Elaine czuła często żal, że nie mogła zaprzyjaźnić się ze zwierzętami, że wyczuwały w niej tę legendarną bestię lisa o dwóch ogonach. Zapewne nie wiedziały kim jest, ale na zapas jej unikali starając się czasami nawet uciekać w popłochu. W swoim towarzystwie miała tylko Jagódkę, która była jej wdzięczna za uratowanie życia i nie uciekała na jej widok. Gdy ją oswajała było ciężko, bo sowa myślała, że Elaine ją zje, ale szybko odpuściła, dała sobie naprawić skrzydło i nie uciekła. Ruda nawet nie trzyma jej w klatce dając jej czystą swobodę w przemieszaniu się. Bellówna nie lubiła ograniczania wolności, więc nie zamierzała tego robić nawet sowie, bo powinna mieć możliwość rozprostowania swoich skrzydeł w każdym momencie, zapolowania na mysz kiedy tylko chce.
List został napisany przez samopiszące pióro, które Elaine zwędziła z jednego sklepu z rzeczy zwróconych i uszkodzonych. Niestety sama dziewczyna nie była w stanie zweryfikować napisanych słów i nie potrafiła obsługiwać tego pióra, które notowało każde jej słowo, co sprawiało, że wychodziły tam naprawdę dziwne zdania. Sama Elaine nawet nie wiedziała, co miała tam skreślać i chyba następne listy będzie pisać przy pomocy Flynna, który będzie weryfikować jej słowa zapisane w listach. Naprawdę powinna się zabrać za naukę czytania i pisania, ale nie miała na to czasu, ani nawet nauczyciela.
Gdyby wiedziała jak Laurent o niej myśli poczułaby się wyjątkowo zawstydzona. Wolała myśleć o sobie jak o przeciętnej cyrkówce, która wygina się niczym wąż ku uciesze widowni, która daje w siebie rzucać nożami lub zmienia się w lisią bestię. Gdy zadał jej pytanie odnośnie kariery wzruszyła ramieniem. Nie, nigdy o tym nie myślała. Zawsze cieszyła się z gotowania dla innych w jej domu, ale nigdy nie myślała o ustabilizowaniu się w jednym miejscu. Rozszerzyła oczy i cicho się zaśmiała, gdy wpadła na pewien pomysł.
– Mogłabym otworzyć swoją kuchnie, ale tylko jako wóz z podróżowaniem po świecie. Są wędrowne cyrki, więc czemu nie wędrowna kuchnia Elaine? – zapytała i złapała go pod ramie kierując się w pole w poszukiwaniu odpowiedniego miejsca. – A tak szczerze to nie, nigdy nie myślałam o tym, aby na tym zarabiać. Wolałam siedzieć w cyrku, wolałam gotować dla rodziny i występować. Może to też dlatego, że nic poza tym nie znałam? Nie chce tracić czasu na siedzenie w jednym miejscu. Świat jest piękny i warto go oglądać. – odpowiedziała niekoniecznie jakoś szczegółowo, ale nie chciała mu powiedzieć, że prawdopodobnie jak będzie miała około czterdzieści lat to zostanie lisią bestią na zawsze i możliwe, że ktoś ją zabije, albo zostanie jako atrakcja w klatce w cyrku?
W końcu gdy znaleźli odpowiednie miejsce razem rozłożyli koc, Elaine powyciągała wszystko co miała w koszyku. Poduszki rzuciła pod drzewo, aby mogli się wygodnie optrzeć, a następnie spojrzała na Laurenta, który miał w rękach aniołka. Uśmiechnęła się szeroko niczym dziecko na widok lizaka i przyjęła z przyjemnością prezent.
– Dziękuję! – odpowiedziała uradowana i znowu go przytuliła nie mogą się powstrzymać. Laurent ładnie pachniał, a przytulanie go sprawiało jej nawet przyjemność. Wzięła aniołka do ręki i usiadła pod drzewem klepiąc przy tym miejsce obok siebie. – Siadaj. – Chwilę zagapiła się na prezencik uświadamiając sobie, że ten dzień był naprawdę przyjemny. Może powinna go zaznaczyć jako swoje urodziny? Wzięła w końcu szklaną butelkę z lemoniadą, dwa kubki, do których ją nalała i włożyła do środka kolorowe słomki; dla siebie żółtą (bo lubiła ten kolor), a dla niego niebieską (bo z tym kolorem właśnie się jej kojarzył). Butelka była magicznie zmrożona, ponieważ nadal była otoczona cała szronem jakby ktoś ją dopiero wyjął z zamrażalki. Aniołka schowała starannie do koszyka, aby go nie zniszczyć. – Rzadko dostaję prezenty, a ten jest chyba jednym z najlepszych. Jeszcze raz dziękuję – sięgnęła po kanapki i jedną z nich wręczyła chłopakowi.
– Opowiesz mi coś o sobie? Wiem, że hodujesz i kochasz zwierzęta. Wiem, że czasami wpadasz w tarapaty i lubisz dobre jedzenie. Chodziłeś do Hogwartu? Podobno tam przydziela się do różnych domów, nie? – ugryzła kawałek kanapki i napiła się zimnej lemoniady.