Czyli jednak były jakieś plusy spowodowane tym całym zamieszaniem. Cameron mógł chociaż na chwilę odetchnąć w pracy i przestać się przejmować tym, że ktoś śledził każdy jego ruch. Bardzo dobrze, może dzięki temu poczuje się pewniej w Mungu i będzie potrafił postawić się Bulstrode, kiedy nabierze doświadczenia.
- Oczywiście, że musisz mieć z tego coś dla siebie. Powinnam o tym pamiętać. - Następnym razem Wood przygotuje się lepiej do kolejnego spaceru. Zazwyczaj po prostu pojawiała się sama z myślą, że to wystarczy, jak widać Lupin miał nieco większe wymagania. Zapamięta to sobie i w przyszłości się poprawi.
Myślał o tym. Heather nie wiedziała, czy to dobrze, czy źle. Właściwie nie do końca rozumiała to wszystko, co działo się między nimi, była jednak pewna, że COŚ jest na rzeczy. Czas nie był jednak zbyt odpowiedni, żeby o tym myśleć, chociaż z drugiej strony, czy kiedyś będzie lepiej? Nie wiadomo, ile potrwa ten konflikt, co będzie jeśli obudzą się za dwadzieścia lat z świadomością, że zmarnowali swoje życie? Nie było łatwo jej się w tym wszystkim odnaleźć. Czuła, że nie będzie ani odpowiedniego czasu, ani miejsca. To wszystko było bardzo, ale to bardzo skomplikowane.
Heath tak naprawdę całe życie mieszkała z rodzicami, nie licząc lat nauki w Hogwarcie. Nie miała pojęcia, jakby się odnalazła w zupełnie innej sytuacji. Sądziła, że z Cameronem mogłaby się dogadać zawsze, co jeśli jednak byłoby zupełnie inaczej? Sporo pracowali, Ruda pakowała się w wiele kłopotów, a nie o wszystkim mówiła Cameronowi. Gdyby razem zamieszkali zdecydowanie wiedziałby więcej, czy to by było dla niego bezpieczne? Śmierciożercy nie przepadali za jej rodziną, zaatakowali jej sklep, kwestia czasu, kiedy znowu coś się jej przytrafi. Nie mogłaby znieść myśli, że Lupin jest przez nią w niebezpieczeństwie. Musiała podejść do tej sprawy z rozsądkiem, chociaż nie było to wcale takie proste, bo naprawdę ta propozycja wydawała jej się być bardzo atrakcyjna. Chciałaby spróbować i miała nadzieję, że nie popsuje to ich relacji, chociaż nie mogła tego przewidzieć.
Pieniądze. To nie było problemem, przynajmniej dla niej. Nigdy nie narzekała na ich brak. Wiedziała, że to może być w pewien sposób niekomfortowe dla Lupina, jednak skoro miała pewne możliwości, dlaczego nie mieliby z nich skorzystać? - Wiesz, że to nie jest problem, nigdy nie był. - Dodała jeszcze, ale teraz ich rozmowa została przerwana, będą musieli wrócić do tematu później.
- Tak, bo las może spłonąć, niedaleko mieszkają ludzie. - Poczuła obywatelski obowiązek, aby to sprawdzić, chociaż czy nie była też funkcjonariuszem po służbie, kto jak kto, ale ona MUSIAŁA zareagować.
- Bulstrode! - Znała go i Cameron też powinien. Był osobą, z którą wygrała pamiętną licytację o sukienkę podczas balu Longbottomów, na którym była właśnie z przyjacielem. - Musimy mu pomóc! - Chociaż nie przepadała za tym mężczyzną, nie mogli go przecież tak zostawić. Podbiegła do ciała, już chciała je pociągnąć do siebie, tyle że zniknęło. Przepadło? Tak samo jak krzaki, które płonęły niebieską poświatą. Odwróciła się do Camerona. - Zniknął, jak to możliwe? - Nie mógł się teleportować, jeśli był nieprzytomny. Co też właściwie się tutaj działo?