tylko po te najlepsze i zarazem najdroższe. Nie zawiodą pokładanego w nich zaufania.
— My również dziękujemy. Do widzenia. — Pożegnał Laurenta, spoglądając zaraz na swojego syna. — Co o tym myślisz, synu? — Zapytał pierworodnego.