Głos kobiety powodował u Aveliny szybsze bicie serca, ale starała się zachować zimną krew. Nie była jednak przyzwyczajona do takich sytuacji. Nie była pracownikiem Ministerstwa, który dzień w dzień zmagał się z tak stresującymi i w pewnym sensie niebezpiecznymi rzeczami. Była zwykłą alchemiczką zamykającą się na milion godzin małym, ciasnym pomieszczeniu z parującym kociołkiem pełnym bulgoczących substancji. Wychodziła ze swojej strefy komfortu i o dziwo naprawdę dobrze się z tym czuła.
I wtedy serce zamarło jej na kilka dobrych chwil, ciemne oczy zrobiły się jeszcze bardziej czarne przez rozszerzone źrenice. Stopień pod jej stopami zaskrzypiał, jej wzrok padł najpierw na mężczyznę, potem na starą kobietę, a potem na duszka, który chyba próbował odciągnąć uwagę Fawley od nich. Nie skomentowała macania jej tyłka przez Augustusa, ale nie miała nawet na to czasu, ani głowy tylko zaczęła wspinać się do góry czując ból w klatce od stresu. Czuła jak robi się jej ciepło. Przez jej niezdarność naraziła życie Rookwooda. Skinęła mu głową i w ciszy zaczęła szybciej się wspinać po schodach. Błagała w głowie, aby tym razem nic im nie przeszkodziło. Mocniej zacisnęła dłoń na różdżce i nie patrzyła już dookoła tylko pod nogi, aby nic nie zepsuć.
Wiedziała, że jak zacznie się walka z Fawley może być kiepsko. Nawet Brenna poległa w tym spotkaniu, a przecież była potężną Brygadzistką. Póki co Rookwood dawał sobie dobrze radę, zachował zimną krew, dobrze wspinał się po schodach, a ona wszystko psuła. Próbowała ochłonąć, sprawić, aby jej umysł znowu stał się tak cholernie spokojny jak zawsze.
BŁAGAM NIECH SIĘ UDA!
Slaby sukces...
Sukces!