03.10.2023, 21:45 ✶
Dostawałem raz za razem, że straciłem rachubę. Nie potrafiłem w sobie znaleźć tego czegoś, tej iskry, tego chwytu, który pomógłby mi się obronić w zaistniałej sytuacji. Jedynie próbowałem jakoś osłonić twarz przed tymi ciosami, ale zdawałem się być słaby, słabszy z każdym kolejnym uderzeniem. Może to jednak ja byłem robakiem? Tak łatwo poszło mu zamroczenie mnie, wybicie z rytmu, że teraz krwawiłem zdecydowanie bardziej niż on. I z pewnością wyglądałem również gorzej.
Nic do mnie nie docierało, głowa bolała. Przed oczami miałem mrok. Nie rozumiałem, co się dzieje, dlaczego wychodzimy. Czemu czułem podmuchy wiatru na obrzmiałych policzkach? Mało co się nie potknąłem, ale chyba Avelina mnie trzymała. I dobrze. Albo i nie. Było mi głupio, że przegrałem tę bójkę. Poniżej męskiej godności.
Zasłoniłem twarz dłonią, bo musiałem wyglądać paskudnie. Ręce mi się trzęsły. Wściekłość nadal płynęła w mojej krwi, ale teraz zmieszana ze wstydem i dezorientacją. Powinienem triumfować, a dałem się podpuścić, podejść i tak teraz tu siedziałem, na jakimś wypizdowie, pobity i ogołocony z rodowej dumy.
- Teraz to już nie ma sensu. Przegrałem - odpowiedziałem jej krótko, nawet na nią nie patrząc. Nie sądziłem, że może być jeszcze gorzej, ale najwyraźniej mogło. Każde nasze kolejne spotkanie, miałem wrażenie, schodziło na jeszcze wyższy poziom mojej kompromitacji. To, co się wydarzyło w pociągu, już w ogóle wychodziło poza jakąkolwiek skalę.
Przegrałem. Nie tylko bójkę. Przegrałem honor, dumę i dobre imię Aveliny. Chciałem o nią zawalczyć, ale nie sprostałem wyzwaniu. Na dodatek musiałem wyglądać paskudnie. Nie zamierzałem pokazywać się w ten sposób przed Aveliną. Sam nie wiedziałem, co zrobię by to osiągnąć, ale byłem idiotą i teraz musiałem się rozpłynąć w powietrzu najlepiej. Jak jakaś morska piana.
- Jak to się stało, że ten chuj pojechał dalej? - zapytałem przez zaciśnięte zęby. Już nie patrzyłem na słownictwo, było mi wszystko jedno. I kurde, bolało, kiedy mówiłem. Nie musiałem poruszać mięśniami twarzy by wyczuć narastającą opuchliznę. Jeszcze tego mi brakowało bym wyglądał jak najbrzydsze stworzenie świata.
- Jesteś cała? - zapytałem przyciszonym głosem, niepewny, bo jeszcze tego by mi brakowało by Avelina na tym ucierpiała. Bałem się na nią spojrzeć. Nie tylko ze względu na siebie, ale też obawiałem się, co ujrzę na jej twarzy. Zawód? Pogardę? Niechęć?
Pomacałem delikatnie twarz palcami, ale to wcale mi nie pomagało. Jedynie dodawało bólu i poczucia beznadziejności, więc siedziałem tak na tej ławce, pochylony do przodu, z twarzą przysłoniętą dłonią.
Nic do mnie nie docierało, głowa bolała. Przed oczami miałem mrok. Nie rozumiałem, co się dzieje, dlaczego wychodzimy. Czemu czułem podmuchy wiatru na obrzmiałych policzkach? Mało co się nie potknąłem, ale chyba Avelina mnie trzymała. I dobrze. Albo i nie. Było mi głupio, że przegrałem tę bójkę. Poniżej męskiej godności.
Zasłoniłem twarz dłonią, bo musiałem wyglądać paskudnie. Ręce mi się trzęsły. Wściekłość nadal płynęła w mojej krwi, ale teraz zmieszana ze wstydem i dezorientacją. Powinienem triumfować, a dałem się podpuścić, podejść i tak teraz tu siedziałem, na jakimś wypizdowie, pobity i ogołocony z rodowej dumy.
- Teraz to już nie ma sensu. Przegrałem - odpowiedziałem jej krótko, nawet na nią nie patrząc. Nie sądziłem, że może być jeszcze gorzej, ale najwyraźniej mogło. Każde nasze kolejne spotkanie, miałem wrażenie, schodziło na jeszcze wyższy poziom mojej kompromitacji. To, co się wydarzyło w pociągu, już w ogóle wychodziło poza jakąkolwiek skalę.
Przegrałem. Nie tylko bójkę. Przegrałem honor, dumę i dobre imię Aveliny. Chciałem o nią zawalczyć, ale nie sprostałem wyzwaniu. Na dodatek musiałem wyglądać paskudnie. Nie zamierzałem pokazywać się w ten sposób przed Aveliną. Sam nie wiedziałem, co zrobię by to osiągnąć, ale byłem idiotą i teraz musiałem się rozpłynąć w powietrzu najlepiej. Jak jakaś morska piana.
- Jak to się stało, że ten chuj pojechał dalej? - zapytałem przez zaciśnięte zęby. Już nie patrzyłem na słownictwo, było mi wszystko jedno. I kurde, bolało, kiedy mówiłem. Nie musiałem poruszać mięśniami twarzy by wyczuć narastającą opuchliznę. Jeszcze tego mi brakowało bym wyglądał jak najbrzydsze stworzenie świata.
- Jesteś cała? - zapytałem przyciszonym głosem, niepewny, bo jeszcze tego by mi brakowało by Avelina na tym ucierpiała. Bałem się na nią spojrzeć. Nie tylko ze względu na siebie, ale też obawiałem się, co ujrzę na jej twarzy. Zawód? Pogardę? Niechęć?
Pomacałem delikatnie twarz palcami, ale to wcale mi nie pomagało. Jedynie dodawało bólu i poczucia beznadziejności, więc siedziałem tak na tej ławce, pochylony do przodu, z twarzą przysłoniętą dłonią.