Przeniósł spojrzenie na Geraldine kiedy ta wspomniała o jego matce. Mimo, że od tego feralnego wydarzenia minęły prawie dwa lata, nadal była to jakaś rana - może nie tak otwarta jak wtedy ale nadal coś się tliło. Nic jednak nie skomentował, a jedynie jego oko zadrżało, nie wiedząc w sumie dlaczego. Prawdę mówiąc, pomimo upływu czasu, był to temat tabu o którym prawie nikt nic nie wiedział i sam Borgin nie był za bardzo wylewny na wszelkie pytania odnośnie śmierci Anne. Był to ewidentnie temat, którego unikał jak ognia.
Pokiwał głową na zgodę, ponieważ nie chciał jej jeszcze bardziej denerwować, niż zrobił to do tej pory. Stanley jednak uważał, że zawsze warto było pytać innych o jakieś informację czy dane. W końcu w kilka czy kilkanaście osób mogli zdziałać więcej i właśnie też dlatego tak liczna grupa ludzi wyruszyła na poszukiwanie Charliego. Nie zmieniało to faktu, że Yaxley miała rację, wszak nie był to najlepszy czasy na tego typu komentarze.
Widząc te dwa kurwiki w jej oczach, uniósł do góry dłonie jakby chciał pokazać, że się poddaje. Sytuacja z sekundy na sekundę, ze zdania na zdanie, robiła się coraz bardziej napięta. To wszystkim im się po prostu udzielało, a nieodpowiedni dobór słów czy zachowanie tylko napędzały wzajemną spiralę złości i zdenerwowania.
- Tak - odparł bez zawahania. Tym razem nie uciekł mimo, że "Lubimy uciekać przed problemami..." jak to niektórzy z jego towarzystwa zdążyli już określić - Masz całkowitą rację. Boję się je spotkać jeszcze raz. To było wystarczająco przerażające spotkanie abym wiedział, że nie chcę tego robić raz jeszcze - wyjaśnił ze spokojem. Nie dało się ukryć, że z dwójki kuzynostwa to właśnie Geraldine była tą bardziej odważną czy zuchwałą, a Stanley preferował swoje ciepłe biureczko w Ministerstwie. Słowa Yaxley na temat swojego pierdolenia uznał za pewnego rodzaju komplement, co skwitował tylko uśmieszkiem pod nosem.
Co w rodzinie to nie zginie i na całe szczęście, że tak było, ponieważ Geraldine dała mu jeszcze jedną szansę aby poprawić swoje dotychczasowe zachowanie, a Stanley nie zamierzał tej szansy zaprzepaścić. O ile wcześniej to właśnie ona grała główne skrzypce, tak teraz on pozwolił sobie wyjść na lekkie prowadzenie i podzielić się swoim znaleziskiem - Dokładnie tak jak mówisz. Co więcej, wydaje mi się, że Charlie mógł się zgubić na początku, a i pewnie odnaleźć jakoś drogę powrotną ale któraś z tego "czegoś"... - zrobił wymowny gest cudzysłowie przy użyciu swoich palców, aby podkreślić nazwę tych stworów - Zagrodziła mu drogę powrotną i tym samym nie pozostało mu nic innego jak podróż w dalszą część lasu - dopalił papierosa, którego następnie dogasił o ziemię - A one później już go wyczuły i dopadły całą zgrają - dodał z lekkim grymasem na twarzy - Pewnie jak się jeszcze rozejrzymy to znajdziemy kolejne poszlaki - przyznał i ponownie wziął się za rozglądanie po okolicy. Tutaj musiało być coś jeszcze czego nie widzieli - Borgin był o tym święcie przekonany.
Rzut na przepatrzenie kolejnej części lasu. Korzystam z percepcji.
Akcja nieudana
Sukces!
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972