Gdyby wiedziała, że Laurent znał Edge może by tak chętnie nie spotykała się z Prewettem? Albo wręcz przeciwnie zaprosiłaby go do siebie na wspólne biesiadowanie? Z Elaine nigdy nie wiadomo, ale może lepiej by było, gdyby nie wiedziała, że ci dwoje się znają? W tym przypadku jest wiele niewiadomych; czy dziewczyna zgłosi się do Flynna po pomoc z listem? A może zgłosi się do swojej siostry? A może do kogoś innego? Może do Stanleya? Może Laurent powinien nauczyć ją czytać, aby mieć pewność, że ich listy będą tylko ich?
Elaine starała się nie mieć marzeń, bo nie chciała się zawieść, że coś jej nie wyjdzie, że będzie oczekiwać efektów, które nie nadejdą. Wolała żyć tu i teraz i po prostu działać. Jeśli chciała coś zrobić to, to robiła od razu. Tak samo było teraz piknikiem. Chciała zjeść na polanie, wśród traw i śpiewów ptaków, słuchać wiatru, który tańczy wokół niej targając jej rude włosy, chciała popatrzeć na niebo, zgadywać kształty chmur, a takie rzeczy są miłe w towarzystwie. Jeśli Laurent by się nie zgodził na piknik zapewne zaprosiłaby swoje rodzeństwo, albo wyszła sama. Zabrała ze sobą Jagódkę, aby mogła polować wśród leśnych polan i drzew. Spędziłaby czas sama ze sobą, zapewne czując się odrobinę smutniej, ale nadal spełniłaby swoją zachciankę. Może by się tak nie postarała z jedzeniem, może więcej rzeczy by ukradła, ale jednak byłaby tu, gdzie chciała być bez pomocy innych ludzi. Dziewczyna była jednak dobrym motywatorem, szybko łapała moment, w których osoby wykazywały się odkrywaniem marzeń i ich do tego motywowała. Starała się im powiedzieć, że mają moc zrobić wszystko, że nie muszą płakać nad swoją marną duszą tylko po prostu działać.
– Rozumiem, posiadanie tylu zwierząt i istot pod opieką wydaje się być odpowiedzialne. Szkoda, że nie można ich zapakować do koszyka i zabierać ze sobą nie? – zagadnęła, bo w sumie ciekawie by było podróżować z własnym domem i pracą w jednej małej walizce. Sama miała swój świat w jednym wozie, ale jakby nie miała cyrku zapewne wymyśliła właśnie coś w tym stylu, aby nadal mieć możliwość podróżowania.
Dziewczyna zdawała się nie zauważać jego zdziwienia na temat braku częstych prezentów, albo po prostu to zignorowała. Wiedziała, że pochodzili z różnych światów, więc nie dziwiła ją ich przepaść w doświadczaniu życia. Spotkała wielu takich chłopców jak on, wielu dziewczynek, które nie rozumiały jej radości z drobnych rzeczy. Wszystkie osoby spoza cyrku często nie rozumieli jej rodziny i sposobu życia.
I zaczął opowiadać, a ona zadawać pytania. Mnóstwo pytań, a przede wszystkim podsuwała mu jedzenie, zachęcała, aby zjadł kanapkę, aby wypił trochę lemoniady. Siedziała blisko niego na swoich piętach tak, aby móc patrzeć na jego twarz, która była wręcz nieziemsko piękna. Elaine podobało się to, co opowiadał o szkole, o jej stwórcach, ale nie żałowała, że nie poszła do tego miejsca. Wydawała się być tak cholernie zamknięta, taka mroczna i ograniczająca. Jej oczy jednak wręcz błyskały radością, gdy opowiadał o tym wszystkim, a ona chłonęła jego głos jakby był to eliksir życia.
– Niesamowite miejsca. Nie chciałabym tam chodzić, ale chętnie bym zobaczyła tą szkołę – odpowiedziała. Może kiedyś będzie miała okazję zrobić tam jakiś występ? Ciekawie byłoby zobaczyć więcej duchów. Może zaproponuje to swojemu rodzeństwu? – Nie czułeś się tam zamknięty? Dlaczego te wszystkie duchy wracają do szkoły? Kto chciałby wracać do takiego miejsca? – zadała kolejne pytania. Ciesząc się, że póki co nie musiała mówić o sobie. – Ciekawe doi jakiego domu ja bym należała? Myślisz, że można to jeszcze sprawdzić jakbym spotkała tego dyrektora? Myślisz, że by mi pozwolił?