01.10.2023, 17:37 ✶
Oj, Armand to musiał mieć naprawdę niezłe plecy, że wpuszczali go w ogóle do Ministerstwa Magii. Nie dość, że zestresowany był tym martwym ciałem. Przypominał trochę chłopaka przed pierwszą randką z dziewczyną - sic!, za parę dni sam miałem się tak kręcić jak ten smród. Kara boska! Ale sam Armand nie był przed randką, tylko przed sekcją zwłok, a rozkminy, czy ta potencjalna para mogłaby być ze sobą raczej nie miała racji bytu.
- Wstępny raport mówi, że on zabił ją i jej koleżankę, że był Śmierciożercą, co widzisz po jego ręce... Samo przez się krzyczy, że nie ma opcji by byli razem. Musiała być nieczystej krwi albo robić coś promugolskiego skoro postanowił się z nią zabawić w ten, a nie w żaden inny sposób - zauważyłem, tak bardziej naukowo, a nie zgryźliwie. Co jak co, ale lubiłem obserwować trupy i wyciągać z nich wnioski. Może toto się nie ruszało, ale krzyczało więcej niż małżonka, kiedy zapomniało się o jej urodzinach.
Cóż, jako że Armand zabrał się za wykonywanie moich - bądź co bądź - rozkazów, to sam powróciłem do Amandy, pozbywając się tych skrawków materiałów i faktycznie stwierdzając, że ubodły ją zwykłe zaklęcia. Śmierciożerca musiał albo rzucić potężnie zwielokrotnione zaklęcie nacinające albo po prostu namachał się różdżką jak pojebany. Obstawiałem to drugie, bo jak Oscara nie znałem, to łatwo było wywnioskować, że jakimś geniuszem zła nie był skoro dał się złapać i na dodatek zabić. A może zabił się sam...? Ciekawa teoria. Racją było, że już lepiej było się zabić niż stanąć przed Czarnym Panem by powiedzieć mu, że się zjebało. Kto wie, może niebawem sam będę miał taką sposobność.
Cóż, cokolwiek bym sobie nie myślał o sobie czy o martwej Amandzie, podniosłem głowę znad ciała, bo znowu postanowiono mi przerwać. Tym razem to nie Armand wystawiał moją cierpliwość na próbę, tylko pani Krystyna.
- Od kwadransa jestem w pracy. Może sprawa oczywista, ale potrzebuję obejrzeć zwłoki, a nie tylko machnąć podpis - pragnąłem zauważyć z lekkim uśmiechem, bo to nie kobiety wina, że tam się niecierpliwili. Koniec tygodnia się zbliżał, więc chcieli pozamykać co trzeba. - Jeśli pozwolą sobie na nienachodzenie, to uwinę się ze martywmi denatkami w pół godziny. Stażystą się nie przejmuj. Ogarniamy robotę razem - uspokoiłem ją i pokiwałem głową, żeby to jak najlepiej się zapisało w jej głowie.
Kiedy sobie poszła, odetchnąłem lekko, po czym kiwnąłem głową na Armanda.
- Co oni tam napisali? Że to ofiary tego Śmierciożercy? Jest coś o tym, czy sam się zabił, czy został zabity w trakcie ucieczki bądź pojedynku...? - zapytałem, próbując pozbierać myśli. Może faktycznie lekko zerknę na ciała, nie tak jak zwykle, skoro historia i tak nam się sklejała z tym, czego potrzebował ode mnie Czarny Pan. Nie przepadałem za fuszerką, ale musiałem to zrobić, poza tym wstępna historia z kart mogła być faktycznym odpowiednikiem tego, co tam się wydarzyło. Wątpiłem by zaklęcia rzucał auror, by zabił dwie dziewczyny, a potem Śmierciożercę. To Oscar był winny.
Zająłem się zamianą ciał na stole sekcyjnym by obejrzeć wstępnie Sophie Rey, drugą z denatek, a w między czasie przyswajałem to, co mi mówił Armand. Kiedy Sophie znalazła się na stole, również przyjrzałem się jej ciału. Było nieco inaczej zmasakrowane. Najwyraźniej Śmierciożerca się bawił zaklęciami. Czy tym razem to była czarna magia? Czy coś tu dostrzegałem...?
Na oglądanie ciała Sophie pod kątem zaklęć czarnomagicznych
- Wstępny raport mówi, że on zabił ją i jej koleżankę, że był Śmierciożercą, co widzisz po jego ręce... Samo przez się krzyczy, że nie ma opcji by byli razem. Musiała być nieczystej krwi albo robić coś promugolskiego skoro postanowił się z nią zabawić w ten, a nie w żaden inny sposób - zauważyłem, tak bardziej naukowo, a nie zgryźliwie. Co jak co, ale lubiłem obserwować trupy i wyciągać z nich wnioski. Może toto się nie ruszało, ale krzyczało więcej niż małżonka, kiedy zapomniało się o jej urodzinach.
Cóż, jako że Armand zabrał się za wykonywanie moich - bądź co bądź - rozkazów, to sam powróciłem do Amandy, pozbywając się tych skrawków materiałów i faktycznie stwierdzając, że ubodły ją zwykłe zaklęcia. Śmierciożerca musiał albo rzucić potężnie zwielokrotnione zaklęcie nacinające albo po prostu namachał się różdżką jak pojebany. Obstawiałem to drugie, bo jak Oscara nie znałem, to łatwo było wywnioskować, że jakimś geniuszem zła nie był skoro dał się złapać i na dodatek zabić. A może zabił się sam...? Ciekawa teoria. Racją było, że już lepiej było się zabić niż stanąć przed Czarnym Panem by powiedzieć mu, że się zjebało. Kto wie, może niebawem sam będę miał taką sposobność.
Cóż, cokolwiek bym sobie nie myślał o sobie czy o martwej Amandzie, podniosłem głowę znad ciała, bo znowu postanowiono mi przerwać. Tym razem to nie Armand wystawiał moją cierpliwość na próbę, tylko pani Krystyna.
- Od kwadransa jestem w pracy. Może sprawa oczywista, ale potrzebuję obejrzeć zwłoki, a nie tylko machnąć podpis - pragnąłem zauważyć z lekkim uśmiechem, bo to nie kobiety wina, że tam się niecierpliwili. Koniec tygodnia się zbliżał, więc chcieli pozamykać co trzeba. - Jeśli pozwolą sobie na nienachodzenie, to uwinę się ze martywmi denatkami w pół godziny. Stażystą się nie przejmuj. Ogarniamy robotę razem - uspokoiłem ją i pokiwałem głową, żeby to jak najlepiej się zapisało w jej głowie.
Kiedy sobie poszła, odetchnąłem lekko, po czym kiwnąłem głową na Armanda.
- Co oni tam napisali? Że to ofiary tego Śmierciożercy? Jest coś o tym, czy sam się zabił, czy został zabity w trakcie ucieczki bądź pojedynku...? - zapytałem, próbując pozbierać myśli. Może faktycznie lekko zerknę na ciała, nie tak jak zwykle, skoro historia i tak nam się sklejała z tym, czego potrzebował ode mnie Czarny Pan. Nie przepadałem za fuszerką, ale musiałem to zrobić, poza tym wstępna historia z kart mogła być faktycznym odpowiednikiem tego, co tam się wydarzyło. Wątpiłem by zaklęcia rzucał auror, by zabił dwie dziewczyny, a potem Śmierciożercę. To Oscar był winny.
Zająłem się zamianą ciał na stole sekcyjnym by obejrzeć wstępnie Sophie Rey, drugą z denatek, a w między czasie przyswajałem to, co mi mówił Armand. Kiedy Sophie znalazła się na stole, również przyjrzałem się jej ciału. Było nieco inaczej zmasakrowane. Najwyraźniej Śmierciożerca się bawił zaklęciami. Czy tym razem to była czarna magia? Czy coś tu dostrzegałem...?
Na oglądanie ciała Sophie pod kątem zaklęć czarnomagicznych
Rzut N 1d100 - 94
Sukces!
Sukces!
Rzut N 1d100 - 57
Sukces!
Sukces!