Machnęła tylko rękę na „propozycję” Atreusa. Oczywiste dla niej było, że dobór kawiarni w zaciszu bocznej uliczki nie jest po to, żeby zwalić sobie na łeb żądnych plotek i ciekawskich dziennikarzyny, wietrzących sensacji tam, gdzie jej nie ma. To było prywatne spotkanie na neutralnym gruncie – neutralnym, a więc nie w mieszkaniu któregoś z nich, tylko w miejscu publicznym, ale jednak na tyle prywatne, by nikogo w to wyjście na kawę nie mieszać. Zwłaszcza obcych ludzi.
– Tak, no właśnie – mruknęła i potwierdziła. Podejrzewała, że jeśli ona, Mav i Patrick czuli się tak koszmarnie źle, to Atreus może jeszcze gorzej – był nieprzytomny znacznie dłużej od nich. Tylko czemu? Tego nie wiedziała. Martwiła się tylko, że to przez nią. Bo po pierwsze przez nią w ogóle się znaleźli w tej sytuacji, i przez nią – bo go zatrzymała, a może nie powinna? Ale w głębi duszy czuła, że jednak zrobiła dobrze. – Rozumiem. Myślę… - zawahała się na moment. – Że będzie ci mogła udzielić nieco więcej odpowiedzi – nie chciała się nad tym rozwodzić… No ale kto więcej ci powie o ciałach, które przypominają w swym chłodzie trupa jeśli nie ktoś, kto s martwymi ciałami obcuje na co dzień i trudni się w takim fachu? Cynthia zbadała Victorię tylko przy okazji, spotkały się ze sobą dlatego, że Lestrange po prostu potrzebowała zobaczyć się z najlepszą przyjaciółką. – No… Było sporo roboty. Ale przyznam ci się, że po tej nieplanowanej wycieczce trochę sobie odpuściłam. Mam na myśli, że po powrocie do pracy poprosiłam o robotę papierkową, a nie uganianie się po Kniei. Nie czuję się jeszcze na siłach, żeby… Sam wiesz – więc siedziała przykuta do biura, ale w sumie może to i lepiej, bo nie plątała się pod nogami, nie zwracała niepotrzebnej uwagi i przede wszystkim mieli piętrzący się stos papierkowej roboty, którą ktoś musiał przerobić czy tego chcieli czy nie. Mieli braki w kadrach… I w ogóle.
Teraz i ona sięgnęła po przyniesioną filiżankę, na moment zastanawiając się jak dobrze odpowiedzieć na to pytanie.
– Pamiętasz jak zwrócił się do nas? A ona go zwyzywała? Wygląda to tak jakby nie mogła o nim mówić – i nie bez powodu mówiła skrótami myślowymi, na wszelki wypadek, jakby słuchał ktoś, kto nie powinien ich słuchać. Sięgnęła po widelczyk i talerzyk z ciastkiem, aż jej się oczy zaświeciły. Uwielbiała słodkości… tylko nie za dużo. Akurat zatkała sobie buzię żeby posłuchać historii Atreusa. Ale musiała odłożyć talerzyk i pozbierać myśli.
– Jasna cholera. To naprawdę dobrze, że przenieśli cię do kowenu. Strasznie się martwiliśmy jak się przy nas nie dobudzałeś. Miałeś rany? Myślisz, że stan fizyczny miał wpływ na… duszę? Czy cokolwiek to było. Bo nasze ciała leżały bezwiednie na polanie cały czas, podobno myśleli że umarliśmy… - nie umiała sobie tego wyobrazić. Już wtedy byli zimni? Ledwo oddychali? Jak mogli ich pomylić z trupami?