• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 8 9 10 11 12 … 16 Dalej »
[luty 1968] Esme & Laurent | Danse macabre

[luty 1968] Esme & Laurent | Danse macabre
Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
178cm, ciemne

Esmé Rowle
#4
30.09.2023, 18:20  ✶  
'Cause we are the ones that wanna play
Always wanna go, but you never wanna stay
And we are the ones that wanna choose
Always wanna play, but you never wanna lose

Obrazy i ramy. Jakże uniwersalna metafora, bo trudniący się rzemiosłem czarodziej również z niej korzystał, ale inaczej. Wypełniała pewną lukę, której porównanie do teatru i masek nie potrafiło. Wszak ułuda była na przedzie, a to pod nią skrywała się prawda. Ale Esmé nie zawsze kłamał. Czasami po prostu zmieniał wydźwięk jego własnej osoby. Obraz pozostawał niezmienny, pokazywał tego samego młodzieńca z duszą o poszarpanych brzegach, wygryzionych dziurach, miejscami przebarwionej, a miejscami spłowiałej. To ramy się zmieniały, nie zawsze pasowały do tego, co przedstawiło płótno. Czasami były pięknie zdobne, gdy młodzieniec grał eleganckiego dżentelmena, innym razem minimalistyczne, proste, gdy nie miał siły grać kogokolwiek. Czasami były masywne, o głęboko wyrzeźbionych zdobieniach i pomalowane w odcieniach nocy, gdy Esmé miał wyjątkowo fatalny humor. Wszystko zmieniało się jak słowo, zapisane innym charakterem pisma. "Kocham cię" nakreślone okrągłymi, równymi literami budziło w nas uczucie ciepła, ale wydrapane na ścianie pazurami... niepokój. Przynajmniej niepokój.

Ów ramki zmieniane były jak rękawiczki. Esmé. Esmé wśród znajomych znany był z tego, że wiecznie walczył z nudą. Robił wiele, by tylko jej nie poczuć - czasami wydawał się mieć wręcz ADHD albo zaburzenia, bo skakał z jednego tematu na drugi, zmieniał nastroje, irytował się i zaraz uspokajał. Wszystko tylko po to, by... coś się działo w jego sercu. By cokolwiek poczuć. Radość, wstyd, smutek. Z rzadka miał tę przyjemność, by otulić się jakąś emocją na długo, rozkoszować się nią, celebrować jej przybycie. Nie. W większości przypadków był jak więźniowie obozów, o których czytał w książkach opisujących największe zbrodnie mugoli. Kiedy dopadał do jakiejś emocji, próbował się nią nasycić jak najbardziej, jak najszybciej. Prowadząc jedynie do własnej destrukcji. I dalszych poszukiwań.

Komplement? Ah tak, to był komplement. Czarodziej nie miał na myśli chwalić Laurenta, lecz zdecydowanie było to pochwałą i to niebanalną. Rowle znał siedzącego naprzeciwko Prewetta z czasów szkolnych, może nawet bardziej, niż sam Prewett znał Rowle. W końcu to on był tym popularnym i zwracającym na siebie uwagę. O nim szeptano, o nim też plotkowano, do niego wzdychano. Słyszał o nim czy tego chciał, czy nie. Ale też po prostu byli z jednego roku. I z jednego domu. Znał go w jakimś stopniu, ale co ważniejsze - wydawało mu się, że go zna. I w swej arogancji nie powstrzymywał się od twardych opinii, które podparte były tylko i wyłącznie domysłami albo wyssanymi z palca teoriami. Lubił wierzyć we własną nieomylność odnośnie natury ludzkiej, ale także ich pozycji w społeczeństwie. Perła wśród świń. Komplement czy może tytuł?

- Niebanalni ludzie wymagają niebanalnych komplementów. - powiedział, wzruszając ramionami. Odbił piłeczkę, nawet jeżeli nie miał na celu komplementować Laurenta, gdy wypowiedział w jego stronę to jedno zdanie. Niemniej, teraz mówił szczerze. Pomimo tego, że kłamstwo przychodziło mu tak łatwo... mógłby oszukiwać Laurenta tak, jakby od tego zależały losy świata. Ale nawet przez myśl mu nie przeszło, by tego dokonać. Jeżeli kogoś oszukiwał, to tylko i wyłącznie samego siebie, przywdziewając kolejne maski, zmieniając kolejne ramy z desperacką nadzieją, że ten ponury obraz dzięki nim będzie weselszy, ciekawszy. Że ten dym nie będzie dławił innych lub, co gorsza, gryzł w oczy.

Zastrzyk energii był jak wystawiona ręka w stronę leżącego. Esmé pokazał ją, zaproponował podniesienie się, ale gdy Laurent chciał ją chwycić, to czarodziej ją cofnął. Nie, upadł, gdy Prewett siedział. Niektóre rany były jeszcze zbyt świeże, by móc skakać między nastrojami, niczym cyrkowiec po linach. Pewnie i bez zawahania, gdy dla innych wydawało się to niemożliwe i nielogiczne.

- Straciłeś zainteresowanie tym, co było ci potrzebne? - powtórzył za nim. Przyglądał mu się jakby zmartwiony, ale zaraz uśmiechnął się zadowolony, odwracając głowę na bok, patrząc jak przy innym stoliku znudzona para popija kawę. Milcząc. Mając puste oczy wlepione w ściany - jedną za plecami jednej strony, drugą za plecami drugiej strony. A przecież mieli siebie przed sobą. - Zatem znalazłeś to, co było ci niezbędne. - niemal wyszeptał, a cała ta wypowiedź brzmiała jak coś, co wymawiał umysł do samego Esmé. Jakby to była odpowiedź jego własnego głosu z wewnątrz na to, co z zewnątrz poddawane było pytaniu. Zapadła cisza, a czarodziej niemo wpatrywał się w równie niemą dwójkę nieznajomych. Ciemne oczy Rowle zdawały się być smutne. A może nie? Może jednak były... zawistne? Albo? Albo nie? Wszystko się ze sobą gryzło - jego słowa, jego mina, jego spojrzenie. Nic nie pasowało.

Nabrał głęboko powietrza, jakby właśnie skończył przerwę w pracy i teraz musiał wrócić do bycia... tym kim wymagano, by był. Wrócił oczyma do Laurenta, uśmiechając się do niego ciepło i pobłażliwie, gdy zapytał o skóry. Jakby chciał przekazać, że "przecież sam dobrze wiesz... nie udaj głupiego". Kolejny moment, w którym Esmé narcystycznie uważał, że kto jak kto, ale on się zna na ludziach i wie jakim jest Laurent. I, co gorsza, jak wygląda jego życie. Może dlatego w oczach Esmé jego kolega ze Slytherinu był... no tak, aniołem. Kim innym mógłby być. Aniołem, któremu wydawało się, że życie wśród śmiertelników jest wspaniałe, pełne doznań, uniesień, zachwytów. Tym aniołem, który romantyzował cierpienie, brud społeczeństwa, to jak okrutnym bywało. I gdy ten anioł zdał sobie sprawę, jak bardzo się mylił, to było już za późno. Nie dlatego, że zepsucie wniknęło zbyt głęboko w niego, a dlatego, że powodował zachwyt. Ludzie wyciągali ręce w stronę jego skrzydeł, łapali brudnymi dłoniami za pióra, które wyrywano, by zatrzymać to piękno chociaż na chwilę. Robili to bez zastanowienia, niczym zrywając piękny kwiat, który dopiero co zakwitł. A już usychał gdzieś w zakurzonym wazonie. Pozbawiali go kolejnych piór, aż skrzydła nie były w stanie unieść go ku niebu. Zmuszony zostać w tym błocie, zmuszony szukać w nim tego, co boskie. Próbując chwytać w dłonie promienie słońca, jak wstęgi łaski Boga, który o nim zapomniał.

- Wręcz przeciwnie. - zadeklarował i sięgnął ku swojemu płaszczowi, szukając czegoś w jego kieszeniach. - Ciężko mi to opisać, Laurent. - mruknął, wyciągając na stół starodawną zapalniczkę o mosiężnej barwie. Zaraz podniósł się nieco z krzesła, właściwie pochylając się na lewo, by spod prawego pośladka, z kieszeni wyciągnąć papierośnicę wykonaną z ciemnej skóry. Wygiętą i sprasowaną tak, jakby... cóż, jakby na niej siedział, co było prawdą. - Mała dziewczynka nosząca dwa warkoczyki na boku wygląda uroczo. Ta sama fryzura u dorosłej kobiety wygląda... niewłaściwie. Jak próba uszczknięcia tej niewinności dziecka. - nie potrafił tego lepiej przedstawić. Nie patrzył na Prewetta, otworzył papierośnicę, w której... był szereg perfekcyjnie zachowanych papierosów. Jakby zupełnie znajdowały się w innym wymiarze. Przysunął sobie bliżej popielniczkę, która znajdowała się na stoliku i chwycił w ręce zapalniczkę. Trz. Trz. Trzask. Spośród wielu iskier wyłonił się ogień, by zaraz zniknąć pod metalowym zamknięciem. I już płuca Esmé wypełnione były dymem. Tak, tym obrzydliwym, tym śmierdzącym. Teraz dopiero spojrzał ponownie na Laurenta, wydmuchując chmurę gdzieś na bok. Miał na tyle kultury, by nie dmuchać mu prosto w twarz. Ta twarz na to nie zasługiwała. I to do niej nie przystawało.
- Skoro tak... to może opowiesz koledze ze szkolnych lat jak ci się wiedzie w życiu, hm? - to nie tak, że niczego nie wiedział na jego temat po życiu w Hogwarcie. Laurent, w przeciwieństwie do Esmé, był popularny. Ba, był swoistym celebrytą. Po prostu dało się o nim usłyszeć, nawet jeżeli nie w radiu, to w szeptach. W plotkach. Ktoś go widział z kimś w knajpie, ktoś widział jak razem wchodzili w ciemną uliczkę. Tego rodzaju plotki, w które Esmé niekoniecznie wierzył, ale brał je pod uwagę. - Czas działa na twoją korzyść. Ale czy w każdym aspekcie? - no tak, bo według Rowle Laurent wypiękniał. Zawsze był piękny, ale kilka dobrych lat sprawiło, że wyglądał jeszcze lepiej. Albo to czarodziej zapomniał jak zjawiskowym aniołem człowiekiem był Laurent Prewett, perła wśród świń.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Esmé Rowle (13428), Laurent Prewett (13150)




Wiadomości w tym wątku
[luty 1968] Esme & Laurent | Danse macabre - przez Laurent Prewett - 26.09.2023, 17:21
RE: [luty 1968] Esme & Laurent | Danse macabre - przez Esmé Rowle - 27.09.2023, 04:03
RE: [luty 1968] Esme & Laurent | Danse macabre - przez Laurent Prewett - 27.09.2023, 08:59
RE: [luty 1968] Esme & Laurent | Danse macabre - przez Esmé Rowle - 30.09.2023, 18:20
RE: [luty 1968] Esme & Laurent | Danse macabre - przez Laurent Prewett - 30.09.2023, 20:22
RE: [luty 1968] Esme & Laurent | Danse macabre - przez Esmé Rowle - 01.10.2023, 02:57
RE: [luty 1968] Esme & Laurent | Danse macabre - przez Laurent Prewett - 01.10.2023, 10:27
RE: [luty 1968] Esme & Laurent | Danse macabre - przez Esmé Rowle - 08.10.2023, 18:15
RE: [luty 1968] Esme & Laurent | Danse macabre - przez Laurent Prewett - 08.10.2023, 19:13
RE: [luty 1968] Esme & Laurent | Danse macabre - przez Esmé Rowle - 14.10.2023, 11:41
RE: [luty 1968] Esme & Laurent | Danse macabre - przez Laurent Prewett - 14.10.2023, 13:04
RE: [luty 1968] Esme & Laurent | Danse macabre - przez Esmé Rowle - 05.11.2023, 03:35
RE: [luty 1968] Esme & Laurent | Danse macabre - przez Laurent Prewett - 05.11.2023, 17:34
RE: [luty 1968] Esme & Laurent | Danse macabre - przez Esmé Rowle - 16.11.2023, 03:00
RE: [luty 1968] Esme & Laurent | Danse macabre - przez Laurent Prewett - 16.11.2023, 22:16

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa