10.11.2022, 02:10 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 10.11.2022, 02:14 przez Julien Fitzpatrick.)
Nie mógł być pewny jak Longbottomowie na niego zareagują. Chodził z Brenną do szkoły, byli nawet w jednym domu, ale to nie zapewniało ich o tym, że mogliby mu ufać, zwłaszcza, że w ostatnich latach, poza utrzymywaniem kontaktu z Heather i Cameronem, skupił się na tym, aby rodzina nie miała powodu, aby się go czepiać - do czasu. Nie chciał sprawiać sobą problemu, narażać rodziców na złość ze strony reszty członków rodu, ale z każdym kolejnym rokiem czuł się jak w klatce. Myślał o wyprowadzce, odcięciu się od więzów krwi, ale miał zbyt dobrą relację z bratem, aby to zrobić. Czasami mu się wydawało, że Fineas był jedyną osobą w życiu, która faktycznie potrafiła go zrozumieć, bo prawdopodobnie też tak było; wychowani przez tych samych ludzi, zmuszani do tych samych poglądów. Wymykali się z domu rodziców w Devonie i spędzali popołudnia, często też wieczory na plaży zachowując się tak, jak młodzi chłopcy mieli w zwyczaju. Przy zachodzie słońca siadali zmęczeni i patrzyli jak jaśniejącą kula znika w tafli morza, a rude klify traciły swój blask, kontrastując z zieloną trawą nową, ciemniejszą barwą czerwieni, wtapiając się w cień nocy.
Słowa kobiety docierały do niego z opóźnieniem. Nie był pewien czy przez zmęczenie, czy po prostu stan oszołomienia w jakim się znajdował. Wciąż nie mógł pogodzić się z odejściem brata i dziewczyny, a przed oczyma przelatywało mu jego własne życie, chwile, jakie z nimi spędził, przede wszystkim te wesołe, pozytywne, które teraz bolały najmocniej, wbijały się w krwawiące serce sztyletami lepszych czasów. Nacisk negatywnych emocji na klatkę piersiową pozbawiał oddechu, więc co chwila musiał go zaczerpnąć, starał się tego nie robić łapczywie, bo czuł, że przy wykonaniu gwałtowniejszego ruchu po prostu się rozpłacze, a tego nie chciał robić zaraz po przekroczeniu progu.
Poniekąd odetchnął z ulgą, gdy Brenna wciągnęła go do środka, cień holu opadł na niego ochronną energią znajdowania się w czterech ścianach. Nie musiał już sprawdzać, czy nie jest śledzony, na chwilę był bezpieczny, przynajmniej tak mu się wydawało. Ciepło domu uświadomiło mu jak zmoknięty i zmarznięty nocą był. Przez ostatnie pare godzin przeniósł się w pare miejsc, aby mieć pewność, że nikt go tutaj nie wyśledzi, przynajmniej nie od razu. Było to ryzykowne, ale wolał podjąć taką akcję niż czuć odpowiedzialność śmierci kolejnych osób na swoich barkach.
Pokiwał przecząco głową na ostatnie pytanie Brenny nie będąc w stanie wydusić z siebie kolejnych słów tak szybko. Oparł się o ścianę z wyraźną ulgą, był przemęczony, wypruty z życia, trzymał się na nogach chyba tylko z powodu upartości i zamartwiania się o innych bardziej niż o siebie - takie uczucia nosi w sobie nosił od najmłodszych lat, to przecież one zaprowadziły go do domu Godryka w wieku 11 lat.
- Nie, nikt mnie nie ściga. - wychrypiał w końcu i uniósł spojrzenie na rozmówczynie. Wiedział, że jest jej winien wyjaśnienia, ale słowa nie chciały opuszczać jego ust, grzęznąc w gardle nieprzyjemną gulą - Przynajmniej taką mam nadzieję. Szedłem tu z miasteczka. Wcześniej przeniosłem się jeszcze w pare miejsc. Nie wiedziałem gdzie miałbym iść, nie chciałem nikogo narażać, przepraszam.- wydusił z siebie robiąc przerwy pomiędzy wyrazami, bo głos mu się coraz bardziej łamał. Zdawał sobie sprawę, że wszystko co mówi brzmi jak irracjonalny bełkot, więc odetchnął pare razy i zacisnął ręce w pięści.
- Mój brat, on próbował mi pomóc, to moja wina, bo. - odchylił głowę i zacisnął powieki, pozwolił łzom płynąć czując ich ciepło na policzkach, prawie się dusząc próbując je powstrzymać - Spotykałem się z Christie, na pewno ją kojarzysz, niska dziewczyna, rudawe włosy, dopiero co zaczęła pracę w BUMie... mojej rodzinie nie odpowiadał fakt, że jej rodzice byli Mugolami oraz wiele innych kwestii no i. I. Fineas stanął w mojej obronie i oni po prostu. Oni ich obydwoje zabili, Brenna. Nie żyją. Obydwoje. - wciąż nie był w stanie ułożyć tego w składną całość, ale wiedział, że musi powiedzieć kobiecie dlaczego zjawił się w takim stanie na jej progu - trudno było wyciągnąć z jego wypowiedzi kto zabił dziewczynę i brata; rodzice? śmierciożercy? jeszcze ktoś inny?
Przetarł twarz dłonią, w zirytowaniu na samego siebie, że nie może wysłowić się jak normalny człowiek. Z każda kolejną minutą czuł jak kojąco na jego ciało działa ciepło domu. Zmęczenie dopadało go za szybko, ale nie chciał iść spać, bał się zasnąć. Nie potrafił tego wyjaśnić, ale bycie na baczności było teraz jego priorytetem.
Spojrzał na Longbottom przepraszająco, czuł się winny za to, że wtargnął w jej życie z tak okropną rzeczą, zwłaszcza z samego rana. Przełknął ślinę.
- Nie wiedziałem co mam zrobić, to moja wina, byłem taki głupi. - dodał, załamany.
Słowa kobiety docierały do niego z opóźnieniem. Nie był pewien czy przez zmęczenie, czy po prostu stan oszołomienia w jakim się znajdował. Wciąż nie mógł pogodzić się z odejściem brata i dziewczyny, a przed oczyma przelatywało mu jego własne życie, chwile, jakie z nimi spędził, przede wszystkim te wesołe, pozytywne, które teraz bolały najmocniej, wbijały się w krwawiące serce sztyletami lepszych czasów. Nacisk negatywnych emocji na klatkę piersiową pozbawiał oddechu, więc co chwila musiał go zaczerpnąć, starał się tego nie robić łapczywie, bo czuł, że przy wykonaniu gwałtowniejszego ruchu po prostu się rozpłacze, a tego nie chciał robić zaraz po przekroczeniu progu.
Poniekąd odetchnął z ulgą, gdy Brenna wciągnęła go do środka, cień holu opadł na niego ochronną energią znajdowania się w czterech ścianach. Nie musiał już sprawdzać, czy nie jest śledzony, na chwilę był bezpieczny, przynajmniej tak mu się wydawało. Ciepło domu uświadomiło mu jak zmoknięty i zmarznięty nocą był. Przez ostatnie pare godzin przeniósł się w pare miejsc, aby mieć pewność, że nikt go tutaj nie wyśledzi, przynajmniej nie od razu. Było to ryzykowne, ale wolał podjąć taką akcję niż czuć odpowiedzialność śmierci kolejnych osób na swoich barkach.
Pokiwał przecząco głową na ostatnie pytanie Brenny nie będąc w stanie wydusić z siebie kolejnych słów tak szybko. Oparł się o ścianę z wyraźną ulgą, był przemęczony, wypruty z życia, trzymał się na nogach chyba tylko z powodu upartości i zamartwiania się o innych bardziej niż o siebie - takie uczucia nosi w sobie nosił od najmłodszych lat, to przecież one zaprowadziły go do domu Godryka w wieku 11 lat.
- Nie, nikt mnie nie ściga. - wychrypiał w końcu i uniósł spojrzenie na rozmówczynie. Wiedział, że jest jej winien wyjaśnienia, ale słowa nie chciały opuszczać jego ust, grzęznąc w gardle nieprzyjemną gulą - Przynajmniej taką mam nadzieję. Szedłem tu z miasteczka. Wcześniej przeniosłem się jeszcze w pare miejsc. Nie wiedziałem gdzie miałbym iść, nie chciałem nikogo narażać, przepraszam.- wydusił z siebie robiąc przerwy pomiędzy wyrazami, bo głos mu się coraz bardziej łamał. Zdawał sobie sprawę, że wszystko co mówi brzmi jak irracjonalny bełkot, więc odetchnął pare razy i zacisnął ręce w pięści.
- Mój brat, on próbował mi pomóc, to moja wina, bo. - odchylił głowę i zacisnął powieki, pozwolił łzom płynąć czując ich ciepło na policzkach, prawie się dusząc próbując je powstrzymać - Spotykałem się z Christie, na pewno ją kojarzysz, niska dziewczyna, rudawe włosy, dopiero co zaczęła pracę w BUMie... mojej rodzinie nie odpowiadał fakt, że jej rodzice byli Mugolami oraz wiele innych kwestii no i. I. Fineas stanął w mojej obronie i oni po prostu. Oni ich obydwoje zabili, Brenna. Nie żyją. Obydwoje. - wciąż nie był w stanie ułożyć tego w składną całość, ale wiedział, że musi powiedzieć kobiecie dlaczego zjawił się w takim stanie na jej progu - trudno było wyciągnąć z jego wypowiedzi kto zabił dziewczynę i brata; rodzice? śmierciożercy? jeszcze ktoś inny?
Przetarł twarz dłonią, w zirytowaniu na samego siebie, że nie może wysłowić się jak normalny człowiek. Z każda kolejną minutą czuł jak kojąco na jego ciało działa ciepło domu. Zmęczenie dopadało go za szybko, ale nie chciał iść spać, bał się zasnąć. Nie potrafił tego wyjaśnić, ale bycie na baczności było teraz jego priorytetem.
Spojrzał na Longbottom przepraszająco, czuł się winny za to, że wtargnął w jej życie z tak okropną rzeczą, zwłaszcza z samego rana. Przełknął ślinę.
- Nie wiedziałem co mam zrobić, to moja wina, byłem taki głupi. - dodał, załamany.
I won't deny I've got in my mind now all the things we'd do
So I'll try to talk refined for fear that you find out how I'm imaginin' you
So I'll try to talk refined for fear that you find out how I'm imaginin' you