08.10.2023, 10:45 ✶
Vespera również to widziała.
Była to jedyna pokrzepiająca myśl w całej tej sytuacji; oznaczała bowiem, że Perseus nie popadł w delirium, jak początkowo sądził. Objął ją mocno i wsunął palce w jej włosy, a następnie złożył pocałunek na jej czole. Czuł, jak drży - jemu też było zimno, choć uczucie chłodu pochodziło od zewnątrz, jakby cienka warstwa szronu zbierała się pod skórą - więc po chwili wypuścił ją ze swych ramion, tylko po to, by zdjąć swoją marynarkę i zarzucić ją na drobne ramiona czarownicy.
— Chyba duch — potwierdził skinieniem głowy, rzucając ostatnie spojrzenie w stronę groteskowo wygiętych konarów drzew, pośród których zniknęła postać. — Lepiej wracajmy do środka — zaproponował, choć ton jego głosu wskazywał, że nie będzie tolerował odmowy.
W drodze powrotnej milczał, zaciskając palce na różdżce, aż jego knykcie zrobiły się jeszcze bielsze. Zjawa? Dlaczego akurat w Lecznicy? Dlaczego akurat teraz? Czy któryś z pacjentów stracił głowę? Zdarzyło się, że któryś od czasu do czasu uciekał - Lecznica to wszak nie Azkaban, a czarodzieje i czarownice wracali tu po rekonwalescencje, a nie by być traktowani jak więźniowie - a po jakimś czasie znajdowano ich ciała (odkąd Perseus zjawił się w Dolinie by zrobić specjalizację z magipsychiatrii, zdarzyło się to zaledwie dwa razy w ciągu blisko dekady), lecz ich śmierci były mniej tajemnicze - utopienie w bagnach i upadek z omszałych schodów. O dekapitacji nie słyszał.
— Jeśli to był duch, to może związany jest z którymś z nowych pacjentów. Lub rzeczą, którą ten pacjent miał przy sobie — powiedział bardziej do siebie, niż do Vespery. Wrócili do głównego budynku, gdzie od razu zwrócił się do jednego z sanitariuszy, by informował krążący między oddziałami personel, aby nie kręcił się w pobliżu zachodniej części kompleksu, ponieważ zdawało mu się, że widział tam polujące sowy. A jak powszechnie wiadomo, czarodzieje żywili ogromny respekt względem tych stworzeń.
— Nie mogłem powiedzieć prawdy, bo Lecznica podzieliłaby się na dwa obozy - bohaterów, którzy poszliby sprawdzić, czy rzeczywiście mamy bezgłowego ducha oraz panikarzy, którzy zamknęliby się w socjalnym do rana. Potrzebujemy jak najwięcej rąk do pracy — wyjaśnił jej szeptem, prowadząc ją do swojego gabinetu. Zamknął za nimi drzwi na klucz (gdyby ta wścibska pielęgniarka postanowiła wejść bez pukania), a potem podszedł do Vespery i pocałował ją; powoli i ostrożnie, z każdą kolejną sekundą nabierając coraz więcej śmiałości. Wreszcie odsunął się od kobiety z palącym uczuciem niedosytu.
— Bałem się o ciebie — wyznał, jakby przepraszająco, choć wcale nie czuł się winny — Napijesz się herbaty?
Była to jedyna pokrzepiająca myśl w całej tej sytuacji; oznaczała bowiem, że Perseus nie popadł w delirium, jak początkowo sądził. Objął ją mocno i wsunął palce w jej włosy, a następnie złożył pocałunek na jej czole. Czuł, jak drży - jemu też było zimno, choć uczucie chłodu pochodziło od zewnątrz, jakby cienka warstwa szronu zbierała się pod skórą - więc po chwili wypuścił ją ze swych ramion, tylko po to, by zdjąć swoją marynarkę i zarzucić ją na drobne ramiona czarownicy.
— Chyba duch — potwierdził skinieniem głowy, rzucając ostatnie spojrzenie w stronę groteskowo wygiętych konarów drzew, pośród których zniknęła postać. — Lepiej wracajmy do środka — zaproponował, choć ton jego głosu wskazywał, że nie będzie tolerował odmowy.
W drodze powrotnej milczał, zaciskając palce na różdżce, aż jego knykcie zrobiły się jeszcze bielsze. Zjawa? Dlaczego akurat w Lecznicy? Dlaczego akurat teraz? Czy któryś z pacjentów stracił głowę? Zdarzyło się, że któryś od czasu do czasu uciekał - Lecznica to wszak nie Azkaban, a czarodzieje i czarownice wracali tu po rekonwalescencje, a nie by być traktowani jak więźniowie - a po jakimś czasie znajdowano ich ciała (odkąd Perseus zjawił się w Dolinie by zrobić specjalizację z magipsychiatrii, zdarzyło się to zaledwie dwa razy w ciągu blisko dekady), lecz ich śmierci były mniej tajemnicze - utopienie w bagnach i upadek z omszałych schodów. O dekapitacji nie słyszał.
— Jeśli to był duch, to może związany jest z którymś z nowych pacjentów. Lub rzeczą, którą ten pacjent miał przy sobie — powiedział bardziej do siebie, niż do Vespery. Wrócili do głównego budynku, gdzie od razu zwrócił się do jednego z sanitariuszy, by informował krążący między oddziałami personel, aby nie kręcił się w pobliżu zachodniej części kompleksu, ponieważ zdawało mu się, że widział tam polujące sowy. A jak powszechnie wiadomo, czarodzieje żywili ogromny respekt względem tych stworzeń.
— Nie mogłem powiedzieć prawdy, bo Lecznica podzieliłaby się na dwa obozy - bohaterów, którzy poszliby sprawdzić, czy rzeczywiście mamy bezgłowego ducha oraz panikarzy, którzy zamknęliby się w socjalnym do rana. Potrzebujemy jak najwięcej rąk do pracy — wyjaśnił jej szeptem, prowadząc ją do swojego gabinetu. Zamknął za nimi drzwi na klucz (gdyby ta wścibska pielęgniarka postanowiła wejść bez pukania), a potem podszedł do Vespery i pocałował ją; powoli i ostrożnie, z każdą kolejną sekundą nabierając coraz więcej śmiałości. Wreszcie odsunął się od kobiety z palącym uczuciem niedosytu.
— Bałem się o ciebie — wyznał, jakby przepraszająco, choć wcale nie czuł się winny — Napijesz się herbaty?
![[Obrazek: 2eLtgy5.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=2eLtgy5.png)
if i can't find peace, give me a bitter glory