Miała nadzieję, że będą mogli się przejść na wrzosowiska już następnego dnia – ale były pilniejsze sprawy niż gonienie za wspomnieniem, które uleciało wraz z dymem krótko po tym, jak rozłożyło swoje płatki w głowie Guinevere. Na szczęście nie musieli tego odkładać w nieskończoność i dość prędko znaleźli czas, by wybrać się na miejsce, gdzie znajdował się jeden z filarów. Ginny obiecała, że nie pójdzie tam sama… więc czekała, aż Cathal będzie miał czas i dobrym pomysłem było też wzięcie ze sobą Nell, skoro i tak była przy całym procesie; McGonagall była pewna, że młoda Bagshotówna jest równie ciekawa co ona całej tej sprawy, nawet jeśli nie ukrywała swojego strachu.
Musiała na siebie narzucić grubszy sweter, nieprzyzwyczajona do chłodu, jaki niósł ze sobą wiatr. Włosy związała wysoko w ogon, by nie przeszkadzały nadmiernie i z werwą szła za Cathalem, rozglądając się po okolicy, szukając punktów charakterystycznych ze swojej wizji, które mogłaby jakkolwiek odnieść do krajobrazu – kilkaset lat później, zmienionego… To wcale nie było takie proste.
– Pewne badania – powtórzyła za nim i wewnętrznie aż wywróciła oczami. Oczywiste było dla niej, ze tutaj coś kombinują, potencjalnie nielegalnego w Anglii, ale Ginny miała dużo bardziej otwarty umysł na wszelką magię – nie tu się wszak wychowała i uczyła, nie była tym przesiąknięta. Tu to mieli problem nawet z animagami, do pewnego stopnia, nie uczyli tego w szkole, a kiedy nauczyłeś się na własną rękę, to jeszcze musiałeś iść i się zarejestrować. Guinevere zarejestrowana oczywiście była. Na kota. Nie na sokoła. Na kota. W każdym razie nie rozumiała na przykład tego angielskiego podejścia na temat nekromancji i patronusów. Brzmiało jak kompletna bzdura, ale… co kraj to obyczaj, nie? – Dobrze, odłóżmy na bok te pewne badania. Czyli jednak siedem. Czyli naprawdę należy się mieć na baczności, Cathal. To nie jest bajeczka, którą straszy się niegrzeczne dzieci przed snem i nie jest to na pewno przypadek – miała… złe przeczucia na ten temat. Ale prócz złych przeczuć była też ciekawa co dalej. Co te filary właściwie robią. Co jeszcze pogrzebały. Co tutaj robili. Ogólnie miała dużo pytań wszelakich, jak zawsze zresztą, ale póki co dzielnie trzymała je w głowie. – Czyli badania wskazują, ze jest pod ziemią, ale jeszcze trzeba go znaleźć? Myślałam, że już wiecie gdzie jest – stwierdziła, przez moment patrząc w bok.
Kiedy jednak Nell i Cathal zagłębili się w rozmowie, jej wzrok padł na rośliny, jakie były przed nimi. Nie wyglądało to wszystko tak samo, to była inna pora dnia, inna pora roku, inne wszystko, ale…
Czuła, ze to to miejsce. Zatrzymała się nawet i rozejrzała dookoła.
– To tu. Wygląda to inaczej, bo te kwiatki nie kwitną i to nie jest pora zachodu słońca, ale… To tutaj stała Cassandra – czemu pokazała jej akurat to miejsce? Ginny podejrzewała, że to musiało mieć jakieś znaczenie.