— Owszem. Nawet bardzo. — Uśmiechnął się z zadowoleniem do Atreusa, gdy ten pokazał mu zegarek. Taką postawę to się szanuje! — Postaram się, aby po wypędzeniu ducha wrócił do ciebie w jednym kawałku.
Nie pytając o zgodę, Sebastian sięgnął po łańcuszek, co by przyjrzeć się mechanizmowi. Wprawdzie był to nieco bardziej skomplikowany obiekt niż zwykła szkatułka, czy skrzynia, ale Widmo akurat nie będzie miało nic do gadania w kwestii tego, gdzie będzie zakwaterowane. Ważne, że zegarek Bulstrode'a był łatwy w transporcie.
— Oh. — Zainteresowanie Macmillana osobą panny Yaxley momentalnie opadło do minimum. A już zdążył się nakręcić, że ma do czynienia z kimś, kto faktycznie zna się na rzeczy i para się zawodem łowców duchów. Bądź co bądź, polowanie nieco różniło się od egzorcyzmów. Mogliby wymienić się notatkami, a tak... Pozostanie tylko niezręczność. — To też bardzo ciekawe, chociaż nie wiem, czy Widmo można sklasyfikować jako zwierzęta... — zawiesił głos, czując, że zaraz może popełnić sporą gafę. — A miałaś kiedyś w ogóle do czynienia z... hmm... bytami niematerialnymi podczas wykorzystywania tych sideł w praktyce?
Uniósł pytająco brwi, uśmiechając się krzywo. Brawo, Macmillan, byłeś o krok od tego, aby dać się poznać od swojej najgorszej strony, pomyślał Sebastian. Przyspieszył nieco, nie chcąc zostać w tyle, jednak już po kilku kroków nagle się zatrzymał, czując lekkie zawroty głowy. Wykonał dodatkowy krok w tył. Jego towarzysze zatrzymali się dopiero chwilę później. Egzorcysta zmarszczył brwi. Coś było nie tak, ale nie był w stanie określić, co dokładnie to było.
— Coś tu... wycieka? — Podrapał się po potylice, nie wiedząc, jak określić fenomen, który właśnie mieli przed sobą. — Pierwszy raz widzę coś takiego.
Ruszył naprzód, wyciągając dłonie przed siebie. Tam, gdzie reszta czuła ścianę, Sebastian czuł powłokę... materiał... Osłabione bariery rzeczywistości?, dopowiedział sobie w myślach, nie znajdując lepszych słów. Jeśli przejście pomiędzy światem żywych i umarłych zazwyczaj było wielkimi, ciężkimi drzwiami, tak teraz powiedziałby, że we framudze zamiast drzwi znajdowało się podziurawione prześcieradło, które ktoś niezdarnie przybił gwoździami do ściany. Teoretycznie można je było uznać za drzwi, jednak jeśli ktoś wiedział, jak wygląda faktyczne wejście, w mig stwierdziłby, że coś tu nie grało.
— Nie ma tam żadnych drzew — zawyrokował niespodziewanie Sebastian, wiedziony obrazem pustkowi, które na moment mignęło mu przed oczami. Kompletnie zignorował towarzystwo Niewymownych. — Prawie widzę... — Macmillan sięgnął ku ścianie, robiąc kolejny krok, jak gdyby mógł w ten sposób wyostrzyć swoje widzenie.