• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 8 9 10 11 12 … 16 Dalej »
[luty 1968] Esme & Laurent | Danse macabre

[luty 1968] Esme & Laurent | Danse macabre
Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
178cm, ciemne

Esmé Rowle
#6
01.10.2023, 02:57  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 01.10.2023, 03:09 przez Esmé Rowle.)  

Ah tak, Esmé był artystą. Jednakowo dlatego, że był rzemieślnikiem, jak i dlatego, że lubił udawać. Grać. Czarodziej tworzył przedmioty o niezwykłych właściwościach, ale także konstruował misterne maski drobnych min, gestów, słów. W jego naturze była również naprawa. Właśnie dzięki niej posiadał piękną, mugolską zapalniczkę. Kupił za pół darmo zepsutą i zniszczoną, by później ją odrestaurować. Ironią było to, że nie potrafił naprawić samego siebie. Nie potrafił sprawić, by znów czuć coś więcej i cieszyć się życiem. Apatia, do której się już przyzwyczaił. Nauczył się z nią żyć. Wystarczyło pomyśleć, że wcale nie jest zepsuty. Wcale nie jest zniszczony. Jest taki, jak być powinien. Tak właśnie miał wyglądać. To było jego przeznaczenie. Niezależnie czy Esmé się to podobało, czy nie. Karty, kolejne wspaniałe porównanie. Chylę czoła. Chodzi o to, że czarodziej dostał fatalne rozdanie. Miał wysokie karty, ale ostatecznie, w tym pokerze, nic się nie wpasowało. Nie było pary, oj nie. Była jedynie nadzieja, pomyłka. To nie była dama. Nie było też  karety, chociaż nie był biedny. Los lubił z niego drwić.


Życie to rozczarowanie, lecz z wiadomym końcem
Nasze jedyne zadanie, to mu śmiać się w mordę

Esmé zatem blefował. Podbijał zakład i grał najlepiej jak potrafił, by inni pozwolili mu wygrać. Wiedział, że nie ma z nimi szans, ale walczył. Robił co mógł. Nie, nie poddawał się. Jeszcze nie. Zawziętość była zaskakująco jaskrawą cechą w apatycznym charakterze młodzieńca. Zaciskał zęby i brnął dalej. Czy dla człowieka walczącego z pustką śmierć byłaby zbawieniem? Bynajmniej.

Zaśmiał się lekko w odpowiedzi na komplement, jaki usłyszał, ale zaraz uciekł wzrokiem - nieco przedrzeźniając samego Laurenta. Nieśmiało zwrócił swe spojrzenie z powrotem.

- Oh, Laurencie. - nagle prychnął i westchnął. - Proszę, nie poddawaj mego heteroseksualizmu próbie. - nie mówił tego tak, jakby rzeczywiście mu przeszkadzały takie słowa, a raczej jako coś co mogłoby właśnie to zamiłowanie do kobiet zachwiać. Że właśnie on. Jednocześnie Esmé uprzejmie zaznaczył, że wciąż jest raczej zainteresowany płcią przeciwną. Żeby nie robić złudnych nadziei. Nie chciał, by jego kokieteria grała na uczuciach Prewetta. Nawet jeżeli... rzeczywiście uważał, że Laurent jest ładny.

W najbardziej niespodziewanych chwilach? Te powtórzone słowa padły jedynie w umyśle czarodzieja. Jasne, warto mieć nadzieję. Nie chciał się bardziej nawet rozwodzić nad tą myślą. Nadzieja nie musiała być logiczna, rozsądna, wiarygodna. Wystarczy, że była. Zatem Rowle jej nie testował. Patrzył na tamtą parę, zupełnie niewzruszony, gdy zadane zostało mu bardzo... prywatne pytanie w formie swoistej poezji. Albo po prostu według Esmé Prewett zabrzmiał jak poeta.

- To jedynie niema rana. - wypowiedział zupełnie beznamiętnie, nawet nie mrugając. Nagle się skrzywił, jakby coś go zabolało. Tak, było to zażenowanie. Nie tak miało to zabrzmieć. Nie miał nic przeciwko odpowiadaniu w ten sposób, ale gdy chodziło o jego życie prywatne, to... powodowało to przerysowanie. Tak, jakby kochał i cierpiał katusze za milijony. Potknięcie, które zamierzał wykorzystać, by zaprezentować iście cyrkowe salto. Przybrał przerysowaną minę podniosłości tego momentu, jakby chciał założyć maskę wieszcza, który zaraz miał wygłosić poezję. - Dziura, z której wyziera pustka. Sama niczego nie oznacza, a jednak jednych zachwyca nieznanym, zaś drugich przeraża mrokiem. - wygłosił, jakby recytował wiersz. Słabo napisany, bo może i Esmé był artystą, ale zdecydowanie nie pisarzem, a już na pewno nie poetą. Nie miał odpowiedniej delikatności w sobie. - Czy taka odpowiedź wystarczy? - zapytał już normalnie, próbując zrobić unik i nie mówić wprost o co chodzi. Nie chciał o tym mówić, a o wielu innych rzeczach nawet nie mógł. Nauczony był dźwigać wszystko sam. Robił to zatem również wtedy, gdy nie musiał. To była jedyna znana mu metoda. Czy sobie radził? Zadecydujcie sami, patrząc na tego dziwaka.

Śpieszę z wyjaśnieniami. Otóż to Laurent był tą dojrzałą kobietą, a wszyscy inni małymi dziewczynkami. Warkoczyki były skórą, a niewinność... była raczej wyjaśnieniem, niż elementem metafory. W tym przypadku nie było mowy o niewinności, chociaż... Prewett wyglądał niewinnie. Niezależnie od tego jaka była rzeczywistość, to sprawiał wrażenie (wszyscy razem) anioła. Odziany w skórę wyglądałby niewłaściwie, gdy wszyscy inni wyglądali tak, jak należeli. Dlaczego? Oh, może jednak zamiłowanie do kobiet Esmé wcale nie było tak niezachwiane, jak deklarował? Widział Laurenta w skórze. Na gołej skórze była... skóra, ciemnobordowa kurtka a może nawet i czarna. Rozpięta i delikatnie za krótka, by nie zasłaniać kości biodrowych. Głupota? Nie, skóra była podszyta pięknym materiałem, o spłowiałych barwach, by nie razić misternością wzoru, który dostrzegalny był dopiero z bliska. Na nogach miał ciemne, ciasne jeansy spięte pięknym, skórzanym pasem z dużą, prostokątną klamrą w kształcie... wizja nie była aż tak szczegółowa. Było jednak kilka innych elementów, jak jasne włosy Prewetta zaczesane do tyłu, a jednak kilka kosmyków wymykało się, opadając na czoło i tworząc drobny nieład, delikatny pazur w jego gładkiej urodzie. Co istotne - ujęty był w pozie. Jak zakłada przyciemniane szkła - coraz bardziej powszechne na świecie, a to właśnie przez Anglię popularyzowane.

Nie, Esmé nie był tym rodzajem ludzi, których cieszył proces niszczenia innych. Ale i tak był do tego zdolny, bo taki był efekt uboczny jego desperackich prób poczucia czegoś. Jego wyuzdanie niosło za sobą konsekwencję. Znacznie mniej fizyczne, niż pęknięta warga. Zdarzyło się, że był tym, który zabrał niewinność i... rzucił ją o ziemię. Porzucił, bo od samego początku był tutaj tylko po uniesienie. Brzydził się sam sobą, że potrafił być tak żałosny. Tak okrutny. I pewnie dlatego za kilka lat będzie już znacznie stabilniejszym człowiekiem. Potrafiącym żyć i dać żyć innym. Bez niszczenia wszystkiego, co tylko dotknie. Ale ta lekcja miała dopiero zostać wyciągnięta. Ta przemiana dopiero miała nastąpić. A byliśmy tu i teraz.

- Po co zrywać kwiat? Pachnie tak samo w ogrodzie, co w wazonie. - kłamstwo. Tak, splamiłby niewinność, by zaspokoić głód. By spróbować wypełnić nią pustkę. Rzucić drewno na ledwo żarzące się iskry. Esmé był wyśmienitym kłamcą, a jego ekstrawagancja oraz zmienność sprawiały, że ciężko było poddawać wątpieniu jego słowa. W końcu cały czas wydawał się zupełnie nieograniczony standardami, będąc bezkompromisowo... sobą. I to z taką lekkością, jakby tak po prostu wyglądała dla niego rzeczywistość. Jak jeden wielki teatr, jak jedna wielka gra, a może nawet walka. Gladiatorów w Koloseum. Robił dobre show, chociaż niektórzy nie mogli na to patrzeć. Niektórych to przerażało, niekiedy brzydziło, inni uważali to za wspaniałe i szalenie intrygujące. Nawet jeżeli patrzyli na cierpienie. Kto by się spodziewał, że w tej szczerej rozmowie Esmé zacznie kłamać. Do pewnych rzeczy jednak nie umiał się przyznać.

Nastrój się szybko zmienił, gdy Laurent przypomniał czyim jest synem. Czarodziej wybuchnął śmiechem, tak ludzkim i naturalnym, że absurdalne wydawało się podejrzewanie go o udawanie czegokolwiek. Tak, był to najbardziej szczery śmiech tego spotkania. Z głębi serca, naprawdę wesoły. Rowle pozwalał temu wybrzmieć, w końcu była to tak miła emocja. Tak ciepła.

- Naprawdę uważasz, że wszystko co złe jest zarezerwowane tylko dla biedniejszych? Oh, jakże szczodrze, że oferujesz nam monopol na to uczucie. - zaciągnął się papierosem szybko, zaraz wydmuchując dym, by dokończyć myśl. By nie wyszło, że sobie drwi z Laurenta. - Pieniądze może dają szczęście, ale nie gwarantują go. A już na pewno nie rozwiązują pewnych problemów. - dokończył spokojnym tonem, strzepując popiół z papierosa do popielniczki, na moment uciekając wzrokiem od szafirowych oczu. I najbogatsi, najwspanialsi ludzie cierpieli. Los nie był sprawiedliwy, jednak nie oznaczało to, że jedni mogli zaznać tylko ból, a inni tylko szczęście. Oba elementy musiały być obecne, żeby był obecny jeden z nich. Taki paradoks. Różniły się jednak miary - jedni otrzymali więcej szczęścia w miłości, ale mniej w dobrach materialnych, zaś drudzy na odwrót. Niektórzy obdarowani byli wszystkim, a jednak nie dane im było się tym nacieszyć. Nie było zasady. Każdy mógł wieść równie fatalne życie - niezależnie od pieniędzy. Wiedział, że sam Prewett jest tego świadom. Ponownie Esmé rozmiłowany w swej arogancji wierzył, że Laurent czuje się nie na miejscu, by narzekać. By opowiadać jak mu źle, gdy inni... przecież mieli gorzej, prawda? Byli biedniejsi, brzydsi, głupsi, a on był obdarowany. I co z tego? To nic nie znaczyło. Niczego nie gwarantowało. Świat byłby wtedy zbyt prosty. Cele byłyby zbyt jasne. Filozofowie przestaliby istnieć, bo... po co żyć, jak nie po to, by osiągnąć perfekcję? Szybko pojawiłaby się odpowiedź, gdyby to naprawdę było tak banalne. Ale życie dla każdego było czymś innym. Każdy przeżywał je inaczej. Ja według mnie, to nie ja według ciebie. Nie było takich słów, które potrafiły opisać wszystkie uczucia. Nie było takiej logiki, która potrafiłaby to objąć i ubrać w określenia.
- A to na prawdę trzeba zasługiwać? Wybacz, kolejną słodką prawdę otrzymasz, gdy na nią zasłużysz. - odparł rozbawiony, ustanawiając małą grę. Czy Laurent zasłuży? To się okaże.

Zaciągnął się papierosem, wsłuchując się w podejrzenia Prewetta czego Rowle nie chciałby usłyszeć. Prychnął lekko nosem, wydmuchując z niego nieco dymu. Nienawidził tego wrażenia w nozdrzach, ale cóż... blondyn go rozbawił. Miał skurczybyk rację. Niezbyt interesowałyby go takie opowieści, ale nie dlatego, że nie były ciekawe. Człowiek był tak parszywym stworzeniem, że zawsze był nieusatysfakcjonowany. Dlaczego miał zaspokajać się banalnymi historiami, gdy był pewien, że Laurent posiada sporo tych... niebanalnych. Szalenie ciekawym byłoby, gdyby zaryzykował, obnażył się z tajemnicy przed Esmé. Co zaskakujące - rzemieślnik zdecydowanie tego nie chciał. Szanował zasiadającego przed nim mężczyznę. Znał go od lat, chociaż od lat też go nie widział. Nie potrafiłby wykorzystać go w ten sposób dla własnej satysfakcji. A czy uważał, że był w stanie sprawić, by blondyn się otworzył trochę za bardzo? Oczywiście. Arogancko wypowiedziane "tak". Z jasnym zaznaczeniem kropki, by wskazać na pewność. Czy miał ku temu jakiekolwiek powody? Oczywiście. Że nie. Esmé był po prostu zapatrzony we własne umiejętności prowadzenia konwersacji. Kokieteria i kłamstwo. Niebezpieczna mieszanka, chociaż brakowało jeszcze aktorstwa. Nad tym pracował, a na razie nadrabiał ekstrawagancją. Rozwieję jednak wątpliwości - jakikolwiek sekret Laurent by zdradził, ten pozostałby bezpieczny. Nie chodziło o to, by rozpowiedzieć i zniszczyć mężczyznę. Chodziło tylko o to, by zaryzykował.

- Niech zgadnę. Twój koń wygrał, twe abraksany są najwspanialsze, a w kasynie zdobyłeś małą fortunę. - powiedział drwiącym tonem. Kolejna chmura jasnego dymu napełniła płuca. Tym razem większa, bo czarodziej nagle zgasił papierosa - na wpół niedopalonego. - Proszę cię, może wypadam na pijawkę żądną wrażeń, ale uważam cię za dobrego znajomego ze szkolnych lat. Nawet jeżeli nie czujesz tego samego wobec mnie. Cóż, ja nie zwracałem aż tak dużej uwagi i nie wzbudzałem tak często sympatii. Trzeba było zadowolić się tym, co miałem. - w tamtych latach był znacznie spokojniejszym młodzieńcem, stojącym na uboczu, chociaż nie dlatego, że czegokolwiek się bał. Po prostu nie potrafił się odnaleźć w tym wszystkim. W tych momentach szczerej radości, napięcia, smutku. Znał się z wieloma, bo lubił poznawać nowych ludzi, to była taka niewinna forma generowania jakichś bodźców. Hedonizmu, którego potrzebował. Jednak już wtedy był nieco dziwny. Nieco zbyt melancholijny, nieco zbyt ponury, nieco zbyt... z czarnym humorem. Trochę za bardzo uszczypliwy, trochę za mało kulturalny. Tak, nie był szczególnie lubiany, ale wyjątkowo cenił tych, którzy darzyli go sympatią. Dla Laurenta mogło to być naturalne zachowanie, ale Esmé lgnął do ciepła. Niczym ćma do ognia. Pozbawiony matki od najmłodszych lat, postawiony z boku nawet we własnej rodzinie. Jak miał czuć to ciepło, skoro był odsunięty od domowego ogniska? Szukał go zatem gdzie indziej. I z latami wytracał tę potrzebę. Nie, wytracał siły, by za nią ganiać.
- Jestem ciekaw po prostu jak ci się wiedzie. - zakończył, by uśmiechnąć się przyjaźnie. Był ciekaw tak, jak mógł być ciekawy kolega, który nie widział drugiego kolegi. I tyle. Nie chodziło tutaj o niezwykłe historie, szokowanie, emocje u granic. To nie była opera, nie był teatr, chociaż Esmé starał się czasami przekonać, że jednak może jest. To było zwyczajne spotkanie w knajpie, a oni - pomimo swoich odmienności, samej unikalności bycia czarodziejami - byli też po prostu ludźmi. Odsunął popielniczkę znów na bok stolika. Nie chciał żeby śmierdziała mu pod nosem. Może i palił, może i był przyzwyczajony do dymu, ale nie do smrodu zgaszonego kiepa. Było w tym coś... niezwykle obrzydliwego.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Esmé Rowle (13428), Laurent Prewett (13150)




Wiadomości w tym wątku
[luty 1968] Esme & Laurent | Danse macabre - przez Laurent Prewett - 26.09.2023, 17:21
RE: [luty 1968] Esme & Laurent | Danse macabre - przez Esmé Rowle - 27.09.2023, 04:03
RE: [luty 1968] Esme & Laurent | Danse macabre - przez Laurent Prewett - 27.09.2023, 08:59
RE: [luty 1968] Esme & Laurent | Danse macabre - przez Esmé Rowle - 30.09.2023, 18:20
RE: [luty 1968] Esme & Laurent | Danse macabre - przez Laurent Prewett - 30.09.2023, 20:22
RE: [luty 1968] Esme & Laurent | Danse macabre - przez Esmé Rowle - 01.10.2023, 02:57
RE: [luty 1968] Esme & Laurent | Danse macabre - przez Laurent Prewett - 01.10.2023, 10:27
RE: [luty 1968] Esme & Laurent | Danse macabre - przez Esmé Rowle - 08.10.2023, 18:15
RE: [luty 1968] Esme & Laurent | Danse macabre - przez Laurent Prewett - 08.10.2023, 19:13
RE: [luty 1968] Esme & Laurent | Danse macabre - przez Esmé Rowle - 14.10.2023, 11:41
RE: [luty 1968] Esme & Laurent | Danse macabre - przez Laurent Prewett - 14.10.2023, 13:04
RE: [luty 1968] Esme & Laurent | Danse macabre - przez Esmé Rowle - 05.11.2023, 03:35
RE: [luty 1968] Esme & Laurent | Danse macabre - przez Laurent Prewett - 05.11.2023, 17:34
RE: [luty 1968] Esme & Laurent | Danse macabre - przez Esmé Rowle - 16.11.2023, 03:00
RE: [luty 1968] Esme & Laurent | Danse macabre - przez Laurent Prewett - 16.11.2023, 22:16

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa