30.09.2023, 17:23 ✶
Dosyć często zwracałem uwagę na otaczające mnie zapachy, więc z ulgą odetchnąłem, kiedy poczułem znajomy, przyjemny, nieco słodki zapach różanych perfum mojej małżonki. Miał w sobie coś takiego, co po tych latach małżeństwa, mogłem swobodnie nazwać zapachem domu, właściwie tej części naszej zacisza domowego, o czym zresztą również myślałem wczoraj, kiedy wtuliłem się w jej rozgrzane ciało w łóżku. Zaraz po tym... Nie spodziewałem się takiego obortu spraw, szczególnie po tak ciężkim dniu, po kolacji z Aveliną...
- Śniadanie do łóżka? To się postarali - zauważyłem udawanie zaskoczony, jak gdybym wcale nie był współinicjatorem tej akcji. Chłopaki jednak kompletnie nie zwracali na nas uwagi, bo miotła okazała się być ważniejsza. Cóż, bolało serce, że się nie jest w centrum uwagi, ale też odetchnąłem z ulgą, zajmując miejsce obok Imogen. Mogłem swobodnie odpocząć po dniu pracy, a dosyć sporo się działo.
Objąłem ręką Imogen, skoro oparła głowę na moim ramieniu, a sam oparłem się wygodnie o ławkę. Można by rzec, że spokój, gdyby nie te wrzaski, ale kiedy to były wrzaski własnych pociech jakoś łatwiej było to tolerować, szczególnie że bardziej niepokojąca w tym przypadku byłaby bezbrzeżna cisza.
- Myślę, że będę się czuł zobowiązany słuchać dobrych rad i rozkazów mojej żony-seniorki - zawyrokowałem, choć przyszłość miała pokazać, że raczej daleki byłem od realizacji podobnej obietnicy, a do moich urodzin wcale nie było blisko. Zdawały się oddalać w nieskończoność, bacząc na to, ile miałem do zrobienia, a o ilu rzeczach jeszcze nie wiedziałem. - I do usług... Co powiesz później na długą, relaksującą kąpiel? Można by powtórzyć... to i owo - stwierdziłem szeptem z lekkim pomrukiem. Pochyliłem się by trącić czubek jej głowy nosem. Ponownie odetchnąłem, chłonąc słońce, które skrawkami przedzierało się w naszym kierunku. Drzewo za bardzo nie chciało mu na to pozwolić.
Musiałem przyznać, że z reguły zbyt rzadko spędzałem czas wolny na zewnątrz. Zawsze w pracy, w domu, w innej dziupli. Blady byłem jak typowy Londyńczyk, aczkolwiek trochę koloru by mi nie zaszkodziło. Już Imogen lepiej wyglądała. Miała nieco złocistą skórę, odsłoniętą może trochę za bardzo jak na przebywanie na zewnątrz. Cieszyłem się, że zbyt wielu gości to my na co dzień nie mieliśmy, bo ciężko byłoby mi się dzielić jej urodą z innymi.
- Nie jest ci za zimno? - zapytałem, drgnąłem lekko i poniekąd zaoferowałem się jednak obronić ją przed golizną, nie chcąc kusić losu. Nawet nie chodziło o obcych, ale o mojego brata albo Ojca. Może z reguły bywali zajęci własnymi sprawami, ale to był również ich dom i mogli w każdej chwili tu przyjść.
- Śniadanie do łóżka? To się postarali - zauważyłem udawanie zaskoczony, jak gdybym wcale nie był współinicjatorem tej akcji. Chłopaki jednak kompletnie nie zwracali na nas uwagi, bo miotła okazała się być ważniejsza. Cóż, bolało serce, że się nie jest w centrum uwagi, ale też odetchnąłem z ulgą, zajmując miejsce obok Imogen. Mogłem swobodnie odpocząć po dniu pracy, a dosyć sporo się działo.
Objąłem ręką Imogen, skoro oparła głowę na moim ramieniu, a sam oparłem się wygodnie o ławkę. Można by rzec, że spokój, gdyby nie te wrzaski, ale kiedy to były wrzaski własnych pociech jakoś łatwiej było to tolerować, szczególnie że bardziej niepokojąca w tym przypadku byłaby bezbrzeżna cisza.
- Myślę, że będę się czuł zobowiązany słuchać dobrych rad i rozkazów mojej żony-seniorki - zawyrokowałem, choć przyszłość miała pokazać, że raczej daleki byłem od realizacji podobnej obietnicy, a do moich urodzin wcale nie było blisko. Zdawały się oddalać w nieskończoność, bacząc na to, ile miałem do zrobienia, a o ilu rzeczach jeszcze nie wiedziałem. - I do usług... Co powiesz później na długą, relaksującą kąpiel? Można by powtórzyć... to i owo - stwierdziłem szeptem z lekkim pomrukiem. Pochyliłem się by trącić czubek jej głowy nosem. Ponownie odetchnąłem, chłonąc słońce, które skrawkami przedzierało się w naszym kierunku. Drzewo za bardzo nie chciało mu na to pozwolić.
Musiałem przyznać, że z reguły zbyt rzadko spędzałem czas wolny na zewnątrz. Zawsze w pracy, w domu, w innej dziupli. Blady byłem jak typowy Londyńczyk, aczkolwiek trochę koloru by mi nie zaszkodziło. Już Imogen lepiej wyglądała. Miała nieco złocistą skórę, odsłoniętą może trochę za bardzo jak na przebywanie na zewnątrz. Cieszyłem się, że zbyt wielu gości to my na co dzień nie mieliśmy, bo ciężko byłoby mi się dzielić jej urodą z innymi.
- Nie jest ci za zimno? - zapytałem, drgnąłem lekko i poniekąd zaoferowałem się jednak obronić ją przed golizną, nie chcąc kusić losu. Nawet nie chodziło o obcych, ale o mojego brata albo Ojca. Może z reguły bywali zajęci własnymi sprawami, ale to był również ich dom i mogli w każdej chwili tu przyjść.