Cokolwiek siedziało w tym posążku, wyglądało to raczej na nieśmieszny żart niż na klątwę, która miała wyrządzić dużo szkody. No, może dla Philipa była to szkoda nieco większa z uwagi na jego sławę, ale przynajmniej w gazetach byłoby o czym pisać. Kayden obserwował poczynania uzdrowicielki z ciekawością, choć klątwołamanie nie było tu szczególnie oszałamiającą dziedziną magii… ale w zasadzie, to czego miałby się spodziewać? Fajerwerków? Nie, raczej nie oczekiwał widowiska, a oczy straciły zainteresowanie magią i przerzuciły na kobietę i jej skupioną minę, jakby próbował oszacować jak bardzo godna zaufania była i by ją sobie zapamiętać… tak na wszelki wypadek. Na wszelki wypadek, gdyby miał wypadek z klątwami w przyszłości. Potem jednak wróciły na posążek, słuchając wymiany zdań między Panią Bulstrode a Philipem w milczeniu.
Kayden nie był wcale zdziwiony, że kobieta nie została na herbacie. Pewnie miała wiele na głowie, a i charakter jej był dość surowo ciosany. Konkretny, choć uprzejmy. Trochę mu przypominała profesor McGonagall, którą szanował nawet za dzieciaka. Obie miały w sobię tą aurę, którą nie należało ignorować. Mężczyzna również pożegnał się uprzejmie z uzdrowicielką i westchnął cicho, siadając przy stoliku do kawy. Oparł się o miękki zagłówek i splótł palce, wzruszywszy ramionami. - Co mam ci powiedzieć, Philipie… wtopa. - Podsumował, uśmiechając się krzywo i zerknął na posążek. Zastanowił się nad tym, czy nie uwolnić Philipa od nie-przeklętego już przedmiotu, choć bardziej chyba życzył mu tego, by sprzedał go za większą sumę pieniędzy. Figurka była w dobrym stanie i przedstawiała sfinksa, stojącego na kamiennym wzniesieniu i spoglądającego na wszystko z góry. Nie wydawał mu się antyczny, a przynajmniej nie na tyle, by zainteresować nim jakieś muzeum. Bardziej jakiś antykwariat lub kogoś, kto lubował się w porcelanie. Żeby stwierdzić, czy miał jakąś wartość, Kay musiał się przyjrzeć dokładniej, a żeby to zrobić… cóż… Zaryzykował, nachylając się lekko w stronę figurki i delikatnie dotknął jej palcem. Wstrzymał oddech, zastanawiając się, czy nie będzie zaraz musiał sprowadzać klątwołamaczki z powrotem, ale po chwili ciszy napięcie z niego zeszło. Nic się nie stało i dłonie miał dalej blado-kremowe. Wypuścił więc cicho powietrze z płuc i chwycił figurkę, przyglądając jej się bliżej od spodu. Brwi powędrowały mu w górę. - Hm… - Mruknął krótko, mrużąc oczy w skupieniu. - Wygląda na autentyk. Stara sygnatura porcelany 1918 - 1945 z Niemiec… Tak mi się wydaje, musiałbym to sprawdzić… - Obrócił posążek w dłoniach, zastanawiając się, czy cena, za którą go mężczyzna kupił nie będzie czasem za niska, a jeśli tak, spokojnie mógłby to opchnąć za wyższą cenę. Tylko musiałby znaleźć klienta. - Ile za niego dałeś? - Zapytał, zerkając na kuzyna szarymi oczami. Nie miał zbytniego doświadczenia, jeśli chodziło o analizę tego tworzywa, ale znał kogoś, kto z łatwością mógłby stwierdzić, czy była to autentyczna robota, czy były na niej jakieś uszkodzenia, których on nie dostrzegał... no, i czy była wartościowa. A nóż może się okazać, że Philip na tym zyska... albo raczej odrobi stratę pieniędzy, przeznaczoną na złamanie klątwy.
![[Obrazek: qEyGuHF.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=qEyGuHF.gif)