Wzrok Camerona krążył po scenie, w gruncie rzeczy, nie za bardzo wiedząc czego się spodziewać. Nie otrzymał osobistego zaproszenia, o ile nie zagubiło się ono wśród jego prywatnej korespondencji, toteż lwią część informacji na temat imprezy Longbottomów czerpał z najpewniejszego źródła pod słońcem, czyli Heather. Na szczęście przemowa organizatorów okazała się o tyle przydatna, że przypomniał sobie, jaki był cel tej całej zbiórki.
— Nigdy nie odmawiam darmowych drinków — skomentował nie do końca świadomy, jak donośny może być jego głos z pierwszego rzędu. Dopiero gdy usłyszał własne słowa, doszło do niego, że mógł go usłyszeć ktoś oprócz Heather. Czując na sobie wzrok osób z tylnych rzędów, przywarł plecami do oparcia, opróżniając zawartość kieliszka z szampanem. Spojrzał na Wood, udając, że czyta jej w myślach. — Ty zresztą też nie powinnaś.
Gdyby miał wybierać, zdecydowanie wolałby się teraz bawić w jakimś pubie pod Londynem lub na domówce na chacie u Rudej. Skoro już jednak zgodził się uczestniczyć w tym wydarzeniu, wiedział, że powinien dać z siebie wszystko, zwłaszcza że w okolicy kręciło się jeszcze jego rodzeństwo. A co jak co, względem nich musiał się mieć na baczności. Kto wie, co nagadają rodzicom?
Odetchnął z ulgą, gdy dziewczyna uwolniła go od utrudniającego mu swobodne oddychanie krawatu. Te cholerstwa, jeśli niepoprawnie zawiązane, potrafiły być równie utrudniające życie, co niedopasowane gorsety u kobiet w starych sukniach. Wzdrygnął się na samą myśl. Jeśli przedstawicielki płci pięknej mierzyły się z takim horrorem, jak on przez tę parę minut to im cholernie współczuł.
— Moja bohaterka — Ujął dłoń Heather i przyłożył teatralnie do swoich ust, udając, że składa na nich pocałunek. Uśmiechnął się od ucha do ucha, z trudem powstrzymując salwę głośnego śmiechu. Po chwili dodał nieco ciszej: — Szkoda, że Charlie się gdzieś nam dziś zagubił. Na pewno doceniłby twoją odwagę. Nie wiem, jak Brygada się bez ciebie obejdzie przez tę noc.
Cameron był mało obeznany w tym, jak prezentuje się podział struktur władzy w Departamencie Przestrzegania Prawa Czarodziejów, nie miał więc bladego pojęcia, że na imprezie bawiła się całkiem spora liczba pracowników tejże instytucji. Gdyby wiedział, to prawdopodobnie doszedłby do wniosku, że w przypadku zabójstwa, goście od razu mogliby zbadać sprawę, zebrać dowody, przeprowadzić proces i wydać wyrok. W końcu zebrałoby się tutaj tyle znamienitych person.
— Jak na deskach teatru — zażartował cicho, odchylając się lekko w stronę Rudej, co by móc swobodnie komentować występ, do jakiego właśnie dochodziło na miniaturowej scenie. — Jak myślisz, jeśli się czymś narażą, to będą ich obrzucać zgniłymi pomidorami?
Obraz nie wyglądał jakoś spektakularnie, chociaż może była to kwestia tego, że po prostu nie był zbytnio w jego stylu. W jego gusta zdecydowanie bardziej wpasowywały się bardziej eteryczne prace, a te zawieszone przez Longbottomów wydawały mu się nieco zbyt wyszukane. Na widok sukienek przekrzywił głowę, nie do końca pewny, z czego była wykonana ta ciemna. Pióra abraksanów?, powtórzył w myślach.
Na pytanie Heather wykonał potakujący ruch głową. Cóż, jeśli mieli wyjść stąd z czymś ładnym, to chyba równie dobrze mogli i z tym. Widząc ozdobę od Filtwicków, uśmiechnął się szelmowsko do przyjaciółki.
— Jak myślisz, pasowałoby mi? Mógłbym nieco zapuścić włosy — Zaczesał sobie szybkim ruchem dłoni włosy na bok, jakby w ten sposób mógł dodać im nie tylko długości, ale też objętości. —Albo wypróbowalibyśmy to zaklęcie na porost włosów!