Los Elaine był okrutny. Niesprawiedliwy. Nie było niczego pocieszające i pokrzepiającego w wizji życia, które zakończy się w lisiej skórze. I ta lisia skóra, kiedy serce ciągle będzie biło i bolało, gdy te złote ślepia będą spoglądały na świat (a może będą nadal koloru ocząt Elaine?) miała zostać wciśnięta na wystawę w zoo, albo do klatki. Tak to miało wyglądać? Podziwiana przez dziesiątki mugoli i czarodziei, atrakcja, którą można było przerzucać z miejsca na miejsce jak bagaż? Pomógłby jej. Gdyby tylko wiedział, gdyby tylko miał możliwości - pomógłby jej. Zająłby się nią, zapewnił życie, w którym nie byłaby zamknięta i nie byłaby przez nikogo niepokojona. W New Forest było przecież dużo miejsca. A Laurent byłby gotów wykupić kolejne posesje wokół, żeby nie narażać kobiety na los, jakiego się obawiała. Nigdy nie miał bezpośrednio do czynienia z tą klątwą. Albo miał, tak jak z Elaine, z jej przedstawicielami, ale nie miał okazji zagłębić się w temat, porozmawiać z przedstawicielem tej genetyki o samym problemie. To naprawdę było zbyt okrutne. Zbyt niesprawiedliwe.
- Każde stworzenie na tym świecie, Elaine, ma swoją wrażliwość i cel istnienia. - Wyciągnął dłoń do jej dłoni, by delikatnie ją ująć i unieść ku drzewom, rozkładając jej palce. Tak, że mogli teraz spoglądać na las przez pryzmat jej dłoni. Przez pryzmat tego, czy palce zegnie, rozłoży, czy może złoży, układając dłoń w niemy znak "stop". - Jeśli tylko jesteś odpowiednio czuła na tę wrażliwość odpowiedzą z wdzięcznością. Nic nie ginie w przyrodzie. Twoja dobroć nie rozpłynęła się w powietrzu. Ona to powietrze stworzyła, by sowa znów mogła latać. I ta sowa nigdy nie zapomni, że to dzięki tobie mogła dalej wypełniać swój cel, szybując ponad lasami. - Zgiął jej palce tak, jakby chciał pokazać, że może ten las chwycić, złapać w swoją garść... ale tak delikatnie, że nie jest to branie go w swoje posiadanie. Jedynie stanie się jego częścią, ponieważ jeśli tylko pokazywała sobą coś więcej niż ludzka chciwość nie było rzeczy niemożliwych. Choć Elaine była tutaj ograniczona klątwą, która sprawiała, że magiczne stworzenia były bardziej nieufne. Nie oznaczało to, że wszystkie od razu uciekały w popłochu.
- Zgadza się. - Odsunął się troszkę i puścił jej rękę, żeby oddać jej przestrzeń. To była odpowiedź zarówno na pytanie o wioskę jak i centaury. - Zakazany Las jest miejscem, gdzie żyją różne fantastyczne stworzenia. Większość z nich jest bardzo niebezpieczna i żyje dziko w tamtych terenach. Dodatkowo jest to dom wspomnianych centaurów. Nikt nie lubi, kiedy nieproszony gość wchodzi mu do domu, prawda? - Szczególnie taki obcy. Oczywiście można było mieć różne pojęcia gościnności, ale nawet jak ktoś się pojawiał, pukał i chciał porozmawiać była różnica, a kiedy ktoś się pojawiał i zaczynał deptać twoją ziemię. Czarodzieje byli w końcu różni. Głównie jednak chodziło o to, że różne licha kręciły się po tym lesie. Nie to, żeby New Forest było miejscem bezpiecznym. Przynajmniej w swoich głębinach. Zdecydowanie było jednak pod większą kontrolą niż dziki Zakazany Las.
Zaśmiał się cicho na wybuch jej radości - przypominała małe słoneczko, które wybuchnęło swoim ciepłem tuż przed jego oczami. Słodkie, ciepłe, nie dało się nie opalać w jego blasku i chłonąć go jak leku. Tak - leku. Elaine ze swoją słodyczą i beztroską była jak chłodny plaster na opuchliznę albo oparzenia.
- Może nie na wszystko na raz, pewnie smakowałoby dziwnie. - Nalał im herbaty do filiżanek i sam nałożył sobie przygotowanej przez nią sałatki, by zaraz powieść spojrzeniem za jej dłonią i uśmiechnąć się tak... egnimatycznie. A troszkę psotnie. - ... albo coś innego... - Odparł na jej porównanie do królika. Tak, zdecydowanie bliżej temu było do przyrodzenia męskiego niż króliczka. Ale przecież damie nie wypadało powiedzieć inaczej. Dżentelmenowi również. - Wiesz, że ponoć z chmur również można wróżyć? - Laurent nie znał się na wróżebnictwie, natomiast słyszał, że ponoć skojarzenia związane z chmurami mają... och. Może lepiej jednak nie kontynuować tego tematu przy tym, jak jedna z chmurek im się skojarzyła. - Zobacz. - Wskazał następną z chmur. - Ta wygląda jak para tancerzy. Pochylona dama w długiej sukni i trzymający ją partner. - Rozrysował swoje wyobrażenie na temat tego.