Dagur postanowił udać się wraz ze swoim synem Hjalmarem oraz jego dwoma siostrami. Również liczył na to, że dołączy do nich ostatnia z jego córek, Katla. Jemu również przyświecał jasny cel, jakim było zintegrowanie się z innymi mieszkańcami tej miejscowości. To, czy byli czarodziejami, czy mugolami, nie miało dla niego znaczenia. Trzymetrowy półolbrzym znacząco przewyższał wzrostem wszystkich bawiących się ludzi. Przyszedł ubrany podobnie do swojego pierworodnego, w czerwoną flanelową koszulę, również z podwiniętymi do łokci, z założoną na nią kamizelą, w materiałowych spodniach i wygodnych, skórzanych butach.
Niósł ze sobą pokaźnych rozmiarów drewnianą beczkę z kranikiem, zawierającą przygotowaną przez niego irlandzką wódkę Brennivín. Trzymał tę beczkę na specjalną okazję. Teraz była ta specjalna okazja. W znacznie mniejszych ilościach ten alkohol mógł zakupić w ich ojczyźnie. Wódka doskonale pasowała do przyniesionego przez jego syna Surströmming i stosownych do niego dodatków. Oddał tę całą beczkę alkoholu do dyspozycji biesiadników, stawiając ją obok specjałów przyniesionych przez Hjalmara. Liczył na to, że choć część osób spróbuje alkoholu z ich stron.
On również dostrzegał to co działo się na niebie i było to dla niego niezwykłe. Pomimo całej swojej dziwności. Jak widać świat miał im naprawdę wiele do zaoferowania i wciąż potrafił wzbudzić zachwyt w jego mieszkańcach.
— Wygląda to niezwykle zaskakująco. — Przytaknął bez chwili wahania. Starszy Nordgersim spoglądał z zachwytem na upstrzone pierwszymi gwiazdami, jednocześnie przy widocznym na niebie słońcu i księżycu w pełni. Niezwykłe zjawisko, które najpewniej będą w stanie zobaczyć jeden jedyny raz w swoim życiu. Księżyc w pełni powinien go zaniepokoić, ponieważ jego syn jest wilkołakiem. Na razie nic nie wskazywało aby miał się zmienić.
— Oczywiście, synu. Chętnie poznam Twoich przyjaciół. Nie zajmę Wam dużo czasu. — Jako ojciec musiał rozumieć, że jego syn nie ma już pięciu lat i nie potrzebuje spędzać z nim całego swojego czasu. Prawdopodobnie nie to miał na myśli, ale mógł przecież na chwilę do nich podejść i zagadnąć na krótką chwilę do przyjaciół swojego pierworodnego. Potem poszuka sobie towarzystwa w swoim wieku. Nie obiecywał mu jednak, że będzie mniej sobą podczas rozmowy z jego znajomymi.
— Dobry wieczór. Dagur Nordgersim, jestem ojcem Hjalmara. — Przedstawił się wszystkim kobietom, z wesołym uśmiechem i do każdej wyciągając potężną dłoń. Brenna Longbottom była znana mu z opowieści syna, pozostałych nie potrafił skojarzyć. Jak widać, jego syn wiele zawdzięczał tej czarownicy.
— Ja chętnie zobaczę ruiny. Jak potrzebujesz kilku dni wolnego to po prostu zapytaj. — Wyraził swoje zainteresowanie zwiedzaniem ruin. Potworów się nie obawiał, za to one powinny się obawiać jego. Jest w stanie ubić niejedną bestię i uczynić z niej swoje trofeum. Nie oznaczało to, że pogardzi towarzystwem kogoś z tych stron. Nie samą pracą żyje człowiek i dlatego potrzebuje kilku dni wolnego. Dlatego Dagur nie miał nic przeciwko temu aby jego pierworodny wybrał się na zwiedzenie okolicy.
Po chwili podszedł do nich młody mężczyzna z towarzyszącą mu kobietą i zaczął się witać ze wszystkimi po kolei. Wychodząc temu naprzeciw, wyciągnął ku niemu dłoń i jego towarzyszce ogromną dłoń.
— Dagur Nordgersim. — Przedstawił się podobnie jak wcześniej. Uśmiech nie schodził mu z ust. Zainteresowała go wzmianka o Egipcie. Jak widać przyjezdnych w tych stronach nie brakowało. — Byliśmy raz czy dwa w Egipcie, prawda synu? Były to bardzo udane wycieczki. — Powiedział zarówno do syna, jak i do przedstawionej znajomym syna czarownicy.
W tym małym tłumie brakowało tylko dziewczyny jego syna, Pandory. Zdecydowanie ją tutaj widział, licząc od dwóch lat, że w końcu jej syn się oświadczy tej czarownicy i zostanie ona częścią ich rodziny. Nie zamierzał zajmować swojemu synowi i jego znajomym dużo czasu i niebawem zamierzał się oddalić. Mieszkańcy Doliny i odwiedzający ją ludzie przynieśli jak dotąd sporo jedzenia. Zamierzał niebawem sprawdzić zawartość tych stołów i coś sobie nałożyć.
Przyniesione jedzenie