Peppa przygotowywała się do Targów pracy bardziej, niż OWUTEMów. Zakładała, że żadne wyniki egzaminów nie przyćmią jej osoby. Będzie błyskotliwa, kompetentna i zdecydowana. Tak sobie założyła. Dlaczego akurat takie cechy sobie wybrała? Któż to wie. Zdecydowana była tylko w kilku sprawach, kompetencję posiadała jedynie w kwestii produktów rodzinnej marki, a błyskotliwość miała zaprezentować już za chwilę, gdy zamrugała oczętami w odpowiedzi na pytanie pana Lestrange.
Przygotowywując się do dzisiejszego dnia, nie poszukiwała informacji o podziałach wewnątrz departamentów. Oczywiście każdy z nich ma szefa, zastępcę szefa, z pewnością jakąś asystentkę (tu widziała siebie) oraz masę roboli od przypadkowych bierzących spraw. A tutaj okazało się, że sprawy są bardziej skomplikowane.
— Amnezjatorzy... — odpowiedziała powoli. Zdecydowanie nie miała zamiaru bawić się w pielęgniarkę; nie potrafiła stwierdzić, czym zajmują się restauratorzy (organizują lunche?); pracownikiem urzędowym mogłaby być, gdyby nie epitet "zwykli"... a żeby nie zostawiać sobie zamkniętej furtki postanowiła wybrać jeszcze jedną opcję. Jak się nazywała ta ostatnia? — ...i pracownicy terenowi. Tych, których pan wspomniał na końcu — dodała.
Chociaż bardzo się starała, Laurence mógł zauważyć, jak powietrze uszło nieco z dziewczęcia. Ale nie będzie ono dawać za wygraną.
— Jestem bardzo uporządkowaną osobą i chciałabym też zajmować się tym zawodowo. — W takim razie mogła iść na sprzątaczkę. — Porządkowanie różnych spraw po wypadkach wydaje się nie tylko ciekawym, ale i odpowiedzialnym zadaniem. Lubię, gdy wszystko jest na swoim miejscu. Mogłabym pomagać przy organizacji podobnych akcji, jak ta sprzątająca po Beltane... albo też pomagać w porządkowaniu sytuacji na linii czarodzieje-mugole.
Z ostatniego zdania była z siebie niezmiernie dumna, czym dała wyraz w szerokim uśmiechu, ale mężczyzna raczej odebrałby go jako po prostu miły gest towarzyski. Na pewno nie ocenił jeszcze Peppy na tak próżną.