Jechałam od państwa Seaworth do państwa Freetree, by pożyczyć pług. Pole państwa Seaworth nie było używane od dawna, a szkoda marnować zdatnego do użytku kawałka ziemi. Chciałam się tym zająć.
Nuciłam sobie pod nosem Trubadurów i kątem oka spoglądałam na pobliskie gospodarstwo. Ktoś się z niego wynurzył i zaczął iść w moją stronę. Oho, pewnie jakiś kolejny staruszek poszukujący pomocy. Niestety nie mogłam przyspieszyć na obecnej trasie, więc tylko wbiłam wzrok przed siebie. Ale gdy przez kilka dobrych chwil nie słyszałam żadnego wołania w swoją stronę, znów rzuciłam spojrzeniem na gospodarstwo. Idąca w moją stronę osoba była widoczna już w pełnej krasie.
I to nie był staruszek.
Moim oczom ukazał się chłopak w zbliżonym wieku. Bez koszulki. Jego ubiór i ręce odznaczały się plamami wykonywanej pracy. Zza ucha nonszalancko wyglądał papieros. Włosy ułożone przez przypadek mieniły się w promieniach słońca.
Wtedy traktor w coś uderzył i szybko zaciągnęłam ręczny. Drżąc nieco z przerażenia, zeskoczyłam z pojazdu, by obejrzeć straty. Zderzyłam się z niewielkim pieńkiem, którego ktoś z jakiegoś powodu jeszcze nie wyjął z ziemi po ścięciu drzewka. Traktor był cały, oprócz widocznego wygięcia blachy. Ale to się szybko naprawi.
Ale emocje nie ustały. Wciąż byłam w szoku, że spowodowałam taką stłuczkę. Że na tak długi czas spuściłam drogę z oczu. Czy już tak bardzo odwykłam od widoku pracującego mężczyzny? Czy wszyscy ci brytyjscy dżentelmeni tak bardzo wyparli mi z pamięci wiejskich chłopaków, że teraz jeden z nich doprowadził mnie do takiego stanu?