Twarz medyka wykrzywiła się w nieprzyjemnym grymasie, gdy usłyszał jęki swojej przyjaciółki. Jeden mały kamyczek i od razu taki pisk? Jak ona przeżyła te kilka lat na boisku quidditcha, skoro tam jest jeszcze więcej takich kamulców i to w dodatku zaklętych!
Ta złota kuleczka i te dwa głazy, których jedynym celem jest rozbicie ci głowy na kawałki... Wyobrażając sobie ucieczkę na miotle przed przeciwnikami tego pokroju, Cameronowi zrobiło się aż słabo. Na szczęście po chwili parsknął śmiechem na dźwięk komentarza Rookwooda.
— Właśnie widać, że z tymi ptakami to coś ciężko u ciebie, Heather — zauważył, akcentując wyraźnie imię przyjaciółki, przechylając głowę to w lewą, to w prawą stronę, jak gdyby ciężko mu było utrzymać ją w jednej pozycji.
Uniósł palec w powietrze, jak gdyby miał przygotowany, jakiś bardzo, kurwa, sprytny plan, którym chciał się podzielić zresztą grupy. Niestety Ruda musiała wtrącić się ze swoimi obiekcjami odnośnie do zostania najnowszą ofiarą londyńskiego ptaszora. Lupin zgromił dziewczynę spojrzeniem.
— Ciii, głupia! To miała być podpucha, teraz nic z tego nie wyjdzie! — syknął, zastanawiając się, czy nie powinien podstawić Heather nogi. Jak mogła zepsuć jego genialny plan, który dopiero teraz zrodził się w jego głowie? Widać, że rude = niedomyślne. — Miałaś dać się zaciągnąć do pieczary, a potem to coś zaciukać! Kto wie, może lubi rude? Jak sądzisz Charlie? Lubi rude? Heather, ja pierdziuuu, z tobą to trzeba jak z dzieckiem...
W umyśle Camerona zakiełkowała niedorzeczna myśl, gdzie dziewczyna jako niemowlak, zawinięty w pieluchy i ze smoczkiem w ustach napierdala się na śmierć i życie z tą kuropatwą przy użyciu grzechotki. Chłopak ryknął niekontrolowanym śmiechem, przypominającym nieco chichot chochlików kornwalijskich. To chyba jeszcze bardziej rozjuszyło ich przeciwnika, ponieważ chwilę później ponownie rozległo się demoniczne gęganie.
Na szczęście ptaszor nie miał już za wiele do gadania i zaliczył glebę w momencie, gdy został obezwładniony przez połączone siły duetu Wood-Rookwood. Młody bóg to znaczy medyk, nie chcąc być gorszy, podpełzł do gęsi, gdy ta została przygwożdżona do ziemi. Wprawdzie ciałko i skrzydła miała zablokowane, jednak dziób... Dziób to inna kwestia. Tym też trzeba było się zająć.
— Ha, no i co teraz mały kurwiu? — rzucił, jawnie drwiąc z opierzonego pomiotu szatana. Czy to o takich monstrach przestrzegali małe dzieci podczas sabatów, sądząc, że w ten sposób ich bąbelki będą się lepiej słuchać rodziców? Z całą pewnością! — Dobrze ci tak, zaraz cię jeszcze zakneblujemy, a potem przerobimy na kebsa...
Pokiwał głową, machając gęsi przed nosem palcem. Ciężko było mu ocenić, jak długo jego przyjaciele będą w stanie utrzymywać potwora w szachu, postanowił więc działać i uniemożliwić gęsi kłapanie dziobem, przytrzymując go od góry i od dołu dłońmi. Kto by tam szukał teraz jakiegoś sznurka!
Rzut na aktywność fizyczną.
Rzut pozytywny: Cameronowi udaje się zamknąć dziób gęsi
Rzut negatywny: Cameron zostaje ugryziony przez gęś
Akcja nieudana