06.10.2023, 22:19 ✶
Panny Macmillan nie można było określić mianem kogoś złego, to nie ulegało nawet najmniejszej wątpliwości, ale dziwaczność jej listy priorytetów była momentami zatrważająca. Nie, nie przejmowała się wcale listem wysłanym Brennie. Nie dlatego, że jej nie szanowała, lub nie darzyła sympatią (nawet jeżeli nie posiadały żadnej głębszej relacji... cóż, Sarah miała swoje powody, aby znać Longbottomów bardzo dogłębnie), po prostu nie uważała się za na tyle istotny element układanki, ażeby ta się nią w choćby minimalnym stopniu przejęła. Bycie duchem kowenu miało swoje wady i zalety. Tak - szkoda jej zawsze było istnieć w cieniu kuzynek, bo to ją obdzierało z pewności siebie. Nie - nie lubiła być wynoszona ponad nie, bo zawsze kiedy tak się stało, podejmowała decyzję tak głupią, że Isobell musiała walczyć z jej skutkami zdecydowanie zbyt długo.
- No niby tak, jeżeli ci zależy na halmonii i tak dalej...
Westchnęła, zamykając oczy. Dotyk Menodory należał do tych kojących. Opiekuńczość przychodząca kobietom z taką łatwością była czymś, do czego Macmillan dosyć świadomie lgnęła, a ciepło jakie oferowała jej Crawley działało na nią nie od wczoraj. Przeszło jej przez myśl, że chciałaby tak zasypiać - otulona uwagą, z delikatnymi palcami przesuwającymi się po jej głowie, z widokiem na spokojną twarz przyjaciółki...
- Błagam, Dolly, nie mów o tym nikomu - powiedziała zupełnie tak, jakby Menodora miała zdradzić to komuś poza jakąś kolekcją paprotek. - Pewnie zabrzmię thr'ochę pusto, ale po plostu przydałaby mi się jakaś pomoc z nieba albo wnętrza Ziemi. Wszyscy ciągle pisali do kowenu, jak to ich ten rhytuał Beltane zmienił, że nie mogą odelwać oczu od tej osoby, co go z nią dopełnili. Jak było Beltane, to ktoś do kogo od dłuższego czasu czułam miętę, spędził ze mną wieczó'h na polanie, a następnego dnia powiedział mi jak gdyby nigdy nic, że on się tak przywiązuje do wielu osób jednocześnie i generh'alnie ma więcej niż jedną na oku. Wiesz, co sobie pomyślałam: że jest fhraje'em, każda by tak sobie pomyślała, ale potem się okazało, że absolutnie każdy stał się na punkcie swojego paltnela z tej nocy whręcz obłąkany, tylko nie ten, co ja się z nim gździłam. To jest już absurhdalne.
- No niby tak, jeżeli ci zależy na halmonii i tak dalej...
Westchnęła, zamykając oczy. Dotyk Menodory należał do tych kojących. Opiekuńczość przychodząca kobietom z taką łatwością była czymś, do czego Macmillan dosyć świadomie lgnęła, a ciepło jakie oferowała jej Crawley działało na nią nie od wczoraj. Przeszło jej przez myśl, że chciałaby tak zasypiać - otulona uwagą, z delikatnymi palcami przesuwającymi się po jej głowie, z widokiem na spokojną twarz przyjaciółki...
- Błagam, Dolly, nie mów o tym nikomu - powiedziała zupełnie tak, jakby Menodora miała zdradzić to komuś poza jakąś kolekcją paprotek. - Pewnie zabrzmię thr'ochę pusto, ale po plostu przydałaby mi się jakaś pomoc z nieba albo wnętrza Ziemi. Wszyscy ciągle pisali do kowenu, jak to ich ten rhytuał Beltane zmienił, że nie mogą odelwać oczu od tej osoby, co go z nią dopełnili. Jak było Beltane, to ktoś do kogo od dłuższego czasu czułam miętę, spędził ze mną wieczó'h na polanie, a następnego dnia powiedział mi jak gdyby nigdy nic, że on się tak przywiązuje do wielu osób jednocześnie i generh'alnie ma więcej niż jedną na oku. Wiesz, co sobie pomyślałam: że jest fhraje'em, każda by tak sobie pomyślała, ale potem się okazało, że absolutnie każdy stał się na punkcie swojego paltnela z tej nocy whręcz obłąkany, tylko nie ten, co ja się z nim gździłam. To jest już absurhdalne.
she is passion embodied,
a flower of melodrama
in eternal bloom.
a flower of melodrama
in eternal bloom.