03.10.2023, 08:29 ✶
Jej ojciec nie był człowiekiem, który łatwo się poddawał. Nieobecne spojrzenie wlepione w okno, a może bardziej w nicość, w eter, w jakieś miejsce głęboko w jej głowie, wytrąciłoby z równowagi wielu nauczycieli, ale nie kogoś, kto mierzył się od lat z wiecznym niezrozumieniem geniuszu głoszonych przez siebie teorii. On to spojrzenie widział już wielokrotnie, nie należało wcale do Lyssy, ani do Lycoris, która mimo silnych prób nie mogła pojąć geniuszu idącego za jego monologami o przyciąganiu się gwiazd, należało do wykwalifikowanych specjalistów z brodami tak długimi, że musiały rosnąć dłużej niż Dolohov stąpał po tej planecie. Wpierw byli nim zainteresowani, pozytywnie wyrażali się o jego geniuszu, ale im dalej przesuwał się w kierunku koncepcji zbyt abstrakcyjnych, żeby do nich usiąść „tak po prostu”, na spotkaniu przy kawie pomiędzy kolejnymi wystąpieniami na konferencji naukowej, tym bardziej zapatrzony w swoje słowa, najpewniej obcokrajowiec, wydawał się wszystkim bredzić o rzeczach istniejących wyłącznie w jego pogmatwanym świecie.
Był już do tego przyzwyczajony. Ale różnica pomiędzy zadufanymi w sobie specami od astronomii, a jego córką była taka, że na niej Dolohovowi zależało. Więc nie, nie podda się, nawet jeżeli ta niekoniecznie chciała go słuchać. Nie musiał jej tego wszystkiego przekazać dzisiaj... Jutro też był dzień. I z tego co wiedział (a wiedział o jutrze nieco więcej niż przeciętny człowiek), jutro będzie tak samo dobrym dniem jak dzisiaj.
- A chcesz kończyć? - Zapytał całkowicie poważnie, chociaż w tonie jego głosu wybrzmiał pewnie jakiś podstęp, jakby coś próbował przemycić między wierszami - sugestię, że kończyć nie powinni, a przynajmniej tego nie chciał. W rzeczywistości żadnego takiego ukrytego przesłania tam nie zawarł. Po prostu rzucił to jakoś zbyt, jak na niego przynajmniej, nonszalancko. To słowo w ogóle do niego nie pasowało. - Moglibyśmy zmienić temat na coś, co nie sprawi, że odpłyniesz po trzydziestu minutach. - Prawdziwą zagadką było, dlaczego nie przerwał swojego monologu o pochodnych wcześniej...
Wyszedł na moment, kilka sekund dosłownie, a później wrócił, informując ją, że herbata zaraz się obok nich pojawi. Wyraz jego twarzy mówił, że niezależnie od jej odpowiedzi, to nie był koniec. A przynajmniej nie całkowity.
- Jakie tematy cię ciekawią?
Był już do tego przyzwyczajony. Ale różnica pomiędzy zadufanymi w sobie specami od astronomii, a jego córką była taka, że na niej Dolohovowi zależało. Więc nie, nie podda się, nawet jeżeli ta niekoniecznie chciała go słuchać. Nie musiał jej tego wszystkiego przekazać dzisiaj... Jutro też był dzień. I z tego co wiedział (a wiedział o jutrze nieco więcej niż przeciętny człowiek), jutro będzie tak samo dobrym dniem jak dzisiaj.
- A chcesz kończyć? - Zapytał całkowicie poważnie, chociaż w tonie jego głosu wybrzmiał pewnie jakiś podstęp, jakby coś próbował przemycić między wierszami - sugestię, że kończyć nie powinni, a przynajmniej tego nie chciał. W rzeczywistości żadnego takiego ukrytego przesłania tam nie zawarł. Po prostu rzucił to jakoś zbyt, jak na niego przynajmniej, nonszalancko. To słowo w ogóle do niego nie pasowało. - Moglibyśmy zmienić temat na coś, co nie sprawi, że odpłyniesz po trzydziestu minutach. - Prawdziwą zagadką było, dlaczego nie przerwał swojego monologu o pochodnych wcześniej...
Wyszedł na moment, kilka sekund dosłownie, a później wrócił, informując ją, że herbata zaraz się obok nich pojawi. Wyraz jego twarzy mówił, że niezależnie od jej odpowiedzi, to nie był koniec. A przynajmniej nie całkowity.
- Jakie tematy cię ciekawią?
with all due respect, which is none