Była zła. Sfrustrowana. Wkurzona. Z wielu powodów. Emocje się w niej namnażały od… półtorej tygodnia i nie miały ujścia – a był to pełen przekrój: niezrozumienie, smutek, ból, samotność, bezsilność, strach, zmartwienie, zmartwienie, zmartwienie… złość. Frustracja. Gdzieś tam była też zarysowana nadzieja. A przy tym wszystkim musiała normalnie żyć i funkcjonować i… starała się nie dawać po sobie znać jak źle jest. Jak przestaje sobie ze wszystkim radzić. Jak wysypuje jej się to wszystko z rąk, choć dawała z siebie w wszystko by to łapać, nim upadnie na podłogę i się roztrzaska na miliony odłamków jak najdelikatniejsza porcelana. I starała się też pomagać innym, jakoś znajdywała w tym sens. A teraz część tych emocji dało upust – upewniła się, że Saurielowi nic nie jest, że sobie sam poradził z ewentualnymi rozdarciami. Westchnęła.
- Tak, może być, znajdę cię tam – uśmiechnęła się do niego. - Postaram się załatwić to jak najszybciej – co oznaczało że złapany na gorącym uczynku złodziejaszek nie będzie miał krótkiej nocy. - Niee, co ty – mruknęła, patrząc na swoje stópki. Machnęła różdżką, żeby wyczyścić nóżki, chociaż wiedziała, że będą ja bolały i tak. Dopiero teraz znowu założyła szpilki, które upuściła tutaj żeby nie zajmowały jej rąk, bo miała tylko dwie. Założyła je i bez ostrzeżenia popchnęła związanego mężczyznę na najbliższą ścianę. Nie odzywał się, widać miał doświadczenie ze stróżami prawa – że wszystko co powie może zostać wykorzystane przeciwko niemu. Stęknął tylko, kiedy uderzył w cegły, a Victoria docisnęła go do ściany i wygrzebała z torebki parę kajdanek, którą zawsze ze sobą nosiła. Dopiero kiedy je miała i zapięła jedną dłoń mężczyzny, cofnęła zaklęcie jakim go oplatała, żeby spiąć mu za plecami obie ręce.
- Ufff. No. To idziemy panie kolego – mruknęła do złodzieja, który ze wszystkich osób musiał trafić akurat na nią. I zepsuć jej humor. - Skorzystamy z kominka – powiedziała jeszcze Saurielowi.