03.10.2023, 08:57 ✶
- Oh nie bądź aż tak naiwna, jestem złodziejem, ale ludzie, którym to ukradłem, wcale nie są ode mnie lepsi.
I wcale nie musiał tutaj kłamać! Bo to była prawda - ukradł to złodziejom właśnie, złodziejom, którzy okradli przemytników, oni też pewnie kogoś okradli w miejscu, z którego tutaj przypłynęli. Nawet jakby tę sakiewkę zwróciła Brygadzistom, osiągnęłaby tylko przerwanie tego absurdalnego ciągu przekazywania sobie tych kamieni z ręki do ręki o jedną pozycję pionka dalej, niż kazano przerwać ją Edgowi. Fontaine i tak była dosyć łaskawa, każąc mu odebrać swoją własność podstępem, a nie prezentując tam pokaz swojej siły. Nie to, żeby to było szczególnie zrozumiałe i normalne, po prostu...
To wszystko było jednym, wielkim kręgiem zepsucia. I te wszystkie typy spod ciemnej gwiazdy nie walczyły jedynie z ciężką ręką wymiaru sprawiedliwości - oni walczyli również między sobą.
Przed otrzymaniem sakiewki, wyglądał, jakby miał zaraz powiedzieć: „wspaniały JA miałbym oszukać CIEBIE?”, ale nie powiedział nic i to chyba była dobra decyzja, bo Avelina oddała mu ją bez potrzeby urabiania jej dalej.
- Piękna dziewczyno, ratujesz mi życie. Ja wiem, że nie robię dobrego pierwszego wrażenia, ale... bogowie mi świadkami, jeżeli jacyś istnieją, że nie jestem taki zły, na jakiego mnie malują.
Chwycił tę sakiewkę i od razu przypiął ją sobie do paska, tym razem o wiele lepiej sznurując ten cholerny rzemyk. Mógłby tę rozmowę kontynuować, ale pewnie by ją zawiódł, bo brzmiała trochę jak matka, której nigdy nie miał, a on by się musiał zwierzyć z tego, że już się w te kłopoty wpakował dawno. I ugrzązł w tym wszystkim tak, że już pewnie nie było dla niego ratunku. Tacy jak on nie przechodzili na emeryturę, oni umierali w ciemnych zaułkach (tak, takich jak ten), a jeżeli w porę opamiętali się i zechcieli zmienić swoje życie, ich poprzednie decyzje ciągnęły się za nimi tak długo, aż ich nie sięgnęły i nie wciągnęły w to z powrotem.
Jego uśmiech, przed chwilą jeszcze szeroki, posmętniał.
- Jeżeli kiedyś będziesz w opałach... - poprawił swój pasek, a następnie tak samo absurdalnie jak wcześniej wskoczył na ścianę i złapał się gzymsu - ...zapytaj o Crowa w The Loft. Ale nie życzę ci tego, żebyś kiedykolwiek mnie potrzebowała.
I wcale nie musiał tutaj kłamać! Bo to była prawda - ukradł to złodziejom właśnie, złodziejom, którzy okradli przemytników, oni też pewnie kogoś okradli w miejscu, z którego tutaj przypłynęli. Nawet jakby tę sakiewkę zwróciła Brygadzistom, osiągnęłaby tylko przerwanie tego absurdalnego ciągu przekazywania sobie tych kamieni z ręki do ręki o jedną pozycję pionka dalej, niż kazano przerwać ją Edgowi. Fontaine i tak była dosyć łaskawa, każąc mu odebrać swoją własność podstępem, a nie prezentując tam pokaz swojej siły. Nie to, żeby to było szczególnie zrozumiałe i normalne, po prostu...
To wszystko było jednym, wielkim kręgiem zepsucia. I te wszystkie typy spod ciemnej gwiazdy nie walczyły jedynie z ciężką ręką wymiaru sprawiedliwości - oni walczyli również między sobą.
Przed otrzymaniem sakiewki, wyglądał, jakby miał zaraz powiedzieć: „wspaniały JA miałbym oszukać CIEBIE?”, ale nie powiedział nic i to chyba była dobra decyzja, bo Avelina oddała mu ją bez potrzeby urabiania jej dalej.
- Piękna dziewczyno, ratujesz mi życie. Ja wiem, że nie robię dobrego pierwszego wrażenia, ale... bogowie mi świadkami, jeżeli jacyś istnieją, że nie jestem taki zły, na jakiego mnie malują.
Chwycił tę sakiewkę i od razu przypiął ją sobie do paska, tym razem o wiele lepiej sznurując ten cholerny rzemyk. Mógłby tę rozmowę kontynuować, ale pewnie by ją zawiódł, bo brzmiała trochę jak matka, której nigdy nie miał, a on by się musiał zwierzyć z tego, że już się w te kłopoty wpakował dawno. I ugrzązł w tym wszystkim tak, że już pewnie nie było dla niego ratunku. Tacy jak on nie przechodzili na emeryturę, oni umierali w ciemnych zaułkach (tak, takich jak ten), a jeżeli w porę opamiętali się i zechcieli zmienić swoje życie, ich poprzednie decyzje ciągnęły się za nimi tak długo, aż ich nie sięgnęły i nie wciągnęły w to z powrotem.
Jego uśmiech, przed chwilą jeszcze szeroki, posmętniał.
- Jeżeli kiedyś będziesz w opałach... - poprawił swój pasek, a następnie tak samo absurdalnie jak wcześniej wskoczył na ścianę i złapał się gzymsu - ...zapytaj o Crowa w The Loft. Ale nie życzę ci tego, żebyś kiedykolwiek mnie potrzebowała.
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.