03.10.2023, 20:31 ✶
Przypominała trochę taka starą, galaretowatą rybę, którą ktoś źle zakonserwował. I te oczy, które przypominały mu węgielki rodem z czeluści piekła, wywołujące nieprzyjemny dreszcz na karku. Nie podobało mu się, że musi zostawić tu przyjaciela oraz Brenne, ale mieli inne priorytety. Laurent wiedział, co trzeba zrobić — a przynajmniej w to Anthony wierzył. Jak go posłuchają, zakończą ten cyrk i uwięzione tu dusze będą mogły zaznać spokoju. Przejebane być tak uwięzionym pomiędzy światami, tkwić w niekończącym się przedstawieniu pod dyktando starej flądry i nieszczęśliwej czarownicy. Marianne było mu trochę żal. Patrzyła na nich pusto, jakby nie wiedziała, kim byli.
Antek był tak pochłonięty Brenną i Atreusem, że nie zwracał uwagi na ducha dzieciaka i tę trzecią dziewczynę, co z nimi leżała. Rzuciła czar, tarcza pękła i korzystając z chwili, ruszyli biegiem w stronę przejścia. Czuł, jak przygryza dolną wargę na tyle mocno, że po ustach rozszedł się metaliczny posmak. Jak on potem im spojrzy w oczy? Obwiniał się też o to, co, powiedział swojemu bratu, ale czasem po prostu nie było wyjścia. Był lepszym czarodziejem bojowym, musiał obronić Prewetta, który wyglądał tak blado, że mógłby w każdej chwili zemdleć. Prawda też była taka, że nie mógłby zostawić go w tyle i by po prostu z nim został, puszczając Laurenta samego, co mogłoby się skończyć katastrofą i zgonem dla wszystkich uczestników tej nieszczęsnej eskapady. Posłała mu krótkie, ale pełne skruchy spojrzeniem, a potem już mocniej zacisnął palce na różdżce. Jego niedoszła teściowa została gdzieś w tyle, a oni znaleźli się na wilgotnych, śmierdzących schodach, które prowadziły do niższych pokładów przeklętego statku. Było tu brudno, wszędzie tkwiły przedmioty, a do rozświetlenia mroku, potrzebne było użycie Lumos. Skrzywił się nieco na smród, raz jeszcze obejrzał się przez ramię, jakby łudził się, że zobaczy za nimi Longbottom i swojego przyjaciela.
- Ja pierdole. - westchnął, przecierając oczy i wyprostował się, instynktownie stając obok Stanleya i trochę chowając za sobą słyszącego, który machał nieudolnie różdżką. Nie mogli trafić do czegoś przyjemniejszego, mniej śmierdzącego? Zmierzył trupa spojrzeniem i już chciał coś zrobić, kiedy starszy Borgin wyczarował metalowe drzwi. Zagwizdał z uznaniem, wciąż jednak gotowy do obrony lub ewentualnej reakcji, nie spuszczał wzroku ze stworzonego przedmiotu. - Zacnie Stasiu. - pochwalił go, a potem przeniósł wzrok na Prewetta, odwracając się trochę w jego kierunku. - Słyszysz coś? To gdzieś tutaj, czy jeszcze niżej trzeba zejść? Co mamy robić? - zapytał go z nadzieją w głosie, że ma dla nich jakiekolwiek wskazówki. Nie chciał zostawiać nieprzytomnych, względnie ważnych dla niego ludzi przed obliczem flądry dłużej, niż to było konieczne. Rozejrzał się dookoła. - Może w którejś kajucie? Chociaż możemy natknąć się na więcej takich nieprzyjemności.. - tutaj wyprostował głowę, podbródkiem wskazując na to, co było za drzwiami. Dla pewności wykonał odpowiedni ruch nadgarstkiem, a potem rzucił niewerbalne zaklęcie, które miało wyczarować im tarcze, gdyby ich potencjalny przeciwnik zdecydował się zniszczyć metalową blokadę. Nigdy nie wiadomo, do czego były zdolne żywe trupy, z którymi na statku mieli do czynienia. Gdy skończył, spojrzał najpierw na Stanleya, a potem na Laurenta, jakby czekał na decyzję tego pierwszego. Przecież tylko on słyszał te głosy i wiedział, gdzie szukać klucza do zakończenia tej szopki.
dwie próby na tarcze
Antek był tak pochłonięty Brenną i Atreusem, że nie zwracał uwagi na ducha dzieciaka i tę trzecią dziewczynę, co z nimi leżała. Rzuciła czar, tarcza pękła i korzystając z chwili, ruszyli biegiem w stronę przejścia. Czuł, jak przygryza dolną wargę na tyle mocno, że po ustach rozszedł się metaliczny posmak. Jak on potem im spojrzy w oczy? Obwiniał się też o to, co, powiedział swojemu bratu, ale czasem po prostu nie było wyjścia. Był lepszym czarodziejem bojowym, musiał obronić Prewetta, który wyglądał tak blado, że mógłby w każdej chwili zemdleć. Prawda też była taka, że nie mógłby zostawić go w tyle i by po prostu z nim został, puszczając Laurenta samego, co mogłoby się skończyć katastrofą i zgonem dla wszystkich uczestników tej nieszczęsnej eskapady. Posłała mu krótkie, ale pełne skruchy spojrzeniem, a potem już mocniej zacisnął palce na różdżce. Jego niedoszła teściowa została gdzieś w tyle, a oni znaleźli się na wilgotnych, śmierdzących schodach, które prowadziły do niższych pokładów przeklętego statku. Było tu brudno, wszędzie tkwiły przedmioty, a do rozświetlenia mroku, potrzebne było użycie Lumos. Skrzywił się nieco na smród, raz jeszcze obejrzał się przez ramię, jakby łudził się, że zobaczy za nimi Longbottom i swojego przyjaciela.
- Ja pierdole. - westchnął, przecierając oczy i wyprostował się, instynktownie stając obok Stanleya i trochę chowając za sobą słyszącego, który machał nieudolnie różdżką. Nie mogli trafić do czegoś przyjemniejszego, mniej śmierdzącego? Zmierzył trupa spojrzeniem i już chciał coś zrobić, kiedy starszy Borgin wyczarował metalowe drzwi. Zagwizdał z uznaniem, wciąż jednak gotowy do obrony lub ewentualnej reakcji, nie spuszczał wzroku ze stworzonego przedmiotu. - Zacnie Stasiu. - pochwalił go, a potem przeniósł wzrok na Prewetta, odwracając się trochę w jego kierunku. - Słyszysz coś? To gdzieś tutaj, czy jeszcze niżej trzeba zejść? Co mamy robić? - zapytał go z nadzieją w głosie, że ma dla nich jakiekolwiek wskazówki. Nie chciał zostawiać nieprzytomnych, względnie ważnych dla niego ludzi przed obliczem flądry dłużej, niż to było konieczne. Rozejrzał się dookoła. - Może w którejś kajucie? Chociaż możemy natknąć się na więcej takich nieprzyjemności.. - tutaj wyprostował głowę, podbródkiem wskazując na to, co było za drzwiami. Dla pewności wykonał odpowiedni ruch nadgarstkiem, a potem rzucił niewerbalne zaklęcie, które miało wyczarować im tarcze, gdyby ich potencjalny przeciwnik zdecydował się zniszczyć metalową blokadę. Nigdy nie wiadomo, do czego były zdolne żywe trupy, z którymi na statku mieli do czynienia. Gdy skończył, spojrzał najpierw na Stanleya, a potem na Laurenta, jakby czekał na decyzję tego pierwszego. Przecież tylko on słyszał te głosy i wiedział, gdzie szukać klucza do zakończenia tej szopki.
dwie próby na tarcze
Rzut N 1d100 - 16
Akcja nieudana
Akcja nieudana
Rzut N 1d100 - 63
Sukces!
Sukces!