30.09.2023, 20:58 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 30.09.2023, 21:08 przez Cathal Shafiq.)
Wywoływanie ducha, badanie pułapki, odkrycie Lety – to wszystko nieco opóźniło dzisiejszą wycieczkę. Wszyscy w obozie byli zajęci i… dobrze. Bo to oznaczało, że ich praca miała sens,
– Tak, sporo zaklęć i rytuałów – odparł Cathal gładko. Nawet przebywając w Egipcie, gdzie nie sięgało angielskie prawo, nie mówił o pewnych rzeczach. Nauczył się już bardzo, bardzo dawno, że tajemnica, którą zna zbyt wiele osób, przestaje być tajemnicą. Był z jednej strony bardzo bezpośrednim mężczyzną… z drugiej, w pewnych sprawach przynajmniej, wyjątkowo skrytym.
Przystanął i odwrócił się do nich, kiedy kobieta wspomniała, że powinni mieć się na baczności. Przyglądał się jej przez chwilę, a w końcu kąciki ust uniosły się mu lekko, ale ten uśmiech nie sięgnął jasnych oczu.
– Czego dokładnie ode mnie oczekujecie, w ramach „mieć się na baczności”, Ginewro? – zapytał, obserwując ją uważnie, a potem przeniósł spojrzenie na Nell. – Obie powtarzacie to przez ostatnie dwa dni. Czy spodziewacie się, że zobaczę jakiś tajemny przycisk, uruchamiający zagładę i natychmiast go nacisnę? Nie ignoruję tego ostrzeżenia, a nawet gdybym ignorował je, nie zignorowałbym podstawowych zasad bezpieczeństwa przy rzeczach związanych ze starą magią. Większą ostrożność mógłbym zachować chyba tylko, gdybym kazał zwinąć obóz i pogrzebać to miejsce na zawsze. A chyba żadna z was tego nie chce.
Nell fuknęła coś tylko pod nosem, jak rozzłoszczona kotka, ale tym razem nie skomentowała. Spoglądała tylko na Cathala, wyraźnie niezbyt zadowolona. Sam Shafiq jednak tymi fuknięciami się nie przejmował. Robił przecież co mógł – nie pośpieszał prac, podejmował wszelkie środki ostrożności, zatrudnił specjalistów. Badali każde znalezisko, każdy trop i nie pobiegł od razu kopać w podziemiach, póki nie sprawdził kilku innych rzeczy.
– Znamy przybliżoną lokalizację, ale aby się tam dostać, trzeba otworzyć ścieżkę. Wszystko jest zasypane, po drodze mogą być pułapki. A ponieważ nie jestem nieuważnym idiotą, który chce nas wszystkich w pośpiechu pozabijać… przekonamy się za jakiś czas – stwierdził, tym razem odrobinę kpiąco, a potem obrócił się, spoglądając w kierunku zachodnim.
To na zachód stąd wznosiła się skała…
…a właściwie filar.
– Bo stąd widać filar. Jest teraz porośnięty roślinami – powiedział, wskazując go. – Podejdźmy bliżej. Ale już badałem je i jak na razie wiem tylko, że kiedyś były zaczarowane i wciąż znajdują się na nich ochronne runy – stwierdził, kierując się w tamtą stronę. Ekscytowała go jednak myśl, że widać były czymś więcej: jeden z nich w końcu zareagował na obecność widmowej Lety… Czy zrobiłyby to samo pozostałe? Czy może tylko ten pod wioską zachował odrobinę magii?
– Tak, sporo zaklęć i rytuałów – odparł Cathal gładko. Nawet przebywając w Egipcie, gdzie nie sięgało angielskie prawo, nie mówił o pewnych rzeczach. Nauczył się już bardzo, bardzo dawno, że tajemnica, którą zna zbyt wiele osób, przestaje być tajemnicą. Był z jednej strony bardzo bezpośrednim mężczyzną… z drugiej, w pewnych sprawach przynajmniej, wyjątkowo skrytym.
Przystanął i odwrócił się do nich, kiedy kobieta wspomniała, że powinni mieć się na baczności. Przyglądał się jej przez chwilę, a w końcu kąciki ust uniosły się mu lekko, ale ten uśmiech nie sięgnął jasnych oczu.
– Czego dokładnie ode mnie oczekujecie, w ramach „mieć się na baczności”, Ginewro? – zapytał, obserwując ją uważnie, a potem przeniósł spojrzenie na Nell. – Obie powtarzacie to przez ostatnie dwa dni. Czy spodziewacie się, że zobaczę jakiś tajemny przycisk, uruchamiający zagładę i natychmiast go nacisnę? Nie ignoruję tego ostrzeżenia, a nawet gdybym ignorował je, nie zignorowałbym podstawowych zasad bezpieczeństwa przy rzeczach związanych ze starą magią. Większą ostrożność mógłbym zachować chyba tylko, gdybym kazał zwinąć obóz i pogrzebać to miejsce na zawsze. A chyba żadna z was tego nie chce.
Nell fuknęła coś tylko pod nosem, jak rozzłoszczona kotka, ale tym razem nie skomentowała. Spoglądała tylko na Cathala, wyraźnie niezbyt zadowolona. Sam Shafiq jednak tymi fuknięciami się nie przejmował. Robił przecież co mógł – nie pośpieszał prac, podejmował wszelkie środki ostrożności, zatrudnił specjalistów. Badali każde znalezisko, każdy trop i nie pobiegł od razu kopać w podziemiach, póki nie sprawdził kilku innych rzeczy.
– Znamy przybliżoną lokalizację, ale aby się tam dostać, trzeba otworzyć ścieżkę. Wszystko jest zasypane, po drodze mogą być pułapki. A ponieważ nie jestem nieuważnym idiotą, który chce nas wszystkich w pośpiechu pozabijać… przekonamy się za jakiś czas – stwierdził, tym razem odrobinę kpiąco, a potem obrócił się, spoglądając w kierunku zachodnim.
To na zachód stąd wznosiła się skała…
…a właściwie filar.
– Bo stąd widać filar. Jest teraz porośnięty roślinami – powiedział, wskazując go. – Podejdźmy bliżej. Ale już badałem je i jak na razie wiem tylko, że kiedyś były zaczarowane i wciąż znajdują się na nich ochronne runy – stwierdził, kierując się w tamtą stronę. Ekscytowała go jednak myśl, że widać były czymś więcej: jeden z nich w końcu zareagował na obecność widmowej Lety… Czy zrobiłyby to samo pozostałe? Czy może tylko ten pod wioską zachował odrobinę magii?