Dziewczyna też czasami gdybała o tym jak potoczyłoby się jej życie, gdyby nie została porzucona przez rodziców, co byłoby gdyby mogła pójść do Hogwartu, ile osób by poznała, czego się nauczyła, czy byłaby mądra, potrafiła czytać, czy nadal lubiłaby gotowanie, czy potrafiłaby się tak gimnastykować jak teraz? W jej życiu było wiele niewiadomych, których nie mogła rozwiązać, więc wyrzucała to z głowy zajmując swój umysł innymi rzeczami, gotowała, poświęcała czas zainteresowaniom, szukając co chwilę czegoś nowego, bała się, że jeśli zacznie o tym myśleć, to będzie smutna, to będzie tęsknić za głupotą, której nawet nie pamięta.
Fascynowało ją to, że Laurent tak bardzo kochał zwierzęta, podobało się jej to, że traktował je tak dobrze, że był dla nich wyrozumiały i nie chciał ich posiadać, a być po prostu ich przyjacielem. Zaimponował jej nawet tym, że nie chciał więzić swojego skrzata jak większość czarodziejów. Było to dla niej w jakimś stopniu pociągając, bo sama nie chciała być uwięzionym lisem w klatce, a bała się, że właśnie kiedyś tak skończy, zatraci siebie i nigdy nie będzie mogła czuć wolności. Cieszyła się, że on daje tym zwierzętom zalążek normalnego życia bez kłusowników i ciemiężców na karku.
– To naprawdę miłe i imponujące – odpowiedziała krótko czując, że nie musi wiele mówić. Nawet nie wiedziała za bardzo, co powiedzieć, a odrobinę wstydziła się mówić mu o tym, że jest zachwycona jego podejściem. – I przepraszam za ujęcie tego w ten sposób, ale sama znalazłam kiedyś ranną sówkę. Nazywa się Jagódka, ktoś ją porzucił, bo złamała skrzydło. Pomogłam jej i mieszka ze mną, nie ma nawet klatki, ma swoje miejsce wszędzie, gdzie tylko zapragnie i o dziwo nie uciekła – uśmiechnęła się ciepło myśląc o swojej małej przyjaciółce.
Elaine zwykle kradnie prezenty dla innych, czasami coś sama zrobi i zazwyczaj jest to jedzenie, bo tylko tak potrafi wyrazić miłość i przyjaźń do drugiej osoby, więc jak dostaje prezenty, które nie zostały ukradzione, ani kupione za fortunę to cieszy się z nich przeogromnie. W ten sposób czuje, że to naprawdę jest dla niej.
– Hogsmeade to wioska zamieszkana tylko przez czarodziejów, prawda? – zapytała, bo ta nazwa obiła się jej o uszy jakiś czas temu. – Brzmi fajnie, a czemu ten las jest Zakazany? To ten, w którym żyją centaury? – zapytała. Czy ta dziewczyna kiedykolwiek nie pytała?
Elaine wolała występować, bo czuła się wtedy spełniona, lubiła ćwiczyć ze swoją rodziną do występów, sprawiać im uśmiech, więc nic dziwnego, że w szkole bez codziennego widzenia się z cyrkowcami czułaby się tam zamknięta i ograniczona. Musiałaby robić codziennie coś, czego by nie lubiła, a tak żyć się nie da, prawda?
– Byłoby super! – wykrzyknęła i zaraz zasłoniła swoje usta uświadamiając sobie, że znowu poniosła się emocjom. – Masz ochotę na ciasto? – zapytała sięgając po pojemnik ze słodkościami – Czy może muffinka? A może sałatkę? – rozejrzała się po rzeczach, które tu przyniosła, gdy wybrał usiadła obok niego opierając się o drzewo i wyciągając przed siebie nogi, a tym samym sukienka sięgała jej do połowy ud. Nie przejmowała się tym, bo niby czemu? Spojrzała w niebo nie przestając się uśmiechać. – O! Zobacz – wskazała jedną z chmur – Wygląda jak królik! – dodała przekrzywiając głowę w bok. A może trochę jak penis? – tego nie powiedziała głośno, ale cicho zachichotała pod nosem.