01.10.2023, 19:23 ✶
Szybko miałem okazję pluć sobie w brodę za to, że tak głośno kłapałem jadaczką. Czy zdążyłem coś jeszcze chwilę temu wspominać w swojej głowie o potężnych istotach parających się nekromancją? Cóż, w razie gdybym przez te parę sekund zdążył o tym zapomnieć, to właśnie przed sobą miałem dowód ich istnienia.
Wstrzymałem oddech, analizując sytuację. Pani Fawley stała nieopodal nas, ale była zbyt zajęta osobami leżącymi u jej stóp by nas zauważyć. Jeśli będziemy rozważnymi, obdarowanymi szczęściem czarodziejami, to może uda nam się umknąć bokiem, gdzieś na górę. O ile schody były wytrzymałe. O ile nie spadniemy z nich pośliznięci. O ile nie zaskrzypią przeraźliwie. Ale czy mieliśmy inne opcje? Aportacja, ale ta z kolei byłaby w ciemno, bo za bardzo nie znaliśmy tego statku, a jeszcze pozostawała kwestia towarzystwa Aveliny. Znała tych czarodziejów. To byli w większości brygadziści, a skoro oni, tacy doświadczeni, nie dali sobie rady ze zmorą, to trzeba było spieprzać. Niezależnie od relacji społecznych Aveliny z tymi osobami. Martwi im nie pomożemy.
Obróciłem się w kierunku Aveliny, przykładając wskazujący palec do ust. Moje spojrzenie i gest wręcz krzyczały do niej by wbrew jakimkolwiek pomysłom, nie zamierzała reagować na to, co zobaczyła. Lepiej też by nic nie mówiła, nie odpowiadała, była cicho, najciszej jak potrafi. Niczym mysz. Może lepiej niczym kot. Z pewnością potrafiła być cicho niczym kot. I jak kot subtelna.
Wskazałem jej palcem schody i pospieszyłem gestem albo nawet dźgnąłem różdżką w bok by weszła na górę pierwsza, ja zamierzałem iść tuż za nią, trzymając różdżkę w pogotowiu, w razie gdyby jakikolwiek fałszywy ruch zdradził naszą obecnością przed Panią Fawley. Nie było tu żartów, a sam w pojedynkę niekoniecznie musiałem wygrać podobną potyczkę. Były ku temu nikłe szanse, skoro trzem osobom się nie udało. To też mówiło Avelinie moje spojrzenie, nie analizuj, dziewczyno, tylko na bogów idź stąd jak najdalej.
Sam najbardziej subtelnie, na ile było mnie tylko stać, zamierzałem wejść za Aveliną na górę i poszukać pomocy gdzieś indziej, bo to raczej nie był pełny oddział brygadzistów. Myślę, że było stać ich na więcej.
Wchodzę po schodach, więc rzucam na aktywność fizyczną. Jeśli mi się uda, a Avelinie nie, to nie zamierzam uciekać przed Panią Fawley sam
Wstrzymałem oddech, analizując sytuację. Pani Fawley stała nieopodal nas, ale była zbyt zajęta osobami leżącymi u jej stóp by nas zauważyć. Jeśli będziemy rozważnymi, obdarowanymi szczęściem czarodziejami, to może uda nam się umknąć bokiem, gdzieś na górę. O ile schody były wytrzymałe. O ile nie spadniemy z nich pośliznięci. O ile nie zaskrzypią przeraźliwie. Ale czy mieliśmy inne opcje? Aportacja, ale ta z kolei byłaby w ciemno, bo za bardzo nie znaliśmy tego statku, a jeszcze pozostawała kwestia towarzystwa Aveliny. Znała tych czarodziejów. To byli w większości brygadziści, a skoro oni, tacy doświadczeni, nie dali sobie rady ze zmorą, to trzeba było spieprzać. Niezależnie od relacji społecznych Aveliny z tymi osobami. Martwi im nie pomożemy.
Obróciłem się w kierunku Aveliny, przykładając wskazujący palec do ust. Moje spojrzenie i gest wręcz krzyczały do niej by wbrew jakimkolwiek pomysłom, nie zamierzała reagować na to, co zobaczyła. Lepiej też by nic nie mówiła, nie odpowiadała, była cicho, najciszej jak potrafi. Niczym mysz. Może lepiej niczym kot. Z pewnością potrafiła być cicho niczym kot. I jak kot subtelna.
Wskazałem jej palcem schody i pospieszyłem gestem albo nawet dźgnąłem różdżką w bok by weszła na górę pierwsza, ja zamierzałem iść tuż za nią, trzymając różdżkę w pogotowiu, w razie gdyby jakikolwiek fałszywy ruch zdradził naszą obecnością przed Panią Fawley. Nie było tu żartów, a sam w pojedynkę niekoniecznie musiałem wygrać podobną potyczkę. Były ku temu nikłe szanse, skoro trzem osobom się nie udało. To też mówiło Avelinie moje spojrzenie, nie analizuj, dziewczyno, tylko na bogów idź stąd jak najdalej.
Sam najbardziej subtelnie, na ile było mnie tylko stać, zamierzałem wejść za Aveliną na górę i poszukać pomocy gdzieś indziej, bo to raczej nie był pełny oddział brygadzistów. Myślę, że było stać ich na więcej.
Wchodzę po schodach, więc rzucam na aktywność fizyczną. Jeśli mi się uda, a Avelinie nie, to nie zamierzam uciekać przed Panią Fawley sam
Rzut N 1d100 - 97
Sukces!
Sukces!
Rzut N 1d100 - 71
Sukces!
Sukces!