- Powiedziałam, że mnie to ciekawi, nie że umieram z ciekawości i że jest to wiedza kluczowa i niezbędna – Cathal brzmiał jakby się nadąsał o to, że razem z Nell przypominały mu coś, co wiedział. Że się martwiły o to, że ludzka natura jest jaka jest i czasami nawet kiedy nie ma się takiej intencji i zamiarów, sprowadza się na swoją głowę tragedię. W oczach Ginevry różnica między zainteresowaniem, a niezdrową ciekawością, choć słownie bardzo podobne, była ogromna i wolała tę kwestie wyjaśnić teraz, niż pozwolić na dalsze czepianie się słówek. Może nawet pociągnęłaby te przekomarzankę dalej, ale kiedy Shafiq któryś już raz się w temacie wyzłośliwiał i wyglądał na takiego niezadowolonego, to wolała to uciąć i nie bawić się dalej, jak to miała w swoim zaczepnym charakterze.
- Może. Mógł mieć fioła na punkcie tych kamieni – mruknęła patrząc teraz w górę na końcówkę filara. - Astronomia, numerologia i rymowane wierszyki, bo jak się nie rymowało, to nie było prawdziwą przepowiednią, wiadomo. Trzy koniki starożytnych – i ofiary z dzieci i dziewic, ale tego już nie powiedziała. Pokiwała za to głową, przyjmując wiadomość, że to tylko rysunek.
- Może reszta posłuchała Cassandry i spróbowała się wynieść z wioski? – zasugerowała choć sama w to do końca nie wierzyła. To się jednak dopiero okaże. - Hmm losowe rysunki słońca i księżyca? Nazwij mnie przewrażliwioną, ale pewnie nie są dziełem znudzonego wandala – na jeden można było jeszcze machnąć ręką, ale trzy? Biorąc pod uwagę że trójka była pierwsza idealna cyfrą, składającą się z początku, środka i zakończenia… ale nie te symbole były na każdym z siedmiu filarów? Nie wątpiła, że Cathal to zbada.
- Kiedy kwitną te całe wrzosy? – zapytała, nim jeszcze odsunęła się od filara. Po chwili jednak sama zrobiła dwa kroki w tył, by samej się odwrócić i pójść za Nell. Wcale nie liczyła na to, że coś się z nim stanie dzisiaj. Chciała wiedzieć, czy to to miejsce pokazywała jej Cassandra.