01.10.2023, 22:52 ✶
— Obiecujesz, czy grozisz? — parsknął z pogardą, choć to on znajdował się teraz w godnej pożałowania pozycji. Klęczał, wciąż trzymany za włosy przez swojego oprawcę, zmuszony do tego, by patrzeć prosto w jego twarz. Zmrużył oczy, spodziewając się, że za chwilę jego ciało przeszyje fala bólu, gdy oponent go kopnie. Jeśli będzie mieć szczęście, straci przy okazji przytomność i ocknie się w cuchnącym zaułku lub, co lepsze, nie ocknie się nigdy, a latem Tamiza zwróci jego ciało.
Ale cios nie nadszedł. Zamiast tego z ust nieznajomego padły słowa, które pozwoliły Perseusowi na kolejny atak. Był jak złośliwy bahor dźgający tygrysa szpikulcem wciśniętym pomiędzy pręty klatki, nie zdając sobie sprawy z tego, że jest ona otwarta.
— Dziękujemy za troskę. Kto wie, może któryś z moich przyjaciół dał jej dziecko, które w przeciwieństwie do ciebie szczerze pokochała? — zapytał z cynicznym uśmiechem na ustach. Lecz czy naprawdę był dumny z tego, co robił? Nie.
Uderz mnie, zniszcz, złam, nie chcę czuć, nie chcę istnieć.
— Spierdalaj — odparł elokwentnie.
Ale cios nie nadszedł. Zamiast tego z ust nieznajomego padły słowa, które pozwoliły Perseusowi na kolejny atak. Był jak złośliwy bahor dźgający tygrysa szpikulcem wciśniętym pomiędzy pręty klatki, nie zdając sobie sprawy z tego, że jest ona otwarta.
— Dziękujemy za troskę. Kto wie, może któryś z moich przyjaciół dał jej dziecko, które w przeciwieństwie do ciebie szczerze pokochała? — zapytał z cynicznym uśmiechem na ustach. Lecz czy naprawdę był dumny z tego, co robił? Nie.
Uderz mnie, zniszcz, złam, nie chcę czuć, nie chcę istnieć.
— Spierdalaj — odparł elokwentnie.