Nie sadziła, że będzie się aż tak o niego martwić, gdy spojrzała na jego opuchniętą twarz w jej oczach pojawiły się nawet łzy. Szybko je przetarła i próbowała go ocucić z szoku. Była wściekła na tego mężczyznę, że go tak pobił. Na razie nie zwracała uwagi na zamieszanie, które wywołał mugol tłumacząc, co się działo. Zapewne Mark kłamał, ale Avelina zajęta była Augustusem. W końcu poczuła na swoim ramieniu czyjąś dłoń, spojrzała na konduktora.
– Ten pan musi opuścić pociąg. Mark powiedział nam, że stanął w pani obronie. Jeśli potrzebuje pani pomocy może pani kontynuować podróż i zgłosić sytuacje na policji – Avelina zmarszczyła brwi patrząc z niedowierzaniem na pracowników i na samego Marka, który był w pewnym sensie prowodyrem tej sytuacji. Zaczęła się z nimi kłócić i oskarżać mugola o całą sytuacje, ale oni nie chcieli jej słuchać.
W końcu pociąg się zatrzymał na stacji i opuściła go; wsparła jego ramię na swoich barkach i pomogła usiąść na ławce. Stacja była pusta, znajdowała się w szczerym polu i nie było tu nic widać oprócz łąk. Usiadła obok niego i cicho westchnęła. Czuła się winna całej tej sytuacji, ale jednocześnie była na niego wściekła, że tak się zachował, że wszczął niepotrzebną bójkę. Kilka słów i mogłaby pogonić tego mugola. Jak mógł w ogóle pomyśleć, że bójka sprawi iż będzie widziała w nim coś więcej. Teraz wydawał się być po prostu taki jak inni. Może zawsze się co do niego myliła?
– Czemu… czemu się z nim pobiłeś? – szepnęła cicho patrząc na swoje dłonie.