Gdyby, gdyby, gdyby... Każdy człowiek zadawał sobie pytania, jak wyglądałyby niektóre rzeczy, gdyby zostały wykonane inaczej. Z perspektywy nabytego doświadczenia, posiadanej wiedzy i dojrzałości emocjonalnej. Żeby jednak gdybać trzeba w ogóle mieć jakąś alternatywę. Bo czy Laurent spotykałby się z Elaine gdyby wiedział, że ta ma bliski kontakt z Flynnem? To przecież zależało od bardzo wielu czynników. Zapewne jednak... nie. Pewnie nie chciałby kontynuować tej znajomości, woląc szukać miłych doznań gdzieś indziej. Gdziekolwiek indziej, byle nie mieć nawet pośredniego kontaktu z osobą, z którą coś go kiedyś łączyło. I to nie było "dobre coś". Z drugiej strony czy na pewno to byłoby w jego stylu? To byłby pierwszy odruch - ucieczki. Bezwarunkowy, bo instynktowny. Laurent jednak potrafił dociekać, wybaczać, szukać pozytywów. Odnajdywać światło tam, gdzie wydawało się go nie być. Więc... można tak było gdybać. I powstałoby nam bardzo dużo wersji tego samego scenariusza.
- Nie jest to aż takie niemożliwe, ale całego New Forest nie byłbym w stanie zabrać. - Istniały zaklęcia, które pozwalały magicznie zaklinać torby czy inne rzeczy, by mieściły więcej, tak i możliwe było zrobić torbę, w której istoty magiczne mogłyby chwilę posiedzieć. Takie zaklęcia jednak niekoniecznie były stałe, dlatego Laurent by nawet nie ryzykował. Czasami wykorzystywał zaklęcia zmniejszania, żeby przetransportować niektóre stworzenia, bo bez tego byłoby naprawdę problematycznie nawet dla samych stworzeń. Zamykanie w klatkach nie było niczym przyjemnym. - Nie jestem pewny, czy możemy mówić o "posiadaniu". Nie uważam ich za swoją własność. Daję im dom, gdzie mogą swobodnie żyć, nie niepokojone przez kłusowników. Staram się je po prostu rozumieć. - Poznać, nauczyć się ich zwyczajów, dogadać się z nimi.
Jego zdziwienie w reakcji na prezent, w reakcji na słowa, jakie popłynęły z ust Elaine, nie były podyktowane tym, że się dziwił, że rzadko dostawała prezenty, że nie była nimi obsypywana - nie pomyślał nawet w tych kategoriach. Zdziwił się, że to uznała za najlepszy prezent, jaki został ułożony w jej dłoniach. I to nie miało niczego wspólnego z bogactwem czy też nie, bo przecież on nie wydał nawet grosza na to, co zrobił. I chociaż dostawał mnóstwo drogich prezentów to jednym z najpiękniejszych, jakie wylądowały w jego dłoniach, nie były wcale te najbardziej drogie. Były chociażby wieńcem, które teraz tworzyły bajecznie piękną lampkę wiszącą nad jadalnianym stołem czy pudełkiem czekoladek, jakie otrzymał, żeby lepiej poradzić sobie z nabytą traumą. To były te rzeczy, które były wręczane naprawdę z myślą o tobie, nie o tym, żeby zrobić jak największe wrażenie majętnością.
- To dość daleko. Ale może kiedyś zawitacie w magicznej wiosce obok i będzie okazja? W Hogsmeade. - Czy o tej wiosce słyszała? Być może również nie, a może obiło się jej o uszy. Była to wioska zamieszkana tylko przez czarodziei, więc pewnie mogliby tam dać naprawdę niezłe show niczym się nie ograniczając. - To miejsce jest tak wielkie, że ciężko się tam czuć zamkniętym. Poza tym można wychodzić na wielkie ogrody, błonia i nawet spacerować koło Zakazanego Lasu. - Żeby czuć się tam "zamkniętym" trzeba mieć naprawdę bardzo obszerne pojęcie wolności. Na przykład takie, że nie da rady spać ciągle w tym samym łóżku, albo przynajmniej w tym samym miejscu, bo łóżko to samo mogło być. Tylko musiało być ruchome. - Duchy są zazwyczaj przywiązane do miejsca swojej śmierci. Rzadko zdarza się, by któryś z nich chciał je opuścić. - O Hogwarcie chodziły wspaniałe legendy, ale działo się tam też mnóstwo niepokojących rzeczy. - Nie mam pojęcia. Ale... mogę poszukać dla ciebie jakiegoś testu, takiego w naszym zasięgu, który nam podpowie, do jakiego domu byś należała. Co ty na to? - Było w końcu sporo takich wykreślanek do zabawy dla dzieci, wystarczyło tylko przeszukać jakieś gazety. A ponieważ kobieta nie potrafiła czytać był gotów jej z tym pomóc.