30.09.2023, 15:58 ✶
Armand, cóż, pozostawał Armandem, takim nie do końca na miejscu, a czasami takim aż za bardzo... Różnie bywało. Ale nawet kiedy taki czarodziej mówił ci szefie to mile łechtało ego. Szczególnie, że to brzmiało dokładnie na Szefie przez duże esz, więc uśmiechnąłem się pod nosem na przywitanie, kiwając przy tym głową. Już kiedyś, na początku, tłumaczyłem mu, że do szefa mi tu daleko, a ze stażem znacznie bardziej prześcigała mnie tu Lycoris czy Cynthia, to jednak... Taka była jego inwencja twórcza. Przywykłem, wcale ciężko nie było. Gorzej było z jego barwnym, slangowym słownictwem.
- Tak. Fancy... - przynałem mu rację, nawet nie spoglądając w tamtym kierunku. Już widziałem takie tatuaże, nie tylko u siebie, więc tylko zrobiłem minę mówiącą samą przez się, jak można było sobie tak rękę oszpecić, heh. No nie miałem pojęcia, w jaki sposób pozwoliłem się wplątać w takie akcje. Najwyraźniej nie potrafiłem odmawiać. Ojcu. Gdyby nie on, to by mnie tu nie było. W sensie jako Śmierciożercy, ale w Ministerstwie zapewne bym i tak pracował, o ile nie wyjechałbym na drugi koniec świata. Z Aveliną, chociażby.
- Powiem ci, że poszło tu tak piękne zaklęcie, że zamiast ubierać, to będziemy rozbierać. Rany ze skrawków ubrań - przyznałem, patrząc z uwagą na kolejne rany denatki. Myślę, że nie musiałem się zagłębiać zanadto w sekcję zwłok by stwierdzić, że poszło tu mało subtelne, czarnomagiczne zaklęcie. Dziwiłem się, że to nie przeszło przez nią na wylot. Amanda wydawała się być taka drobna.
- Gdybyś potrzebował pomocy ze Śmierciożercą, to nie krępuj się prosić o pomoc - zaproponowałem stażyście, przypomniałem. Takie słowa często padały z moich ust, bo wolałem już nowym pomagać aniżeli po nich poprawiać. Armand był jednym z tych mniej opornych, ale też bywał niepoprawny ze względu na swój styl bycia, może też - ze względu na całkiem egzotyczne pochodzenie.
Cóż, wróciłem do Amandy i zacząłem bliżej przyglądać się jej palcom, powiekom, oczom i innym takim miejscom. Z reguły tak na to nie patrzyłem, ale właściwie to żona powinna być zazdrosna, że tyle panienek obracałem w pracy... Szkoda, że zazwyczaj nie były takie młode i ładne. I żywe.
Rzucam na percepcję w celu potwierdzenia teorii, że zadziały się czarnomagiczne zaklęcia na Amandzie
- Tak. Fancy... - przynałem mu rację, nawet nie spoglądając w tamtym kierunku. Już widziałem takie tatuaże, nie tylko u siebie, więc tylko zrobiłem minę mówiącą samą przez się, jak można było sobie tak rękę oszpecić, heh. No nie miałem pojęcia, w jaki sposób pozwoliłem się wplątać w takie akcje. Najwyraźniej nie potrafiłem odmawiać. Ojcu. Gdyby nie on, to by mnie tu nie było. W sensie jako Śmierciożercy, ale w Ministerstwie zapewne bym i tak pracował, o ile nie wyjechałbym na drugi koniec świata. Z Aveliną, chociażby.
- Powiem ci, że poszło tu tak piękne zaklęcie, że zamiast ubierać, to będziemy rozbierać. Rany ze skrawków ubrań - przyznałem, patrząc z uwagą na kolejne rany denatki. Myślę, że nie musiałem się zagłębiać zanadto w sekcję zwłok by stwierdzić, że poszło tu mało subtelne, czarnomagiczne zaklęcie. Dziwiłem się, że to nie przeszło przez nią na wylot. Amanda wydawała się być taka drobna.
- Gdybyś potrzebował pomocy ze Śmierciożercą, to nie krępuj się prosić o pomoc - zaproponowałem stażyście, przypomniałem. Takie słowa często padały z moich ust, bo wolałem już nowym pomagać aniżeli po nich poprawiać. Armand był jednym z tych mniej opornych, ale też bywał niepoprawny ze względu na swój styl bycia, może też - ze względu na całkiem egzotyczne pochodzenie.
Cóż, wróciłem do Amandy i zacząłem bliżej przyglądać się jej palcom, powiekom, oczom i innym takim miejscom. Z reguły tak na to nie patrzyłem, ale właściwie to żona powinna być zazdrosna, że tyle panienek obracałem w pracy... Szkoda, że zazwyczaj nie były takie młode i ładne. I żywe.
Rzucam na percepcję w celu potwierdzenia teorii, że zadziały się czarnomagiczne zaklęcia na Amandzie
Rzut N 1d100 - 28
Akcja nieudana
Akcja nieudana
Rzut N 1d100 - 21
Akcja nieudana
Akcja nieudana