07.10.2023, 01:48 ✶
Kąciki ust Lyssy drgnęły do ledwo zauważalnego uśmiechu, chociaż tak naprawdę kusiło ją, żeby skrzywić się brzydko. Dla niej to wcale nie było aż takie oczywiste, bo przecież niektóre rzeczy proponowało się albo dlatego, że przypadkiem wpadły do głowy, albo ze zwykłej grzeczności. To, że Vakel jej coś właśnie mówił nie znaczyło więc dla niej, że faktycznie tego chce. To była dla niej sytuacja bliźniacza do tej, kiedy ktoś pytał się czy chciało się herbaty, a kiedy odpowiedziało się twierdząco, mówił żeby w takim razie zrobić sobie samemu, albo jemu też.
- W takim razie chcę - rzuciła sucho, samej przy tym mrużąc oczy na jego podobieństwo, te odpowiedź uznając chyba za najbezpieczniejszą.
Stałą grzecznie, odprowadzając Louvaina spojrzeniem i uśmiechając się za nim lekko, ale kiedy poczuła jak ojciec łapie ją za rękę, spojrzała na niego uważnie. Doskonale zdawała sobie sprawę z tego, co właściwie zrobiła, a także z faktu, że absolutnie tego robić nie powinna. Patrzyła więc na niego uważnie, chłodno wręcz, jednocześnie uśmiechając się przy tym lekko, ale już nie do niego, a do każdego kto mógłby teraz na nich patrzeć. Jeśli chodziło o umiejętność kłamania i udawania że wszystko było dobrze, to najwyraźniej było to w ich przypadku dziedziczne.
- Ale nie jest nią. I jest całkiem... miły - zniżyła głos, ostatnie słowo wypowiedziała nieco ostrożnie, niekoniecznie czując, że akurat to słowo znajdowało się pierwsze w kolejce, jeśli chodziło o komplementowanie Louvaina. Miejsca pierwszego jednak Vakel na pewno nigdy nie chciał usłyszeć. Potem milczała przez dłuższą chwilę, zaciskając palce na materiale haftowanej chusteczki, którą przed chwilą dostała, spoglądając w oczy Vakela twardo, jakby próbowała się z nim właśnie w swojej głowie i mierzyła właśnie siły. Szybko jednak się poddała, a jej spojrzenie zmiękło i uciekło w bok, zanim wreszcie zaśmiała się cicho razem z nim, przysłaniając dłonią usta. Nie pozostawało jej nic innego, jak zwyczajnie grać teraz dokładnie tak, jak sobie tego od niej zażyczył, bo nawet jeśli była zdania, że niewiele straciłaby na jego upadku, to nie była jeszcze aż tak głupia, żeby go do tego dalej prowokować.
Potem już zajęli się towarzystwem, w którym się znaleźli. Lyssa odwróciła się nieco do Eden, chociaż jeszcze zanim to zrobiła, a w ich towarzystwie pojawiła się także Victoria, uśmiechnęła się niej lekko na powitanie.
- W takim razie chcę - rzuciła sucho, samej przy tym mrużąc oczy na jego podobieństwo, te odpowiedź uznając chyba za najbezpieczniejszą.
Stałą grzecznie, odprowadzając Louvaina spojrzeniem i uśmiechając się za nim lekko, ale kiedy poczuła jak ojciec łapie ją za rękę, spojrzała na niego uważnie. Doskonale zdawała sobie sprawę z tego, co właściwie zrobiła, a także z faktu, że absolutnie tego robić nie powinna. Patrzyła więc na niego uważnie, chłodno wręcz, jednocześnie uśmiechając się przy tym lekko, ale już nie do niego, a do każdego kto mógłby teraz na nich patrzeć. Jeśli chodziło o umiejętność kłamania i udawania że wszystko było dobrze, to najwyraźniej było to w ich przypadku dziedziczne.
- Ale nie jest nią. I jest całkiem... miły - zniżyła głos, ostatnie słowo wypowiedziała nieco ostrożnie, niekoniecznie czując, że akurat to słowo znajdowało się pierwsze w kolejce, jeśli chodziło o komplementowanie Louvaina. Miejsca pierwszego jednak Vakel na pewno nigdy nie chciał usłyszeć. Potem milczała przez dłuższą chwilę, zaciskając palce na materiale haftowanej chusteczki, którą przed chwilą dostała, spoglądając w oczy Vakela twardo, jakby próbowała się z nim właśnie w swojej głowie i mierzyła właśnie siły. Szybko jednak się poddała, a jej spojrzenie zmiękło i uciekło w bok, zanim wreszcie zaśmiała się cicho razem z nim, przysłaniając dłonią usta. Nie pozostawało jej nic innego, jak zwyczajnie grać teraz dokładnie tak, jak sobie tego od niej zażyczył, bo nawet jeśli była zdania, że niewiele straciłaby na jego upadku, to nie była jeszcze aż tak głupia, żeby go do tego dalej prowokować.
Potem już zajęli się towarzystwem, w którym się znaleźli. Lyssa odwróciła się nieco do Eden, chociaż jeszcze zanim to zrobiła, a w ich towarzystwie pojawiła się także Victoria, uśmiechnęła się niej lekko na powitanie.
la douleur exquise
Or was he fated from the start
to live for just one fleeting instant,
within the purlieus of your heart.
Or was he fated from the start
to live for just one fleeting instant,
within the purlieus of your heart.