30.09.2023, 16:23 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 16.10.2023, 20:35 przez Morgana le Fay.)
1. Jak czułeś się po wysłaniu do ciebie posłańca snu i obudzeniem się rano z kamykiem przez niego pozostawionym, że zostałeś przyjętym do Szkoły Magii Uagadou? Miałeś wobec szkoły jakieś konkretne oczekiwania? A może nie pochodziłeś z Afryki i dostałeś ze szkoły zwykły list?
Och, czułam się dumna. Pamiętam, że gdy obudziłam się tamtego dnia, trzymając kamień z symbolem szkoły w ręce, to rozpierała mnie energia i rodzice nie mogli mnie usadzić w miejscu. Ekscytacja wybiła w kosmos. Nie mogłam się doczekać wycieczki do Kairu, żeby kupić mi wszystkie potrzebne do szkoły rzeczy (wycieczki, bo to wszystko traktowałam jak jedną wielką przygodę), nie mogłam się doczekać pierwszych zajęć w szkole. Mój ojciec uczył się w Hogwarcie, więc wszystkie opowieści o Uagadou miałam od matki – i najbardziej nie mogłam się doczekać lekcji z wróżbiarstwa, ale też z iluminacji – bo zawsze mnie fascynowało to, że tata potrafi zmieniać się w zwierzęta. Ogólnie to po prostu nie mogłam się doczekać i wydaje mi się, że do czasu pójścia do szkoły byłam po prostu wyjątkowo nieznośna.
2. W jaki sposób docierałeś do zamku? Daleko miałeś do gór księżycowych ze swojego rodzinnego domu? Czy z kimś podróżowałeś?
Z Aleksandrii w Egipcie do Gór Księżycowych w Ugandzie jest kawał drogi. Naprawdę – kawał, bo to jakieś 3500 km w linii prostej, więc miałam naprawdę, naprawdę daleko. Dla takich dzieciaków jak ja najlepszą drogą był więc specjalnie przygotowywany świstoklik, wysyłany do nas wcześniej, więc nie było czasu na spóźnienie – trzeba było być gotowym na czas i nie biegać z wywieszonym językiem na ostatnią chwilę. Na szczęście moja mama tego pilnowała, bo znała realia. Za każdym razem oczywiście towarzyszyli mi rodzice, bo to jednak ogromna odległość, i gdyby coś poszło nie tak, a ja zostałabym sama…?
3. Jakie były twoje wrażenia, kiedy po raz pierwszy przekroczyłeś próg Uagadou? Jak wspominasz swój pierwszy dzień?
Opadła mi kopara. Serio. O G R O M N Y zamek, ukryty pośród mgieł, wyglądający jakby lewitował w powietrzu. To zupełnie inny klimat niż ten, który znałam z Egipu. Nie taki suchy. W górze wręcz zimny wręcz, bo na szczytach występują lodowce, ale to jednak równik. Ale to wszystko sprawia, że jest tam pięknie, absolutnie magicznie. To chyba najpiękniejsze miejsce, jakie widziałam w życiu, a trochę ich już jednak moje oczy widziało. W zamku czuć było, że to nie jest nowe miejsce, że to są setki lat historii. Grube mury, kamienie niemalże śliskie od ilości stóp, które po nich przechodziły. Duchy, które tam mieszkają… one też miały całą historię do opowiedzenia. Pamiętam, że na początku zamiast gadać jak to mam w zwyczaju, po prostu siedziałam oczarowana, nie zwracając większej uwagi na nowych kolegów i koleżanki. Te wysokie sufity… Potrafiłam siedzieć z głową zadartą i gapić się w górę – piękne. Tak właśnie pamiętam mój pierwszy dzień w szkole: nie to, jaki plan zajęć dostał pierwszy rok, nie to jak poruszać się po zamku, nie to, z kim przyjdzie mi spędzić najbliższe siedem lat, tylko że tutaj jest TYLE rzeczy do poznania i że mam niesamowite szczęście w tym uczestniczyć.
4. Czy zabrałeś ze sobą do Uagadou jakieś zwierzątko?
Nie. Część dzieciaków miała ze sobą jakieś zwierzaki, najczęściej koty, pufki albo wielkie ropuchy, niektórzy mieli też sowy, ale ja uważałam, że w szkole za dużo jest innych rzeczy do roboty i zbyt mało czasu, żeby jeszcze zajmować się zwierzątkiem. Mój tata trochę się wahał, chciał mi kupić sowę (to chyba jakaś naleciałość z rodzinnego domu i Hogwartu…), ale mama na szczęście przekonała go, że jeśli będę chciała zwierzaka, to mogę sama o tym zadecydować po pierwszych dwóch latach nauki. Mądra kobieta ta moja mama.
5. Z kim dzieliłeś dormitorium? Jak wyglądał wasz pokój? Był twoim dobrym miejscem, czy nie lubiłeś do niego wracać?
Z kilkoma dziewczętami w moim wieku, każda z nas pochodziła z innego miejsca w Afryce, ale to właśnie jest w Uagadou takie piękne: że zrzesza tyle różnych ludzi i kultur, młodzi czarodzieje od razu uczą się tolerancji (nie to co w Angli...). Nasz pokój był spory, miał takie piękne duże okna, mnóstwo łuków i ornamentów charakterystycznych dla kultur Afrykańskich: ażury, motywy geometryczne i roślinne. To było bardzo jasne pomieszczenie, a łóżka były niesamowicie wygodne. Nie spędzałam tam nie wiadomo ile czasu, nawet nie każdą noc, bo urządzałam sobie eskapady po zamku…. Nie w pojedynkę rzecz jasna. I nie zaszywałam się w dormitorium zbyt często. Ale lubiłam tam siedzieć.
6. Jakie przedmioty były twoimi ulubionymi w trakcie nauki w Uagadou, a na jakie nie lubiłeś chodzić?
Iluminacja (na wasze to będzie transmutacja) była zdecydowanie moim ulubionym przedmiotem. Wcale nie dlatego, że miałam do niej smykałkę… No dobrze, może trochę. Po prostu od dziecka fascynowała mnie umiejętność animagii, a w Uagadou do niej zachęcano i uczono. Ja opanowałam ją naprawdę wcześnie, tata mówił, że to po prostu płynie w naszych żyłach, mogłam więc szybko przejść na nauczanie indywidualne. Oprócz tego bardzo cieszyłam się na zajęcia o duchach, historii magii i wróżbiarstwie – to kolejne rzeczy, które bardzo mnie fascynowały, wróżbiarstwo zwłaszcza, bo byłam ciekawa czy nauczę się jeszcze czegoś innego niż to, co pokazywała mi mama. Najbardziej nielubiany przedmiot? Eliksiry. Jakież to było koszmarnie nudne! Nic tylko kręcisz tą warzechą, ucierasz pająki i wsypujesz je do gara, a potem masz to pić (proszę sobie teraz wyobrazić, że symuluję wymioty).
7. W Uagadou duży nacisk stawia się na naukę zmiennokształtności. Czy udało ci się opanować animagię w trakcie nauki w szkole? W jakie zwierzę próbowałeś się zmienić i dlaczego? Jakie jest twoje nastawienie do nauki zmiennokształtności?
Udało mi się! I to bardzo szybko, bo po dwóch latach nauki animagii. Wspominałam już o tym, ale to musiała być zasługa tego, co płynie w mojej krwi. Teraz już rozumiem, że jakiś gen przekazywany w mojej rodzinie wpływa na to, że dużo prościej jest nam się „połączyć” w inne zwierzę, niż innym czarodziejom. Próbowałam zmienić się w sokoła – to dla Egipcjan (tych starożytnych) święty symbol związany z bogiem Horusem. Miało to dla mnie związek bardzo symboliczny, bo Trzecie Oko nazywa się czasami Okiem Horusa, a tak się składa, ze ten dar też krąży po mojej rodzinie. Poza tym… ptaki kojarzą się z wolnością. Z tym, że nie widzą granic, mogą polecieć gdzie chcą. Dlatego sokół. Jakiś czas później udało mi się zmienić też w drugie zwierzę (i tak, wiem, że to jest zdolność absolutnie unikalna dla mojej rodziny, w szkole robiło to furorę) – kota abisyńskiego. Koty też były święte dla Egipcjan, symbolika nadal mnie nie opuściła. Poza tym są piękne, mruczą. Kto nie lubi kotów? Jakie jest moje nastawienie do tego typu umiejętności? Jest fantastyczna. Niedostępna dla każdego, zgoda, ale jest to zdolność absolutnie praktyczna, bo można za jej pomocą przekraczać granice własnego ciała. Uważam, że nie powinno to być w żaden sposób zakazywane.
8. Jaki jest twój stosunek do „pierwotnego” aspektu magii nauczanego w Uagadou? Czy uważasz, że magia bezróżdżkowa jest nadrzędna nad rzucaniem zaklęć za pomocą różdżki? Co uważasz o nacisku na przedmioty związane z tym, co naturalne? Podoba ci się to podejście?
Konfrontowałam to podejście w domu wiele, wiele razy. Mój tata miał obawy, czy to nie jest zbyt niebezpieczne dla młodych czarodziejów, bo sam nauczany był zupełnie w inny sposób. Moim zdaniem ważne jest to, jak przekazuje się dana wiedzę, czy tworzy się bezpieczną przystań, czy rzuca się dzieci na głęboką wodę. Uważam też, że te podejścia zwyczajnie mają różne mocne ale też słabe strony. To tak samo jak z używaniem, albo nie, różdżek. Oczywiście, że dla młodego czarodzieja łatwiej jest, jeśli ma jakiś katalizator do „wydobywania” z siebie magii, jak różdżka właśnie, ale jej utrata powoduje, że czarodziej staje się bezbronny. Osobiście jednak lubię precyzję, jaką niesie ze sobą różdżka. Przedmioty związane z astrologią, eliksirami, ziołami, roślinami, duchami, zwierzętami – to są rzeczy, które otaczają nas w życiu codziennym, na każdym właściwie kroku, więc uważam, że to coś, z czym młody czarodziej koniecznie powinien być zaznajomiony, by mieć taką praktyczną wiedzę w dorosłym życiu.
9. Byłeś kibicem Quidditcha lub grałeś w szkolnej drużynie?
Gorąco kibicowałam, natomiast sama nie zostałam członkiem drużyny. Zdecydowanie bardziej wolę lot na własnych skrzydłach, a nie na niewygodnej miotle, która wbija się tu i ówdzie (nie rozumiem jak mężczyźni mogą na tym siedzieć, przysięgam). Tyłek boli po dwóch minutach, a co dopiero po kilku godzinach latania? Ale przychodziłam na każdy mecz i gorąco kibicowałam szkolnym kolegom.
10. Kto był twoim najlepszym przyjacielem w czasach szkolnych? Czy ta przyjaźń przetrwała próbę czasu?
Bardzo mocno zakumplowałam się z Jamilem. Tak jak ja pochodził z rodziny mieszanej Egipsko-Angielskiej, to od razu zbliża do siebie ludzi: podobne doświadczenia w domu, kontakt z innym podejściem do nauczania i tak dalej. Z początku trzymaliśmy się ze sobą niemalże z konieczności (nieprawdziwej), bo tak łatwiej było nawiązać kontakt, a później… Samo poleciało. Siedem lat w swoim towarzystwie. Znajomość przetrwała, teraz nawet razem pracujemy. W Anglii. Zabawne, nie?
11. Zauroczyłeś się w kimś w czasach szkolnych?
No jasne, że się zauroczyłam. To nie było nic trwałego ani poważnego, byłam szczylem, on też był szczylem. Nasze drogi rozeszły się dość gładko, bo jeszcze w Uagadou. Gdy pierwsze zauroczenie opadło okazało się, że byłam dla niego zbyt bystra, a on dla mnie zbyt nudny. Później poszło już gładko i zapisało się w głowie rozczarowaniem. Teraz już o tym nie myślę, ale jeśli mi się zdarza, to nie negatywnie. Ot, gówniarskie doświadczenie.
12. Czy miałeś w szkole jakichś wrogów?
No jasne. Ogrywałam ich w karty i kości, wydębiłam trochę hajsu tu i tam, oczywiście, ze się naraziłam niektórym osobom. Tym bardziej, że trochę zadzierałam nosa, miałam indywidualne nauczanie, potrafiłam zmieniać się w zwierzę i to nie w jedno. Takie coś wzbudza w ludziach zazdrość, zwłaszcza w niedojrzałych dzieciakach. Któregoś razu jedna z dziewczyn była na mnie tak zła, że w rezultacie skończyłam ze złamaną nogą. To nic wielkiego w magicznym świecie, poskładano mnie w kilka sekund, gdy już trafiłam pod ręce lekarza stacjonującego w naszej szkole, ale wspomnienie zostało. Tak, miałam wrogów.
13. Kto był twoim ulubionym nauczycielem?
Profesor od iluminacji. Uwielbiałam go – był cierpliwy, charyzmatyczny, podsuwał mi mnóstwo wskazówek, zwłaszcza widząc jak chętnie i z jaką łatwością się uczę transmutowania różnych rzeczy. Dużo ze mną rozmawiał, też o innych zagadnieniach, jakie na temat magii wynosiłam z domu, o tym co lubię, bardzo wstępnych planach na przyszłość. To on podsunął mi pomysł na zapisanie się na kurs z magimedycyny – i był to prawdziwy strzał w dziesiątkę. Wiele mu zawdzięczam.
14. Zgubiłeś się kiedyś w zamku? Może odkryłeś jakieś ukryte tajemnice lub legendy związane z zamkiem?
A to można się NIE zgubić w takim ogromnym zamku? Mogłabym się założyć, ze nie ma ani jednej osoby, która się w Uagadou nie zgubiła przynajmniej raz. Ja to robiłam nagminnie, bo lubiłam zwiedzać szkołę, zaglądać w różne miejsca, też pod postacią kota, gdy już ją opanowałam. A jak powszechnie wiadomo – koty są cieczą i wcisną się wszędzie. Tak stare zamczysko musi mieć swoje tajemnice i legendy. Któregoś razu trafiłam do pomieszczenia, w którym na środku stało coś co przypominało studnię – ale nie mogło nią być, nie na tym piętrze szkoły; studnia ta była wypełniona wodą, a centralnie nad nią zaklęty był sufit, by wpuszczał do środka promienie słońca albo księżyca. Na tafli wody można było zobaczyć różne znaki i odczytać przepowiednie… o ile ktoś był w stanie to w ogóle robić.
15. Złamałeś kiedyś szkolny regulamin? Byłeś kiedykolwiek ukarany przez dyrektora lub nauczyciela? Za co?
Oczywiście, a żeby to raz… Regularnie łamałam regulamin, włócząc się z Jamilem po szkole po godzinie nocnej ciszy. No i nie raz zostaliśmy złapani. Zdarzyło się więc później odpracowywać przewinienia. U dyrektora na dywaniku jednak nigdy nie byłam, aż tak nie przeginałam, chociaż tych punktów regulaminu trochę jednak złamałam. Ale nie wiem co by trzeba było zrobić, żeby faktycznie zostać ze szkoły wyrzuconym, Chyba naprawdę trzeba by się było postarać.
16. Czy byłeś członkiem jakiegoś klubu lub tajnego stowarzyszenia?
Nie byłam, nigdy mnie to specjalnie nie interesowało, jakaś taka elitaryzacja w szkole. Chociaż czasami wpadałam poćwiczyć pojedynkowanie się do tych od pojedynków. Lubiłam to, ale nigdy się oficjalnie nie zapisałam, byłabym kiepska w przychodzeniu na regularnie spotkania, bo było zbyt dużo innych rzeczy, które zajmowały mi czas.
17. Jakie miejsca w Uagadou były twoimi ulubionymi, gdzie lubiłeś spędzać czas poza lekcjami?
Poza lekcjami bardzo lubiłam zamienić się w sokoła i pop prostu latać nad Uagadou i terenami wokół. Spoglądać na wszystko z góry, nabrać dystansu do wszystkiego, co działo się na dole. Można więc powiedzieć, że niebo? Lubiłam spacerować też po terenach Uagadou, najbardziej po okolicznym lesie.
18. Jakie były twoje ulubione miejsca na terenie gór księżycowych wokół Uagadou? Wybierałeś się w wolnym czasie na wycieczki, czy może wolałeś nie opuszczać terenu szkoły?
Z takich bardziej przyziemnych miejsc, to lubiłam okoliczne tereny: piękne jeziora, pola położone na górzystych terenach, rozłożyste drzewa, zaczątki dżungli… Oczywiście, że wybierałam się na wycieczki! Byłam bardzo ruchliwą osobą,, z tysiącem pomysłów w głowie, zawsze chętna na przygodę i odkrycia kolejnych tajemnic. To musiało się przecież skądś wziąć.
19. Wracałeś na święta do domu, czy zostawałeś w Uagadou?
Wracałam do domu, dla taty to zawsze był bardzo ważny czas kojarzący się z domem w Anglii i nie wyobrażał sobie, że miałabym na czas świąt zostać w szkole. Dlatego za każdym razem organizowano dla mnie w tym czasie powrót do domu w Egipcie, żebym mogła ten czas spędzić z najbliższą rodziną. To nie to samo co święta w Wielkiej Brytanii i śnieg, ale na pewno był to dla mnie magiczny czas.
20. Opisz swoje najlepsze wspomnienie z czasów szkolnych.
Najlepszym wspomnieniem zdecydowanie jest dzień, w którym w końcu udało mi się po długich miesiącach prób całkowicie przemienić w sokoła. Do tej pory były to niepełne i niedoskonałe przemiany, ale kiedy w końcu udało mi się przemienić, pamiętam jaka szczęśliwa byłam. Profesor był przy mnie i nadzorował moje próby, kiedy zobaczył, że przemieniłam się w całości powiedział mi „Ginny, przed tobą świetlana przyszłość”. Była prawdziwie świetlana – a chwilę później próbowałam wzbić się w powietrze.
21. Opisz swoje najgorsze wspomnienie z czasów szkolnych.
To chyba będzie to związane z nauką teleportacji. Pomijam tygodnie ćwiczeń, ale to jest tak cholernie przydatna umiejętność, która w moim przypadku okazała się być… rozczarowaniem. I to rozczarowanie jest moim najgorszym wspomnieniem. Nie dlatego, że mi nie wychodziło, ale po tygodniach prób teleportacji w kontrolowanych warunkach, kiedy pierwszy raz udało mi się przemieścić z miejsca na miejsce, od razu musiałam… cóż. Mój żołądek tego nie utrzymał. Zwróciłam wszystko na oczach kolegów i koleżanek. To było rozczarowanie i wstyd, nie wiedziałam co się dzieje, czy coś źle robię… Po czasie miało się okazać, że to nie moja wina – po prostu źle znoszę jakąkolwiek teleportacje, nawet z kimś doświadczonym.
22. Jak poszło ci na egzaminach? Ściągałeś, czy podszedłeś do nich uczciwie?
Poszło mi na tyle dobrze, że nie musiałam się martwić w przyszłości. Czy mogłabym to zrobić lepiej? Na pewno. Ale nie skupiałam się na przedmiotach, z którymi nie wiązałam żadnej przyszłości, albo które zupełnie mnie nie interesowały. W tych, do których podeszłam poważnie dostałam wysokie oceny, w tych z drugiej kategorii – były przeciętne, ale wystarczające by zdać. Nie da się być ze wszystkiego najlepszym.
23. Z perspektywy czasu, jak wspominasz swój czas w Uagadou? Masz jakieś sentymentalne wspomnienia związane ze szkołą, które wywołują u ciebie szczególne emocje?
Uważam to za całkowicie dobrze spędzony i wykorzystany czas. Nie wybrałabym innej szkoły, gdybym teraz mogła podjąć decyzję wpływającą na przeszłość. Hogwart? Pfff, przepraszam tatusiu, ale są lepsze szkoły. W Hogwarcie nikt nie pomógłby mi nawiązać kontaktu z własną naturą i tak gładko przejść proces zostawania animagiem. Mam sentyment do tych czasów, zresztą trzymam do teraz w moich szkatułach rzeczy związane z nauką w szkole, lubię je przyglądać i przypominać sobie emocje i wspomnienia związane z danym przedmiotem. Jestem bardzo sentymentalna, ale jedno konkretne wspomnienie nie przychodzi mi teraz do głowy.
24. Będąc w Uagadou - o czym marzyłeś? Myślałeś wtedy, że twoje życie potoczy się tak, jak się potoczyło? Kim chciałeś być w przyszłości?
Prawdę mówiąc to od dziecka miałam bardzo jasny pogląd na to, jak chciałabym, żeby wyglądało moje życie. Fascynowała mnie geneza moich imion, naturalnie więc interesowałam się historią i historią magii. Zostałam wychowana przez jasnowidzkę i wróżbitkę, od dziecka byłam więc wystawiona na pewne rzeczy, które i mi bardzo się podobały. Szybko wiedziałam, że chciałabym wróżyć i szukać tajemnic, jakie zostały ukryte przed nami przez upływający czas. Czy wiedziałam, że zostanę medykiem? Nie, to akurat było dla mnie zaskoczenie, za to gładko wpisało się w resztę planu, jaki miałam od samego początku. Wiedziałam co chcę robić, wiedziałam, że chcę być archeologiem, jak tata. I Że chcę być wróżbitą jak mama. Najwyraźniej da się to połączyć.
25. O czym myślałeś, opuszczając Uagadou?
Że cieszę się, że miałam okazję uczęszczać do tak wspaniałej szkoły i ze dobrze wykorzystałam swój czas tam. Oczywiście, było mi smutno, bo to oznaczało koniec bycia uczniem, ale nie był to w żadnym wypadku koniec mojej nauki – wzięłam po szkole jeszcze trochę kursów, by się doszkolić, to zajęło mi kilka następnych lat. Ale zakończenie szkoły było dla mnie czymś sentymentalnym, natomiast nie smutnym. Przecież przede mną czekały kolejne przygody.
26. Na zakończenie dowcipnie: jakie lekcje w Uagadou przydały ci się najbardziej w dorosłym życiu?
Haaa! A całkiem sporo! Nie wszystkie, rzecz jasna, latanie na miotle wyrzuciłabym do kosza, zresztą miotła właśnie do tego się nadaje: do sprzątania. Co prawda po szkole i tak musiałam poszerzać swoją wiedzę i kompetencje, ale podstawy były niezbędne, by móc zgłębić się w trudniejsze zagadnienia. No i pozwoliło to wybadać w czym jestem dobra, co warto szlifować, a co zupełnie powinnam porzucić. Ale transmutacja i wróżbiarstwo przydają mi się do teraz.
Och, czułam się dumna. Pamiętam, że gdy obudziłam się tamtego dnia, trzymając kamień z symbolem szkoły w ręce, to rozpierała mnie energia i rodzice nie mogli mnie usadzić w miejscu. Ekscytacja wybiła w kosmos. Nie mogłam się doczekać wycieczki do Kairu, żeby kupić mi wszystkie potrzebne do szkoły rzeczy (wycieczki, bo to wszystko traktowałam jak jedną wielką przygodę), nie mogłam się doczekać pierwszych zajęć w szkole. Mój ojciec uczył się w Hogwarcie, więc wszystkie opowieści o Uagadou miałam od matki – i najbardziej nie mogłam się doczekać lekcji z wróżbiarstwa, ale też z iluminacji – bo zawsze mnie fascynowało to, że tata potrafi zmieniać się w zwierzęta. Ogólnie to po prostu nie mogłam się doczekać i wydaje mi się, że do czasu pójścia do szkoły byłam po prostu wyjątkowo nieznośna.
2. W jaki sposób docierałeś do zamku? Daleko miałeś do gór księżycowych ze swojego rodzinnego domu? Czy z kimś podróżowałeś?
Z Aleksandrii w Egipcie do Gór Księżycowych w Ugandzie jest kawał drogi. Naprawdę – kawał, bo to jakieś 3500 km w linii prostej, więc miałam naprawdę, naprawdę daleko. Dla takich dzieciaków jak ja najlepszą drogą był więc specjalnie przygotowywany świstoklik, wysyłany do nas wcześniej, więc nie było czasu na spóźnienie – trzeba było być gotowym na czas i nie biegać z wywieszonym językiem na ostatnią chwilę. Na szczęście moja mama tego pilnowała, bo znała realia. Za każdym razem oczywiście towarzyszyli mi rodzice, bo to jednak ogromna odległość, i gdyby coś poszło nie tak, a ja zostałabym sama…?
3. Jakie były twoje wrażenia, kiedy po raz pierwszy przekroczyłeś próg Uagadou? Jak wspominasz swój pierwszy dzień?
Opadła mi kopara. Serio. O G R O M N Y zamek, ukryty pośród mgieł, wyglądający jakby lewitował w powietrzu. To zupełnie inny klimat niż ten, który znałam z Egipu. Nie taki suchy. W górze wręcz zimny wręcz, bo na szczytach występują lodowce, ale to jednak równik. Ale to wszystko sprawia, że jest tam pięknie, absolutnie magicznie. To chyba najpiękniejsze miejsce, jakie widziałam w życiu, a trochę ich już jednak moje oczy widziało. W zamku czuć było, że to nie jest nowe miejsce, że to są setki lat historii. Grube mury, kamienie niemalże śliskie od ilości stóp, które po nich przechodziły. Duchy, które tam mieszkają… one też miały całą historię do opowiedzenia. Pamiętam, że na początku zamiast gadać jak to mam w zwyczaju, po prostu siedziałam oczarowana, nie zwracając większej uwagi na nowych kolegów i koleżanki. Te wysokie sufity… Potrafiłam siedzieć z głową zadartą i gapić się w górę – piękne. Tak właśnie pamiętam mój pierwszy dzień w szkole: nie to, jaki plan zajęć dostał pierwszy rok, nie to jak poruszać się po zamku, nie to, z kim przyjdzie mi spędzić najbliższe siedem lat, tylko że tutaj jest TYLE rzeczy do poznania i że mam niesamowite szczęście w tym uczestniczyć.
4. Czy zabrałeś ze sobą do Uagadou jakieś zwierzątko?
Nie. Część dzieciaków miała ze sobą jakieś zwierzaki, najczęściej koty, pufki albo wielkie ropuchy, niektórzy mieli też sowy, ale ja uważałam, że w szkole za dużo jest innych rzeczy do roboty i zbyt mało czasu, żeby jeszcze zajmować się zwierzątkiem. Mój tata trochę się wahał, chciał mi kupić sowę (to chyba jakaś naleciałość z rodzinnego domu i Hogwartu…), ale mama na szczęście przekonała go, że jeśli będę chciała zwierzaka, to mogę sama o tym zadecydować po pierwszych dwóch latach nauki. Mądra kobieta ta moja mama.
5. Z kim dzieliłeś dormitorium? Jak wyglądał wasz pokój? Był twoim dobrym miejscem, czy nie lubiłeś do niego wracać?
Z kilkoma dziewczętami w moim wieku, każda z nas pochodziła z innego miejsca w Afryce, ale to właśnie jest w Uagadou takie piękne: że zrzesza tyle różnych ludzi i kultur, młodzi czarodzieje od razu uczą się tolerancji (nie to co w Angli...). Nasz pokój był spory, miał takie piękne duże okna, mnóstwo łuków i ornamentów charakterystycznych dla kultur Afrykańskich: ażury, motywy geometryczne i roślinne. To było bardzo jasne pomieszczenie, a łóżka były niesamowicie wygodne. Nie spędzałam tam nie wiadomo ile czasu, nawet nie każdą noc, bo urządzałam sobie eskapady po zamku…. Nie w pojedynkę rzecz jasna. I nie zaszywałam się w dormitorium zbyt często. Ale lubiłam tam siedzieć.
6. Jakie przedmioty były twoimi ulubionymi w trakcie nauki w Uagadou, a na jakie nie lubiłeś chodzić?
Iluminacja (na wasze to będzie transmutacja) była zdecydowanie moim ulubionym przedmiotem. Wcale nie dlatego, że miałam do niej smykałkę… No dobrze, może trochę. Po prostu od dziecka fascynowała mnie umiejętność animagii, a w Uagadou do niej zachęcano i uczono. Ja opanowałam ją naprawdę wcześnie, tata mówił, że to po prostu płynie w naszych żyłach, mogłam więc szybko przejść na nauczanie indywidualne. Oprócz tego bardzo cieszyłam się na zajęcia o duchach, historii magii i wróżbiarstwie – to kolejne rzeczy, które bardzo mnie fascynowały, wróżbiarstwo zwłaszcza, bo byłam ciekawa czy nauczę się jeszcze czegoś innego niż to, co pokazywała mi mama. Najbardziej nielubiany przedmiot? Eliksiry. Jakież to było koszmarnie nudne! Nic tylko kręcisz tą warzechą, ucierasz pająki i wsypujesz je do gara, a potem masz to pić (proszę sobie teraz wyobrazić, że symuluję wymioty).
7. W Uagadou duży nacisk stawia się na naukę zmiennokształtności. Czy udało ci się opanować animagię w trakcie nauki w szkole? W jakie zwierzę próbowałeś się zmienić i dlaczego? Jakie jest twoje nastawienie do nauki zmiennokształtności?
Udało mi się! I to bardzo szybko, bo po dwóch latach nauki animagii. Wspominałam już o tym, ale to musiała być zasługa tego, co płynie w mojej krwi. Teraz już rozumiem, że jakiś gen przekazywany w mojej rodzinie wpływa na to, że dużo prościej jest nam się „połączyć” w inne zwierzę, niż innym czarodziejom. Próbowałam zmienić się w sokoła – to dla Egipcjan (tych starożytnych) święty symbol związany z bogiem Horusem. Miało to dla mnie związek bardzo symboliczny, bo Trzecie Oko nazywa się czasami Okiem Horusa, a tak się składa, ze ten dar też krąży po mojej rodzinie. Poza tym… ptaki kojarzą się z wolnością. Z tym, że nie widzą granic, mogą polecieć gdzie chcą. Dlatego sokół. Jakiś czas później udało mi się zmienić też w drugie zwierzę (i tak, wiem, że to jest zdolność absolutnie unikalna dla mojej rodziny, w szkole robiło to furorę) – kota abisyńskiego. Koty też były święte dla Egipcjan, symbolika nadal mnie nie opuściła. Poza tym są piękne, mruczą. Kto nie lubi kotów? Jakie jest moje nastawienie do tego typu umiejętności? Jest fantastyczna. Niedostępna dla każdego, zgoda, ale jest to zdolność absolutnie praktyczna, bo można za jej pomocą przekraczać granice własnego ciała. Uważam, że nie powinno to być w żaden sposób zakazywane.
8. Jaki jest twój stosunek do „pierwotnego” aspektu magii nauczanego w Uagadou? Czy uważasz, że magia bezróżdżkowa jest nadrzędna nad rzucaniem zaklęć za pomocą różdżki? Co uważasz o nacisku na przedmioty związane z tym, co naturalne? Podoba ci się to podejście?
Konfrontowałam to podejście w domu wiele, wiele razy. Mój tata miał obawy, czy to nie jest zbyt niebezpieczne dla młodych czarodziejów, bo sam nauczany był zupełnie w inny sposób. Moim zdaniem ważne jest to, jak przekazuje się dana wiedzę, czy tworzy się bezpieczną przystań, czy rzuca się dzieci na głęboką wodę. Uważam też, że te podejścia zwyczajnie mają różne mocne ale też słabe strony. To tak samo jak z używaniem, albo nie, różdżek. Oczywiście, że dla młodego czarodzieja łatwiej jest, jeśli ma jakiś katalizator do „wydobywania” z siebie magii, jak różdżka właśnie, ale jej utrata powoduje, że czarodziej staje się bezbronny. Osobiście jednak lubię precyzję, jaką niesie ze sobą różdżka. Przedmioty związane z astrologią, eliksirami, ziołami, roślinami, duchami, zwierzętami – to są rzeczy, które otaczają nas w życiu codziennym, na każdym właściwie kroku, więc uważam, że to coś, z czym młody czarodziej koniecznie powinien być zaznajomiony, by mieć taką praktyczną wiedzę w dorosłym życiu.
9. Byłeś kibicem Quidditcha lub grałeś w szkolnej drużynie?
Gorąco kibicowałam, natomiast sama nie zostałam członkiem drużyny. Zdecydowanie bardziej wolę lot na własnych skrzydłach, a nie na niewygodnej miotle, która wbija się tu i ówdzie (nie rozumiem jak mężczyźni mogą na tym siedzieć, przysięgam). Tyłek boli po dwóch minutach, a co dopiero po kilku godzinach latania? Ale przychodziłam na każdy mecz i gorąco kibicowałam szkolnym kolegom.
10. Kto był twoim najlepszym przyjacielem w czasach szkolnych? Czy ta przyjaźń przetrwała próbę czasu?
Bardzo mocno zakumplowałam się z Jamilem. Tak jak ja pochodził z rodziny mieszanej Egipsko-Angielskiej, to od razu zbliża do siebie ludzi: podobne doświadczenia w domu, kontakt z innym podejściem do nauczania i tak dalej. Z początku trzymaliśmy się ze sobą niemalże z konieczności (nieprawdziwej), bo tak łatwiej było nawiązać kontakt, a później… Samo poleciało. Siedem lat w swoim towarzystwie. Znajomość przetrwała, teraz nawet razem pracujemy. W Anglii. Zabawne, nie?
11. Zauroczyłeś się w kimś w czasach szkolnych?
No jasne, że się zauroczyłam. To nie było nic trwałego ani poważnego, byłam szczylem, on też był szczylem. Nasze drogi rozeszły się dość gładko, bo jeszcze w Uagadou. Gdy pierwsze zauroczenie opadło okazało się, że byłam dla niego zbyt bystra, a on dla mnie zbyt nudny. Później poszło już gładko i zapisało się w głowie rozczarowaniem. Teraz już o tym nie myślę, ale jeśli mi się zdarza, to nie negatywnie. Ot, gówniarskie doświadczenie.
12. Czy miałeś w szkole jakichś wrogów?
No jasne. Ogrywałam ich w karty i kości, wydębiłam trochę hajsu tu i tam, oczywiście, ze się naraziłam niektórym osobom. Tym bardziej, że trochę zadzierałam nosa, miałam indywidualne nauczanie, potrafiłam zmieniać się w zwierzę i to nie w jedno. Takie coś wzbudza w ludziach zazdrość, zwłaszcza w niedojrzałych dzieciakach. Któregoś razu jedna z dziewczyn była na mnie tak zła, że w rezultacie skończyłam ze złamaną nogą. To nic wielkiego w magicznym świecie, poskładano mnie w kilka sekund, gdy już trafiłam pod ręce lekarza stacjonującego w naszej szkole, ale wspomnienie zostało. Tak, miałam wrogów.
13. Kto był twoim ulubionym nauczycielem?
Profesor od iluminacji. Uwielbiałam go – był cierpliwy, charyzmatyczny, podsuwał mi mnóstwo wskazówek, zwłaszcza widząc jak chętnie i z jaką łatwością się uczę transmutowania różnych rzeczy. Dużo ze mną rozmawiał, też o innych zagadnieniach, jakie na temat magii wynosiłam z domu, o tym co lubię, bardzo wstępnych planach na przyszłość. To on podsunął mi pomysł na zapisanie się na kurs z magimedycyny – i był to prawdziwy strzał w dziesiątkę. Wiele mu zawdzięczam.
14. Zgubiłeś się kiedyś w zamku? Może odkryłeś jakieś ukryte tajemnice lub legendy związane z zamkiem?
A to można się NIE zgubić w takim ogromnym zamku? Mogłabym się założyć, ze nie ma ani jednej osoby, która się w Uagadou nie zgubiła przynajmniej raz. Ja to robiłam nagminnie, bo lubiłam zwiedzać szkołę, zaglądać w różne miejsca, też pod postacią kota, gdy już ją opanowałam. A jak powszechnie wiadomo – koty są cieczą i wcisną się wszędzie. Tak stare zamczysko musi mieć swoje tajemnice i legendy. Któregoś razu trafiłam do pomieszczenia, w którym na środku stało coś co przypominało studnię – ale nie mogło nią być, nie na tym piętrze szkoły; studnia ta była wypełniona wodą, a centralnie nad nią zaklęty był sufit, by wpuszczał do środka promienie słońca albo księżyca. Na tafli wody można było zobaczyć różne znaki i odczytać przepowiednie… o ile ktoś był w stanie to w ogóle robić.
15. Złamałeś kiedyś szkolny regulamin? Byłeś kiedykolwiek ukarany przez dyrektora lub nauczyciela? Za co?
Oczywiście, a żeby to raz… Regularnie łamałam regulamin, włócząc się z Jamilem po szkole po godzinie nocnej ciszy. No i nie raz zostaliśmy złapani. Zdarzyło się więc później odpracowywać przewinienia. U dyrektora na dywaniku jednak nigdy nie byłam, aż tak nie przeginałam, chociaż tych punktów regulaminu trochę jednak złamałam. Ale nie wiem co by trzeba było zrobić, żeby faktycznie zostać ze szkoły wyrzuconym, Chyba naprawdę trzeba by się było postarać.
16. Czy byłeś członkiem jakiegoś klubu lub tajnego stowarzyszenia?
Nie byłam, nigdy mnie to specjalnie nie interesowało, jakaś taka elitaryzacja w szkole. Chociaż czasami wpadałam poćwiczyć pojedynkowanie się do tych od pojedynków. Lubiłam to, ale nigdy się oficjalnie nie zapisałam, byłabym kiepska w przychodzeniu na regularnie spotkania, bo było zbyt dużo innych rzeczy, które zajmowały mi czas.
17. Jakie miejsca w Uagadou były twoimi ulubionymi, gdzie lubiłeś spędzać czas poza lekcjami?
Poza lekcjami bardzo lubiłam zamienić się w sokoła i pop prostu latać nad Uagadou i terenami wokół. Spoglądać na wszystko z góry, nabrać dystansu do wszystkiego, co działo się na dole. Można więc powiedzieć, że niebo? Lubiłam spacerować też po terenach Uagadou, najbardziej po okolicznym lesie.
18. Jakie były twoje ulubione miejsca na terenie gór księżycowych wokół Uagadou? Wybierałeś się w wolnym czasie na wycieczki, czy może wolałeś nie opuszczać terenu szkoły?
Z takich bardziej przyziemnych miejsc, to lubiłam okoliczne tereny: piękne jeziora, pola położone na górzystych terenach, rozłożyste drzewa, zaczątki dżungli… Oczywiście, że wybierałam się na wycieczki! Byłam bardzo ruchliwą osobą,, z tysiącem pomysłów w głowie, zawsze chętna na przygodę i odkrycia kolejnych tajemnic. To musiało się przecież skądś wziąć.
19. Wracałeś na święta do domu, czy zostawałeś w Uagadou?
Wracałam do domu, dla taty to zawsze był bardzo ważny czas kojarzący się z domem w Anglii i nie wyobrażał sobie, że miałabym na czas świąt zostać w szkole. Dlatego za każdym razem organizowano dla mnie w tym czasie powrót do domu w Egipcie, żebym mogła ten czas spędzić z najbliższą rodziną. To nie to samo co święta w Wielkiej Brytanii i śnieg, ale na pewno był to dla mnie magiczny czas.
20. Opisz swoje najlepsze wspomnienie z czasów szkolnych.
Najlepszym wspomnieniem zdecydowanie jest dzień, w którym w końcu udało mi się po długich miesiącach prób całkowicie przemienić w sokoła. Do tej pory były to niepełne i niedoskonałe przemiany, ale kiedy w końcu udało mi się przemienić, pamiętam jaka szczęśliwa byłam. Profesor był przy mnie i nadzorował moje próby, kiedy zobaczył, że przemieniłam się w całości powiedział mi „Ginny, przed tobą świetlana przyszłość”. Była prawdziwie świetlana – a chwilę później próbowałam wzbić się w powietrze.
21. Opisz swoje najgorsze wspomnienie z czasów szkolnych.
To chyba będzie to związane z nauką teleportacji. Pomijam tygodnie ćwiczeń, ale to jest tak cholernie przydatna umiejętność, która w moim przypadku okazała się być… rozczarowaniem. I to rozczarowanie jest moim najgorszym wspomnieniem. Nie dlatego, że mi nie wychodziło, ale po tygodniach prób teleportacji w kontrolowanych warunkach, kiedy pierwszy raz udało mi się przemieścić z miejsca na miejsce, od razu musiałam… cóż. Mój żołądek tego nie utrzymał. Zwróciłam wszystko na oczach kolegów i koleżanek. To było rozczarowanie i wstyd, nie wiedziałam co się dzieje, czy coś źle robię… Po czasie miało się okazać, że to nie moja wina – po prostu źle znoszę jakąkolwiek teleportacje, nawet z kimś doświadczonym.
22. Jak poszło ci na egzaminach? Ściągałeś, czy podszedłeś do nich uczciwie?
Poszło mi na tyle dobrze, że nie musiałam się martwić w przyszłości. Czy mogłabym to zrobić lepiej? Na pewno. Ale nie skupiałam się na przedmiotach, z którymi nie wiązałam żadnej przyszłości, albo które zupełnie mnie nie interesowały. W tych, do których podeszłam poważnie dostałam wysokie oceny, w tych z drugiej kategorii – były przeciętne, ale wystarczające by zdać. Nie da się być ze wszystkiego najlepszym.
23. Z perspektywy czasu, jak wspominasz swój czas w Uagadou? Masz jakieś sentymentalne wspomnienia związane ze szkołą, które wywołują u ciebie szczególne emocje?
Uważam to za całkowicie dobrze spędzony i wykorzystany czas. Nie wybrałabym innej szkoły, gdybym teraz mogła podjąć decyzję wpływającą na przeszłość. Hogwart? Pfff, przepraszam tatusiu, ale są lepsze szkoły. W Hogwarcie nikt nie pomógłby mi nawiązać kontaktu z własną naturą i tak gładko przejść proces zostawania animagiem. Mam sentyment do tych czasów, zresztą trzymam do teraz w moich szkatułach rzeczy związane z nauką w szkole, lubię je przyglądać i przypominać sobie emocje i wspomnienia związane z danym przedmiotem. Jestem bardzo sentymentalna, ale jedno konkretne wspomnienie nie przychodzi mi teraz do głowy.
24. Będąc w Uagadou - o czym marzyłeś? Myślałeś wtedy, że twoje życie potoczy się tak, jak się potoczyło? Kim chciałeś być w przyszłości?
Prawdę mówiąc to od dziecka miałam bardzo jasny pogląd na to, jak chciałabym, żeby wyglądało moje życie. Fascynowała mnie geneza moich imion, naturalnie więc interesowałam się historią i historią magii. Zostałam wychowana przez jasnowidzkę i wróżbitkę, od dziecka byłam więc wystawiona na pewne rzeczy, które i mi bardzo się podobały. Szybko wiedziałam, że chciałabym wróżyć i szukać tajemnic, jakie zostały ukryte przed nami przez upływający czas. Czy wiedziałam, że zostanę medykiem? Nie, to akurat było dla mnie zaskoczenie, za to gładko wpisało się w resztę planu, jaki miałam od samego początku. Wiedziałam co chcę robić, wiedziałam, że chcę być archeologiem, jak tata. I Że chcę być wróżbitą jak mama. Najwyraźniej da się to połączyć.
25. O czym myślałeś, opuszczając Uagadou?
Że cieszę się, że miałam okazję uczęszczać do tak wspaniałej szkoły i ze dobrze wykorzystałam swój czas tam. Oczywiście, było mi smutno, bo to oznaczało koniec bycia uczniem, ale nie był to w żadnym wypadku koniec mojej nauki – wzięłam po szkole jeszcze trochę kursów, by się doszkolić, to zajęło mi kilka następnych lat. Ale zakończenie szkoły było dla mnie czymś sentymentalnym, natomiast nie smutnym. Przecież przede mną czekały kolejne przygody.
26. Na zakończenie dowcipnie: jakie lekcje w Uagadou przydały ci się najbardziej w dorosłym życiu?
Haaa! A całkiem sporo! Nie wszystkie, rzecz jasna, latanie na miotle wyrzuciłabym do kosza, zresztą miotła właśnie do tego się nadaje: do sprzątania. Co prawda po szkole i tak musiałam poszerzać swoją wiedzę i kompetencje, ale podstawy były niezbędne, by móc zgłębić się w trudniejsze zagadnienia. No i pozwoliło to wybadać w czym jestem dobra, co warto szlifować, a co zupełnie powinnam porzucić. Ale transmutacja i wróżbiarstwo przydają mi się do teraz.
adnotacja moderatora
Odznaka przyznana.