Zapewne mruknęłam jakieś polskie przekleństwa pod nosem nawet o tym nie myśląc. Po obejrzeniu traktora po raz drugi uspokoiłam się. Tylko wgniecenie i nic więcej.
Wyjrzałam zza traktora. Ten chłopak podbiegł aż tutaj. A ja taka odkryta z tymi wszystkimi bliznami na wierzchu! Tylko czemu mnie to w ogóle interesowało? Przy staruszkach powinnam się bardziej okrywać, bo tylko lamentowali, że ojej, jaka biedna panienka, cała w bliznach.
— Uhm, żadna pani — machnęłam ręką. Nawet w Polsce od razu byśmy przeszli na ty w takiej sytuacji. — Tak, tak, ja się tym zajmę, proszę się nie martwić. Wrzątkiem się poleje, uderzy i zrobione.
Zmniejszałam istotność sytuacji, żeby tylko chłopak już sobie podszedł. Nie potrafiłam na niego patrzeć, na szczęście okulary przeciwsłoneczne ratowały mnie od niezręczności spojrzeń. Wtedy też dostrzegłam kogoś biegnącego za nim. Czy to jakiś jego brat? Wydawał się niższy.
— Oho, zaraz cała wieś się tu zleci — skomentowałam, po czym zamarłam. Wsunęłam palce pod okulary, by przetrzeć oczy. Ale ten widok wciąż tu był. Zbladłam momentalnie, co nie było aż tak widoczne przez róż blizn, a kręgosłup przeszedł mi dreszcz. Stojący przede mną chłopak mógł widzieć moje przerażenie. Ale musiał się obejrzeć, by dostrzec bezgłowego człowieka biegnącego w naszą stronę. Nie zdążyłam się schować za chłopakiem. Potwór był za szybki. Wbiegł w nas... Ale nic się nie stało. Być może zniknął. Być może zatrzymał się w ostatniej chwili.
Z zaciśniętymi oczami zrobiłam krok w tył, odbiłam się od traktora i zsunęłam pupą na ziemię. Ducha już nie było, gdy ukryłam głowę w kolanach, ale nie wiedziałam tego. Cały czas miałam zamknięte oczy. Być może krzyknęłam w którymś momencie, ale nie zwróciłam na to uwagi.