– Tak, albo kiedy Jowisz będzie dominujący, Saturn w kwadraturze a sekstyl Merkurego w opozycji – wcale sobie tutaj nie żartowała, chociaż… Znając Ginevrę i jej dystans do świata wróżb i tego, jak pseudo wróżki układają horoskopy… tym razem mówiła pół serio, bo faktycznie miała na myśli astronomię i układ gwiazd i planet w stosunku do siebie, a nie szarlatanów, którzy wykorzystywali losowe sformuowania, których ludzie nie interesujący się tematem nie łapali.
Nie musiała wiedzieć, że Leta jakoś oddziaływała z jednym z filarów, by mieć pewność, że to nie są tylko kamyki ustawione na polu, żeby wyznaczały granice działki i gdzie można zaorać, a gdzie cię sąsiad pogoni z motyką. To, co zobaczyła we własnej głowie, co wyszeptał jej tajemniczy głos prosto do ucha, było dla niej wystarczająco przekonujące by uwierzyć, że te filary niosą (albo przynajmniej kiedyś niosły) ze sobą wielką moc. Mogły już jednak przestać działać, minęły przecież setki lat, mogły się zwyczajnie wyczerpać… Chociaż istniała też szansa, że zostały ułożone w takich miejscach, by ciągle miały kontakt z magią. Istniało wiele teorii, które przebiegały przez umysł Ginny.
– Ciekawi mnie czy są z litego kamienia, czy może pod tą śliczną zieloną kołderką kryją się jakieś kolorowe kamyczki – może był nabity minerałami, albo inkrustowany jakimś metalem? Może to miało jakieś znaczenie? – Hehe, może jednak opozycja Merkurego nie jest wcale taką odległą teorią – powiedziała niby to do siebie, na uwagę Cathala, że Augustus Nie-Słucham-Cassandry Blacwood fascynował się astronomią. Ale z drugiej strony według tego co widziała – filary były tutaj jeszcze wcześniej i to nie Augustus je tutaj postawił.
Zajęła miejsce, które jeszcze przed chwilą grzał Shafiq. Sama dotknęła kamienia, przejechała po nim dłonią, delikatnie odgarniając niektóre listki i gałązki. Był w dotyku dokładnie taki jak się spodziewała, że będzie: chłodny, chropowaty, szorstki wręcz. Zabrała dłoń, wytrzepała ją o drugę i wtedy kątem oka dostrzegła malutki symbol z boku kamienia – nie kojarzący się zbytnio z runami. Nachyliła się nad kamieniem i raz jeszcze przejechała palcem po symbolu.
– Tu chyba coś jest… To chyba nie jest część run? – zapytała, wskazując palcem miejsce ze słońcem i księżycem.