08.10.2023, 00:30 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 08.10.2023, 00:35 przez Anthony Ian Borgin.)
Parsknął pod nosem na komentarz Atreusa, zaciągając się zaraz papierosem i kręcąc głową. Nic tak nie poprawiało humoru, jak spędzenie wieczoru ze swoimi przyjaciółmi z czasów szkolnych jeszcze. W tym towarzystwie mógł się odciąć od wszystkiego, co ciążyło mu w codziennym życiu, jak na przykład odpowiedzialność za bycie dziedzicem Borginów, presja, jak i wizja aranżowanego małżeństwa, którego on wcale nie chciał. Jakoś tak wyszło, że żaden trójki mężczyzn nie był skromny, ba, czasem wręcz można było nazwać ich szukającymi poklasku, tylko nie zawsze działało to na tych, na których chcieli zrobić wrażenie. - Jak ma wiedzieć, czy go macały, jak był nieprzytomny? Muszę przyznać, nasz Atreusik cieszy się popularnością w Ministerstwie. Odwiedza koleżanki w wielu departamentach.
Zwilżył usta, przymykając na kilka sekund oczy, aby zastanowić się nad kartami.
- Longbottom ma chyba lepszą opinię, niż Ty i to dało mu wyższe miejsce. Kto był na pierwszym? Nadal dziwi mnie to, że żaden z nas. - przyznał z nieskromnym wzruszeniem ramion, przesuwając spojrzeniem po twarzach swoich przyjaciół. Nie byli brzydcy, nie byli łagodni, mieli galeony i dobre nazwiska, a do tego Atreus miał niewinne serce- nie licząc relacji z kobietami. Je zawsze lubił. Na słowa o przebranżowieniu, Antek parsknął i na dłużej skupił się na twarzy Lestrange. - Co Ty na to Lou, widzisz się, jako aurora? Może ja też zmienię zawód, zrobimy sobie drużynie do walki ze Śmierciożercami, zdobędziemy okładki i panny będą padać do stóp. A wracając do Notta, nie podejrzewałem, że użyjesz az pojedynku. Nie ma z wami szans, nawet z Longbottomem na sekundancie.
Wzruszył ramionami z uśmiechem, głosem dość słodkim, jakby jego propozycja była jedną z tych, których nie można było odrzucić. Jedynym brakiem ich relacji było to, że Atreus nie był określony politycznie, ale Anthony nie zamierzał go zmuszać lub dopytywać. Jeśli czułby potrzebę zmiany świata na czystszy, to pewnie znajdzie drogę. Prawdą było też to, że gdyby ktokolwiek kazał mu Bulstrode skrzywdzić, pewnie nie mógłby tego zrobić. Kwestia Lestrange i jego kłótni z byłym graczem — boże, kiedy on zaczął się obracać wśród samych zawodników? - była interesująca. Wiedział, że jest przewrażliwiony na śliczną Lorettę, ale nie sądził, że ona przeważy szalę do takiego czynu. Chociaż, sam dla swojej siostry zrobiłoby to samo. Chociaż nie, on pewnie pozbyłby się problemu w inny sposób, bez świadków. Lou i Nott byli jednak popularnymi graczami, musiał być ostrożny. Przyglądał się chwilę mężczyźnie, jakby spojrzeniem sugerował, że zawsze może liczyć na jego pomoc, gdyby potrzebne były cięższe środki, które wszy by zabiły. Tak już było chyba dla zasady, że jak jego przyjaciele kogoś nie lubili, on też nie lubił. Nie traktował ich może tak, jak Stasia, ale również uznawał ich za swojego rodzaju braci.
- No tak, zapomniałem. Grał. - przytaknął Atreusowi, odprowadzając hostessę wzrokiem. Lubił obserwować piękne kobiety, chociaż zarówno do Brenny, jak i Bellatrix, jej było naprawdę daleko. Uśmiechnął się pod nosem, upijając nieco nalanego alkoholu. - Teraz mówisz z sensem! Byłbyś doskonałą głową Departamentu, a ja awansuje na głowę swojego i będziemy rządzić nieformalnie Ministerstwem. Lou, lepiej przemyśl karierę.
Rzucił pół żartem, pół serio. W gruncie rzeczy, Tosiek nigdy nie miał pociągów do władzy i kontroli, wolał po prostu żyć po swojemu, nawet jeśli nie było mu to dane. Urodził się do konkretnej roli, niezależnie, czy chciał, czy nie. Podniósł na Atreusa spojrzenie, milcząc chwilę — przyjaciel doskonale wiedział, czyj wianek on chciał dostać. Wywrócił oczami na komentarz Lestrange. I jeszcze ten mu dokłada.
- Nie miałem czasu na takie głupoty. - odpowiedział w końcu dyplomatycznie, uśmiechając się słodko, a ciemny lok spłynął mu na czoło. Pomimo swojego dość poważnego już (w swoim mniemaniu) wieku, Tosiek wciąż miał sporo uroku rodem z lat nastoletnich. - Ja nie muszę prosić Atre, ale nie musisz się wstydzić przyznać, że Ty byłeś samotny. Bo pewnie zanieśliście te wianki, co?
Uśmiechnął się promiennie, trochę zazdrosny i z odrobiną złośliwości w spojrzeniu. Byli przyjaciółmi, wiele sobie mówili, również o Beltane. Cholerne ogniska i wianki. I wtedy właśnie jego przyjaciel palnął coś o obracaniu, a Anthony zakrztusił się drinkiem, posyłając mu już nieco chłodniejsze spojrzenie. - A Ty skąd wiesz, byłeś tam Lou? Nie wiedziałem, że podglądasz znajomych. Zapewniam Cię, że nie uprawiałem z Brenną seksu, ona nie jest taką dziewczyną. TO przyzwoita kobieta ma zasady.
Odparł tonem godnym dziedzica, takim, który dopiero w nim się budził i niezwykle mało go używał — nieznoszącym sprzeciwu. Nie mógł przecież pozwolić, żeby przyjaciele obrażali Longbottom, bo do docinków w swoim kierunku, był już przyzwyczajony. Wypił resztę ze szklanki, odkładając puste naczynie na stół, a potem zapalił kolejnego papierosa.
Zwilżył usta, przymykając na kilka sekund oczy, aby zastanowić się nad kartami.
- Longbottom ma chyba lepszą opinię, niż Ty i to dało mu wyższe miejsce. Kto był na pierwszym? Nadal dziwi mnie to, że żaden z nas. - przyznał z nieskromnym wzruszeniem ramion, przesuwając spojrzeniem po twarzach swoich przyjaciół. Nie byli brzydcy, nie byli łagodni, mieli galeony i dobre nazwiska, a do tego Atreus miał niewinne serce- nie licząc relacji z kobietami. Je zawsze lubił. Na słowa o przebranżowieniu, Antek parsknął i na dłużej skupił się na twarzy Lestrange. - Co Ty na to Lou, widzisz się, jako aurora? Może ja też zmienię zawód, zrobimy sobie drużynie do walki ze Śmierciożercami, zdobędziemy okładki i panny będą padać do stóp. A wracając do Notta, nie podejrzewałem, że użyjesz az pojedynku. Nie ma z wami szans, nawet z Longbottomem na sekundancie.
Wzruszył ramionami z uśmiechem, głosem dość słodkim, jakby jego propozycja była jedną z tych, których nie można było odrzucić. Jedynym brakiem ich relacji było to, że Atreus nie był określony politycznie, ale Anthony nie zamierzał go zmuszać lub dopytywać. Jeśli czułby potrzebę zmiany świata na czystszy, to pewnie znajdzie drogę. Prawdą było też to, że gdyby ktokolwiek kazał mu Bulstrode skrzywdzić, pewnie nie mógłby tego zrobić. Kwestia Lestrange i jego kłótni z byłym graczem — boże, kiedy on zaczął się obracać wśród samych zawodników? - była interesująca. Wiedział, że jest przewrażliwiony na śliczną Lorettę, ale nie sądził, że ona przeważy szalę do takiego czynu. Chociaż, sam dla swojej siostry zrobiłoby to samo. Chociaż nie, on pewnie pozbyłby się problemu w inny sposób, bez świadków. Lou i Nott byli jednak popularnymi graczami, musiał być ostrożny. Przyglądał się chwilę mężczyźnie, jakby spojrzeniem sugerował, że zawsze może liczyć na jego pomoc, gdyby potrzebne były cięższe środki, które wszy by zabiły. Tak już było chyba dla zasady, że jak jego przyjaciele kogoś nie lubili, on też nie lubił. Nie traktował ich może tak, jak Stasia, ale również uznawał ich za swojego rodzaju braci.
- No tak, zapomniałem. Grał. - przytaknął Atreusowi, odprowadzając hostessę wzrokiem. Lubił obserwować piękne kobiety, chociaż zarówno do Brenny, jak i Bellatrix, jej było naprawdę daleko. Uśmiechnął się pod nosem, upijając nieco nalanego alkoholu. - Teraz mówisz z sensem! Byłbyś doskonałą głową Departamentu, a ja awansuje na głowę swojego i będziemy rządzić nieformalnie Ministerstwem. Lou, lepiej przemyśl karierę.
Rzucił pół żartem, pół serio. W gruncie rzeczy, Tosiek nigdy nie miał pociągów do władzy i kontroli, wolał po prostu żyć po swojemu, nawet jeśli nie było mu to dane. Urodził się do konkretnej roli, niezależnie, czy chciał, czy nie. Podniósł na Atreusa spojrzenie, milcząc chwilę — przyjaciel doskonale wiedział, czyj wianek on chciał dostać. Wywrócił oczami na komentarz Lestrange. I jeszcze ten mu dokłada.
- Nie miałem czasu na takie głupoty. - odpowiedział w końcu dyplomatycznie, uśmiechając się słodko, a ciemny lok spłynął mu na czoło. Pomimo swojego dość poważnego już (w swoim mniemaniu) wieku, Tosiek wciąż miał sporo uroku rodem z lat nastoletnich. - Ja nie muszę prosić Atre, ale nie musisz się wstydzić przyznać, że Ty byłeś samotny. Bo pewnie zanieśliście te wianki, co?
Uśmiechnął się promiennie, trochę zazdrosny i z odrobiną złośliwości w spojrzeniu. Byli przyjaciółmi, wiele sobie mówili, również o Beltane. Cholerne ogniska i wianki. I wtedy właśnie jego przyjaciel palnął coś o obracaniu, a Anthony zakrztusił się drinkiem, posyłając mu już nieco chłodniejsze spojrzenie. - A Ty skąd wiesz, byłeś tam Lou? Nie wiedziałem, że podglądasz znajomych. Zapewniam Cię, że nie uprawiałem z Brenną seksu, ona nie jest taką dziewczyną. TO przyzwoita kobieta ma zasady.
Odparł tonem godnym dziedzica, takim, który dopiero w nim się budził i niezwykle mało go używał — nieznoszącym sprzeciwu. Nie mógł przecież pozwolić, żeby przyjaciele obrażali Longbottom, bo do docinków w swoim kierunku, był już przyzwyczajony. Wypił resztę ze szklanki, odkładając puste naczynie na stół, a potem zapalił kolejnego papierosa.