01.10.2023, 20:31 ✶
Gdyby mógł odczytać jej myśli, byłby rozczulony jej postawą. Perseus jednak w ludzkich myślach czytać nie umiał - widział tylko aury, lecz nie zawsze ich barwy były w stanie mu cokolwiek powiedzieć. Tak było również i teraz; aura Vespery przypominała obsydian, co zamiast go uspokoić, wprawiło w jeszcze większy niepokój. Żołądek podszedł mu gardła, kiedy tajemniczy uśmiech zagościł na ustach jego rozmówczyni, zaś w uszach zaczęło nieprzyjemnie dzwonić, kiedy popłynęły pierwsze słowa. Zbyt oficjalnie, coś musiało się stać, przemknęło mu przez myśl.
— Ależ oczywiście. Proszę — podsunął jej swoje ramię i wyprowadził ją z pogrążonego w półmroku pokoju. Zanim jeszcze opuścili budynek, zwrócił się do pielęgniarki - tej samej, która przyprowadziła go do Vespery - że wychodzi na zewnątrz, nie będzie go maksymalnie dwa kwadranse i że w tym czasie powinni zwracać się do innego z dyżurujących magipsychiatrów (zawsze było ich co najmniej dwóch na nocnej zmianie, a w obliczu ostatnich wydarzeń zwiększono personel do czterech uzdrowicieli). Nie zamierzał jednak opuszczać terenów Lecznicy - a przynajmniej nie oddalać się od niej zanadto, by w razie potrzeby natychmiast wrócić na posterunek.
Zaprowadził ją do parku, jak nazywali las okalający kompleks budynków, będących teraz ciemnymi kształtami za ich plecami.
Zaskoczyło go nagłe szarpnięcie za ramię; delikatne, acz stanowcze. Rzucił jej pytające spojrzenie, a zaraz potem pełen ulgi uśmiech zagościł na jego licu. Pochylił się nad Vesperą i złożył czuły pocałunek na jej czole.
— Mon cheri, przysięgam, że jesteś najwspanialszą istotą, jaką... — urwał, dostrzegając biegnącą w ich stronę bezgłową sylwetkę. Chciał coś zrobić - zasłonić swoją towarzyszkę własnym ciałem, wyjąć różdżkę, rozprawić się z marą, ale każda z jego kończyn była niczym z ołowiu. Z przerażeniem (nie był pewien, czy z powodu szarżującej na nich istoty, czy własnej bezsilności) w oczach obserwował, jak upiór znajduje się coraz bliżej; wstrzymał oddech, gdy niematerialna sylwetka widma przeniknęła przez ich ciała i nie ruszył się z miejsca dopóki stwór nie zniknął pomiędzy groteskowo powyginanymi konarami drzew.
Dopiero po dłużej chwili przeniósł spojrzenie na twarz Vespery.
— Widziałaś... to? Czy to mój umysł się ze mną zabawia...? — zapytał, a głos jego stał się nagle ochrypły. Uniósł dłoń, by pogłaskać ją po policzku, a wówczas zdał sobie sprawę z tego, że cały drżał - z zimna oraz targających nim emocji.
— Ależ oczywiście. Proszę — podsunął jej swoje ramię i wyprowadził ją z pogrążonego w półmroku pokoju. Zanim jeszcze opuścili budynek, zwrócił się do pielęgniarki - tej samej, która przyprowadziła go do Vespery - że wychodzi na zewnątrz, nie będzie go maksymalnie dwa kwadranse i że w tym czasie powinni zwracać się do innego z dyżurujących magipsychiatrów (zawsze było ich co najmniej dwóch na nocnej zmianie, a w obliczu ostatnich wydarzeń zwiększono personel do czterech uzdrowicieli). Nie zamierzał jednak opuszczać terenów Lecznicy - a przynajmniej nie oddalać się od niej zanadto, by w razie potrzeby natychmiast wrócić na posterunek.
Zaprowadził ją do parku, jak nazywali las okalający kompleks budynków, będących teraz ciemnymi kształtami za ich plecami.
Zaskoczyło go nagłe szarpnięcie za ramię; delikatne, acz stanowcze. Rzucił jej pytające spojrzenie, a zaraz potem pełen ulgi uśmiech zagościł na jego licu. Pochylił się nad Vesperą i złożył czuły pocałunek na jej czole.
— Mon cheri, przysięgam, że jesteś najwspanialszą istotą, jaką... — urwał, dostrzegając biegnącą w ich stronę bezgłową sylwetkę. Chciał coś zrobić - zasłonić swoją towarzyszkę własnym ciałem, wyjąć różdżkę, rozprawić się z marą, ale każda z jego kończyn była niczym z ołowiu. Z przerażeniem (nie był pewien, czy z powodu szarżującej na nich istoty, czy własnej bezsilności) w oczach obserwował, jak upiór znajduje się coraz bliżej; wstrzymał oddech, gdy niematerialna sylwetka widma przeniknęła przez ich ciała i nie ruszył się z miejsca dopóki stwór nie zniknął pomiędzy groteskowo powyginanymi konarami drzew.
Dopiero po dłużej chwili przeniósł spojrzenie na twarz Vespery.
— Widziałaś... to? Czy to mój umysł się ze mną zabawia...? — zapytał, a głos jego stał się nagle ochrypły. Uniósł dłoń, by pogłaskać ją po policzku, a wówczas zdał sobie sprawę z tego, że cały drżał - z zimna oraz targających nim emocji.
![[Obrazek: 2eLtgy5.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=2eLtgy5.png)
if i can't find peace, give me a bitter glory