Zlustrowała go wzrokiem od góry do dołu, ale nie po to, żeby skomentować że się źle albo właśnie odpowiednio ubrał. Nie miało być żadnego komentarza o niesfornych kruczoczarnych włosach, których nie zadał sobie trudu ułożyć – rzadko kiedy ułożone były i zdążyła już do tego przywyknąć, wręcz uważała, że taki jego urok. Tak jak nie przeszkadzały jej liczne pierścionki czy kolczyki – które pewnie wkurzyłyby niejedną babcię, gotową utyskiwać, że mężczyzna nie powinien się tak nosić i ubierać, i inne tego typu. Braku krawata nawet nie zauważyła. Zanotowała za to zachrypnięty głos, jakby w ogóle się jeszcze dzisiaj nie odzywał. Albo jakby nie odzywał się też wczoraj… i przedwczoraj. Uśmiechnęła się i ruszyła obok niego przez Pokątną. Bo przecież nie będą tutaj stać, chyba nie taki był plan?
Nie próbowała przerwać tej ciszy przynajmniej nie w tej chwili, pozwalając Saurielowi przez chwilę pomilczeć i po prostu… nacieszyć się towarzystwem? O ile w ogóle się cieszył. Bo Victoria – tak, cieszyła się, ze go widzi. Że ma ku temu jeszcze okazję. Że nie ponowił próby odejścia stąd raz i na zawsze.
– Hmm? Dziękuję – przerwał ciszę i jednocześnie zaskoczył Victorie, bo to była chyba ostatnia rzecz jaką spodziewała się usłyszeć. Aż spojrzała po sobie, po ciemnej sukieneczce, po pantofelkach na szpilce… Uśmiechnęła się delikatnie. – Ty też dobrze wyglądasz – dodała, bo uważała, że Saurielowi cholernie dobrze w koszulach, lepiej nawet niż w skórach i przetartych spodniach.
To milczenie jakie między nimi zapadło, bo Sauriel nie rzucał żadnych chamskich tekstów ani innych świńskich żartów, nie było z rodzaju tych niezręcznych – jak ostatnio gdy siedzieli w ogródku Rookwoodów, panowała cisza, a ona płakała. I wcale jej nie dziwiło, że Sauriel milczał, że nie zagadywał. Victoria sama nie należała do tych przesadnie gadatliwych, zwłaszcza w obcym towarzystwie raczej milczała i słuchała. Ale Sauriel nie był obcy. I po chwili się odezwała; nie po to by zabić ciszę, ale żeby wlać pomiędzy nich tę odrobinę normalności. Zaczęła mu więc opowiadać jak spędziła dzisiaj dzień, co niedawno napisała jej Cynthia i że dzisiaj w biurze była świadkiem tego, jak pewna starsza kobieta przyszła złożyć zawiadomienie o tym, że pies sąsiadów nagminnie sra jej do doniczek i że ten pies to tak naprawdę animag.
- Wyobraź sobie minę osoby, która to zgłoszenie przyjmowała – rzecz jasna nie robili tego autorzy, a brygadziści, ale Victoria po prostu była coś załatwić i akurat natknęła się na tę scenę. Wyobraźnia pogalopowała sama i teraz trudno było to wyrzucić z głowy. Więęęc… musiała się tym podzielić z milczącym Saurielem.