03.10.2023, 12:35 ✶
Dolohov był spokojny. W ciszy obserwował ten teatr, jakim były oczy zmieniające się pod wpływem myśli nawiedzających jej zepsuty umysł. Oczywiście, że miał rację, on przecież zawsze miał rację... Wydmuchał kolejne kłęby papierosowego dymu i słuchał tego, co mówiła. Loretta nigdy nie wydawała mu się być normalna, ale słowa, które opuszczały jej usta, nie były czymś, co ją stawiało w pozycji dziwaka, to już było obłąkanie.
Trzeźwość umysłu była dla niego najważniejszą rzeczą na świecie, była podstawą jego egzystencji. Miał poważne powody, aby sądzić, że ona tę trzeźwość utraciła. Dlaczego więc w ogóle ją lubił? Dlaczego dawał się regularnie odwiedzać w „Prawach Czasu” i wysłuchiwał historii, które chciała mu przekazać? Chyba jego też, mimo wszystko, ciągnęło do ciemności, tylko nie w takiej formie jak ją. Nie życzył sobie przecież upadku. Wizja bycia choćby o gram mniejszym niż teraz była najgorszym możliwym horrorem, jaki mógł sobie wyobrazić, ale ciekawość była zbyt ludzka, żeby się mógł jej wyzbyć. Ciekawość przypominała mu nieustannie o tym, że wciąż pozostawał człowiekiem.
- Brzmisz - zaczął wreszcie, po dłuższej przerwie - jakbyś poza tym gabinetem była bardzo samotna.
Jak wiele miała chwil, w których mogła poczuć się prawdziwie sobą? Jak często nie musiała grać...? Patrząc na to, że nawet teraz kiedy mogła zachowywać się tak swobodnie jak tylko się dało, nie bojąc się konsekwencji własnych słów, wciąż próbowała grać - raczej rzadko.
Dolohov nie wiedział jednak, że przepowiednia, jaką jej teraz wygłosił, dotyczył zdarzenia, jakie zajdzie za kilka dni - ogłoszenia się Lorda Voldemorta Czarnym Panem. Czy będąc częścią takiej machiny, czy będąc tak blisko osób zdolnych do wyrządzenia komuś krzywdy w imię urojonych wartości, wciąż będzie potrzebowała starego wróżbity wysłuchującego jej zwierzeń? Vasilij nie wierzył w bzdury, nigdy nie opowiedział się po jego stronie i nie zamierzał, nie przeciwstawił się jednak planom jego rebelii. Wątpił jednak, aby miał zachować tę neutralność do końca konfliktu - bo jak?
Trzeźwość umysłu była dla niego najważniejszą rzeczą na świecie, była podstawą jego egzystencji. Miał poważne powody, aby sądzić, że ona tę trzeźwość utraciła. Dlaczego więc w ogóle ją lubił? Dlaczego dawał się regularnie odwiedzać w „Prawach Czasu” i wysłuchiwał historii, które chciała mu przekazać? Chyba jego też, mimo wszystko, ciągnęło do ciemności, tylko nie w takiej formie jak ją. Nie życzył sobie przecież upadku. Wizja bycia choćby o gram mniejszym niż teraz była najgorszym możliwym horrorem, jaki mógł sobie wyobrazić, ale ciekawość była zbyt ludzka, żeby się mógł jej wyzbyć. Ciekawość przypominała mu nieustannie o tym, że wciąż pozostawał człowiekiem.
- Brzmisz - zaczął wreszcie, po dłuższej przerwie - jakbyś poza tym gabinetem była bardzo samotna.
Jak wiele miała chwil, w których mogła poczuć się prawdziwie sobą? Jak często nie musiała grać...? Patrząc na to, że nawet teraz kiedy mogła zachowywać się tak swobodnie jak tylko się dało, nie bojąc się konsekwencji własnych słów, wciąż próbowała grać - raczej rzadko.
Dolohov nie wiedział jednak, że przepowiednia, jaką jej teraz wygłosił, dotyczył zdarzenia, jakie zajdzie za kilka dni - ogłoszenia się Lorda Voldemorta Czarnym Panem. Czy będąc częścią takiej machiny, czy będąc tak blisko osób zdolnych do wyrządzenia komuś krzywdy w imię urojonych wartości, wciąż będzie potrzebowała starego wróżbity wysłuchującego jej zwierzeń? Vasilij nie wierzył w bzdury, nigdy nie opowiedział się po jego stronie i nie zamierzał, nie przeciwstawił się jednak planom jego rebelii. Wątpił jednak, aby miał zachować tę neutralność do końca konfliktu - bo jak?
Koniec sesji
with all due respect, which is none