Ten okropny koszmar, który jej się przyśnił miał miejsce kilka lat temu. Nie sądziła, że to do niej wróci. Na pewno nie w tym momencie, w którym wszystko wydawało się jej sypać na głowę. Zawsze jednak tak było, jak coś szło nie po jej myśli to wszystko. Nie do końca wiedziała jak zareagować. Na pewno się bała, bała ogromnie, że ten mężczyzna wróci we śnie. Nie było nic przyjemnego w tym, że próbował ją zabić. Miała szczęście, że Stanley również pojawił się w tych snach, bo uratował ją przed nim. Była mu ogromnie wdzięczna, tylko, co mogło to zmienić, jeśli miał się zjawić w nich znowu, co jeśli Borgina tym razem przy niej nie będzie? Wolała nawet specjalnie nie rozmyślać nad tym, co mogło by się wydarzyć. To było zbyt wiele, jak na ten moment.
Głos Stanleya był spokojny. Zapewniał ją w tym, że nie da jej zrobić krzywdy - jak zawsze zresztą. Czasem może bywało to problematyczne, jednak teraz naprawdę potrzebowała zapewnienia, że nie pozwoli na to, aby cokolwiek jej się stało. Sama czuła się okropnie bezbronna, nie umiała reagować w takich sytuacjach, nie była wojownikiem. Nie posiadała żadnych umiejętności, które mogłyby jej pomóc się bronić. Naprawdę wsparcie było potrzebne. - Próbuję być spokojna. - Powiedziała drżącym głosem. Zupełnie jej to nie wychodziło, bo naprawdę ją to wszystko zmartwiło i nie umiała nad tym zapanować.
Nie odezwała się, kiedy wspomniał o tym, że może sobie spać i niczym się nie przejmować. Jeśli tak, to po co mówił jej o tym wszystkim? Czuła, że coś się tutaj nie zgadza, to było dla niej zdecydowanie zbyt wiele informacji. Jak działał ten drugi? Wpatrywałby się w nią jak śpi, zabijał tego, który próbował zabić ją? Skoro mieli jakąś wojnę między sobą, to nie mogli tego załatwić z dala od gapiów. Do czego były im potrzebne te osoby, w których snach gościli? Miała wiele pytań, coraz więcej, ale nie chciała specjalnie rozdrapywać tego tematu, może po prostu trochę się bała. Nie chciała, żeby to powróciło.
Nie dostrzegła, że zrobiła mu krzywdę. Avery nie należała do szczególnie uważnych obserwatorów, a szkoda. - Nie będzie to dla Ciebie problemem? - Zapytała z wahaniem, nie chciała mu komplikować życia (jakby już tego nie robiła). - Jesteś pewien, że chcesz spać na kanapie? Wolałabym, żebyś był bliżej. - Jeśli ktoś nawiedzi ją we śnie, to pewnie by tego nie zauważył śpiąc w pokoju obok. Dla niej nie robiło to różnicy, a może wręcz przeciwnie, wolałaby, żeby był tuż obok, wtedy mogłaby poczuć się bezpiecznie.
- Byłeś szczery, to lepsze niż kłamstwa, doceniam to. - Mógł udawać, że nic się nie dzieje, jednak wybrał szczerość. Bardzo słusznie zważając na ich doświadczenia z przeszłości. Kłamstwa im nie służyły.
- Jak to się ma do tego, że w moim śnie ty przegoniłeś tego pierwszego? Może wcale nie przyjdzie. - Wolałaby, żeby ta teza się sprawdziła. Nie chciała podczas swoich snów poznawać kolejnych dziwnych osób, nie była na to przygotowana. Zdecydowanie nie było to jej na rękę. Bała się, że może z tego wyniknąć coś niedobrego.
- Wiem o tym Stanley. Wiem, że zawsze mogę na ciebie liczyć. - Powiedziała zdecydowanie spokojniejszym tonem. W końcu zawsze był przy niej, kiedy tego najbardziej potrzebowała i nie miała ku temu najmniejszych wątpliwości. Na pewno jej pomoże wyjść z tego cało.