02.10.2023, 20:22 ✶
- Oni działają w terenie, łapią delikwentów i ich zamykają... A czasami kończy się to tak - odparłem, wskazując na Śmierciożercę trzymanym narzędziem w dłoni. - Z reguły biorą ich żywcem, ale nie zawsze się da, a wtedy to dopiero się zaczyna robota papierkowa. My jesteśmy po to by to wszystko, co z nich zostało, obejrzeć, zważyć, przeanalizować i wyciągnąć wnioski - mówiłem, wracając do swojej roboty. Stwierdzałem, że byłbym świetnym wykładowcą w Akademii. Stonowany, cierpliwy ton, rzeczowe stwierdzenia. Przynajmniej dla mnie brzmiały rzeczowo.
- W zależności od przyczyny śmierci, możesz je ustalić nawet na podstawie samych kości, które wykopiesz po paru tysiącleciach w ogródku... W czym głównie ja się specjalizuję, ale bardziej świeże tkanki również nie są mi obce - podsumowowałem, oglądając Sophie Rey. Nawet nie musiałem rzucać zaklęć wykrywających, bo czuć było niezbyt subtelny odór czarnej magii, a kiedy zacząłem oczyszczać rany, to widać było czarne niczym smoła pozostałości po zaklęciach. Niechybnie próbował przeróżnych. Biedna dziewczyna.
Pozostawał więc Śmierciożerca, który nie był dla nas jakiś szczególnie istotny. Przynajmniej dla mnie nie był istotny. Najważniejsze było to by został obciążony dokonaniem tych dwóch morderstw, a reszta to już wszystko jedno. Pozbyłem się rękawic ochronnych i podeszłem do biurka by zanotować, co odkryłem u obu dentek z najbardziej podłymi szczegółami. Jak zwykle. Nie zamierzałem dać po sobie poznać, że cokolwiek jest inaczej, że cokolwiek różni te sekcje od pozostałych. Może za wyjątkiem towarzystwa Armanda, który z jednej strony był inteligentnym chłopakiem, a z drugiej kompletnym cymbałem.
- Armandzie, brzmisz na kogoś, kto nie wierzy w to by ten Śmierciożerca zabił te dwie dziewczyny... - stwierdziłem, zastanawiając się, co też chłopak miał w głowie. Dotychczasowi stażyści każdy zgon gotowi byli podpisać każdą śmierć autografem Śmierciożercy, a tu nam się orzeszek trafił! Ewenement! - Jak sądzisz, kto mógłby kogo tutaj zabić? Dziewczyny Śmierciożercę? A auror dziewczyny? - zapytałem rozbawiony, dokańczając notatki.
- Lepiej spojrzeć na to w inny sposób. Chłopak miał fart, że zginął jak zginął. Nie nacierpiał się, czego nie można powiedzieć o dziewczynach... - pragnąłem zauważyć, wstając od swojego miejsca i podchodząc do Armanda. Potrafiłem kłamać jak z nut, a że ta wstępna analiza zgadzała z tym, co tam sobie myśleli w innym dziale, a co też chciał sam Czarny Pan, to zamierzałem to też wcisnąć Armandowi. Piękna historia o tym, że dwie urocze panny zostały zaatakowane przez Śmierciożercę, który zamordował je z zimną krwią - jedną pochlastał zwykłymi zaklęciami, a na drugiej użył czarnej magii. Potem sam zginął. Mogło być, że to zaklęcie. Już nie dokładałem historii o tym, czy to uciekał, czy walczył, czy cokolwiek. Po prostu zginął.
- Pupa archanioła, a sam widzisz, że ma Mroczny Znak na przedramieniu... Taki znak wypala się tylko w jeden sposób - przy użyciu czarnej magii. Tej używają tylko niegodziwi - zakończyłem swój wywód, patrząc na stażystę. Nie chciałem go zdominować tę historią, choć chyba tak się stało, ale taka była ta robota. Żadnych kwiatków ani małżeństw, tylko śmierć-śmierć-śmierć. Po prostu cyk i śmierć, a my te cyk sprawdzaliśmy.
- Teraz masz do uzupełnienia raport. Zapisz wnioski z sekcji zwłok i się podpisz. Tyle - odparłem, wzruszając ramionami. - Tak ci w tajemnicy powiem, że Cynthia to w szafkach chowa prąd do herbatki, więc jak tylko oddam raport tym sępom z administracji, możemy sobie odpocząć - zaproponowałem, mrugając do niego okiem. Uśmiechnąłem się niczym archanioł. Kto wie, może ten od tej gładkiej pupci, po czym wróciłem do siebie dziergając raport.
- W zależności od przyczyny śmierci, możesz je ustalić nawet na podstawie samych kości, które wykopiesz po paru tysiącleciach w ogródku... W czym głównie ja się specjalizuję, ale bardziej świeże tkanki również nie są mi obce - podsumowowałem, oglądając Sophie Rey. Nawet nie musiałem rzucać zaklęć wykrywających, bo czuć było niezbyt subtelny odór czarnej magii, a kiedy zacząłem oczyszczać rany, to widać było czarne niczym smoła pozostałości po zaklęciach. Niechybnie próbował przeróżnych. Biedna dziewczyna.
Pozostawał więc Śmierciożerca, który nie był dla nas jakiś szczególnie istotny. Przynajmniej dla mnie nie był istotny. Najważniejsze było to by został obciążony dokonaniem tych dwóch morderstw, a reszta to już wszystko jedno. Pozbyłem się rękawic ochronnych i podeszłem do biurka by zanotować, co odkryłem u obu dentek z najbardziej podłymi szczegółami. Jak zwykle. Nie zamierzałem dać po sobie poznać, że cokolwiek jest inaczej, że cokolwiek różni te sekcje od pozostałych. Może za wyjątkiem towarzystwa Armanda, który z jednej strony był inteligentnym chłopakiem, a z drugiej kompletnym cymbałem.
- Armandzie, brzmisz na kogoś, kto nie wierzy w to by ten Śmierciożerca zabił te dwie dziewczyny... - stwierdziłem, zastanawiając się, co też chłopak miał w głowie. Dotychczasowi stażyści każdy zgon gotowi byli podpisać każdą śmierć autografem Śmierciożercy, a tu nam się orzeszek trafił! Ewenement! - Jak sądzisz, kto mógłby kogo tutaj zabić? Dziewczyny Śmierciożercę? A auror dziewczyny? - zapytałem rozbawiony, dokańczając notatki.
- Lepiej spojrzeć na to w inny sposób. Chłopak miał fart, że zginął jak zginął. Nie nacierpiał się, czego nie można powiedzieć o dziewczynach... - pragnąłem zauważyć, wstając od swojego miejsca i podchodząc do Armanda. Potrafiłem kłamać jak z nut, a że ta wstępna analiza zgadzała z tym, co tam sobie myśleli w innym dziale, a co też chciał sam Czarny Pan, to zamierzałem to też wcisnąć Armandowi. Piękna historia o tym, że dwie urocze panny zostały zaatakowane przez Śmierciożercę, który zamordował je z zimną krwią - jedną pochlastał zwykłymi zaklęciami, a na drugiej użył czarnej magii. Potem sam zginął. Mogło być, że to zaklęcie. Już nie dokładałem historii o tym, czy to uciekał, czy walczył, czy cokolwiek. Po prostu zginął.
- Pupa archanioła, a sam widzisz, że ma Mroczny Znak na przedramieniu... Taki znak wypala się tylko w jeden sposób - przy użyciu czarnej magii. Tej używają tylko niegodziwi - zakończyłem swój wywód, patrząc na stażystę. Nie chciałem go zdominować tę historią, choć chyba tak się stało, ale taka była ta robota. Żadnych kwiatków ani małżeństw, tylko śmierć-śmierć-śmierć. Po prostu cyk i śmierć, a my te cyk sprawdzaliśmy.
- Teraz masz do uzupełnienia raport. Zapisz wnioski z sekcji zwłok i się podpisz. Tyle - odparłem, wzruszając ramionami. - Tak ci w tajemnicy powiem, że Cynthia to w szafkach chowa prąd do herbatki, więc jak tylko oddam raport tym sępom z administracji, możemy sobie odpocząć - zaproponowałem, mrugając do niego okiem. Uśmiechnąłem się niczym archanioł. Kto wie, może ten od tej gładkiej pupci, po czym wróciłem do siebie dziergając raport.