Nie wszystko dało się przekazać z wyczuciem. Niektóre tematy powinny być poruszane w prosty sposób, konkretnie. Ten chyba był jednym z nich. Avery czekała, aż wreszcie wykrztusi z siebie powód wizyty. Szczególnie, że nie pasował jej ten mundur. Musiał wyjść z ministerstwa w trakcie pracy, co mogło być takie pilne, żeby zjawił się tutaj właśnie teraz? Wolała nie dopisywać sobie żadnych historii, gdyż wiedziała, że ma tendencje do niepotrzebnego panikowania. Z trudem jej przychodziło nie snucie domysłów, na szczęście za chwilę miała uzyskać odpowiedź.
Cóż, w takim wypadku nadal musiała pić sama. Ciężki to był obowiązek, jednak nie zamierzała z tego rezygnować. Po raz kolejny zanurzyła usta w kieliszku i upiła niewielki łyk. Nie miała innego wyjścia, zresztą lubiła patrzeć na Stanleya nie od dzisiaj, także nie miał wyjścia, tylko musiał do tego przywyknąć.
Nie trwało do długo, kiedy mężczyzna zaczął mówić. Słuchała tego, co miał do powiedzenia bardzo uważnie. Nie miała zbyt wesołej miny, można wręcz uznać, że bardzo spoważniała. Widać było, że przejęła się tym, co mówił. Wrócił strach, w końcu skąd mogła wiedzieć, że znowu nie nawiedzi jej we śnie. Zauważyła dłoń Stanleya i dotknęła go swoją ręką. Z każdym zdaniem, które wypowiadał ściskała ją mocniej. Można było zauważyć, że zaczyna panikować. Jednak było ich dwóch? Czy to oznaczało, że faktycznie będzie musiał ją nawiedzić we śnie i ten drugi, czy to nie działało do końca tak? Czy mogła spać bezpiecznie, powinna się bać, że znowu ktoś ją zaatakuje? Miała chęć zadać bardzo wiele pytań, czuła jednak, że nie uzyska na nie odpowiedzi. Robiła się coraz bledsza, bo trochę przytłoczyła ją ta informacja.
- Co jeśli on wróci? - Od tego chciała zacząć. Faktycznie wystraszyła się mocno. - Co jeśli tym razem mnie zabije? - Wolałaby nie umrzeć w ten sposób, może jej życie nie należało ostatnio do szczególnie fascynujących, jednak nie chciała zostać zabita.
- Nie wiecie, czy mogą się powtórzyć... - Powtórzyła słowa Stanleya. Czyli właściwie nic nie było jasne. - i co teraz? - Bo ona nie miała pomysłu, nie wiedziała, co powinna robić. - Nie powinnam spać? - Zdawała wiele pytań, wiedziała, że Borgin może mieć problem z daniem jej na nie odpowiedzi, ale nie potrafiła w tym momencie zareagować inaczej.
- Ja tu jestem zazwyczaj sama. Co jeśli ktoś tu wejdzie. - Jeszcze mocniej uścisnęła jego dłoń, nie panowała nad tym zupełnie. Najprawdopodobniej dosyć boleśnie odczuł jej paznokcie na spodzie dłoni, oczywiście nie zrobiła tego celowo. - Dziękuję, że mi o tym powiedziałeś. - Tylko, czy faktycznie tak było? Może lepiej było żyć w błogiej nieświadomości, przynajmniej mogłaby spać spokojnie, chociaż z drugiej strony na samą myśl, że ktoś mógłby ją obserwować kiedy spała robiło jej się niedobrze. - Czy jest jakiś schemat ich działań, cokolwiek? - Próbowała ewentualnie się zabezpieczyć na przyszłość, chociaż nie sądziła, że będzie w stanie poradzić sobie z tym sama. W tym przypadku nie miała do Stanleya żadnych pretensji, że zainteresował się sprawą i się o nią martwił. Trochę nawet jej to było na rękę.