08.10.2023, 12:05 ✶
Los bywał przewrotny, a każdy kolejny rok spędzony w cyrku tylko potwierdzał tę regułę. Czasami pławiliśmy się w bogactwie, czasami marnieliśmy z głodu, czasami przyjmowaliśmy pod dach dawnego brata jak gdyby nigdy nic. Braliśmy na klatę to, co dawał nam świat, ale w imię czego? Jaką cenę za to płaciliśmy? Albo mieliśmy zapłacić?
Starałem się o nim nie myśleć, o tym Flynnie przebrzydłym, ale nie byłem w stanie, szczególnie że spał zaledwie kilka metrów ode mnie. Nie miałem ostatnimi czasy zbyt wielu okazji do snu, a te ostatnie skrawki skradał mi umiejętnie, kiedy zastanawiałem się, czy dobrze robiliśmy, że go tu przyjęliśmy. Powodów ku utrapieniom miałem wiele. A to własną dumę i ból, dawną stratę, zdradę i porzucenie. A to niewiadomą, bo tylko sam diabeł musiał wiedzieć, co też Flynn miał w głowie. Miałem cyrk na głowie i nie mogłem pozwolić by coś nam się stało przez jakieś jego fanaberie. Obserwowałem jego krzykliwą naturę, stwierdzając, że się zmienił, bardzo zmienił... Ale potem zaczął milczeć, zamknął się w sobie jak dawniej, ale obawiałem się z kolei, że to nie było to te same zamknięcie co niegdyś. Może to gra? Cyrkowa sztuczka? Milczał jak świat tuż przed burzą, a kiedy ta w końcu jebnie to nie pozbieram się, na bogów tu przysięgałem pradawnych, że się nie pozbieram.
Więc na co mi tu był ten Flynn? Tylko powodował we mnie zawały serca, kiedy oddalał się poniekąd niepostrzeżenie. Śledziłem go kątem oka. Serce waliło mi jak opętane, wstrzymany oddech zatykał gardło. Bałem się, że znowu odchodzi. Że znowu mnie porzuca, zostawia. Dla sieroty to podwójny cios poniżej pasa, kiedy opuszczał cię również brat, kompan, przyjaciel, który miał być przy tobie po kres świata. Gdzie się podziały te wszystkie obietnice?
Nie miałem na to wszystko głowy ani siły. Księżyc świecił, wpadał do środka przez okna. Nawet nań nie patrzyłem, odwrócony w drugą stronę. W pełnie księżyca czułem się dobijany dwuktornie, trzykrotnie, dziesięciokrotnie. Chciałem już zasnąć, zamknąć oczy i odpłynąć do krainy snów, ale zamiast tego w głowie miałem Flyna i cały cyrk, wszystkie jego nierozwiązane problemy i księgę rachunkową.
A jeszcze usłyszałem w głowie Al i już myślałem, że wyobraźnia znowu płata mi figle, wyobrażając sobie naszą rozmowę po raz setny... Ale nie, to nie było tak. To był cichy szept Flynna. Tak na serio.
- Nie śpię. Księżyc znowu mnie dobija - odszepnąłem, żeby zataić całą naszą rozmowę przed światem, przed losem, który już wyciągał swoje macki po nasze serca. Czułem to. Wydarzy się katastrofa, prędzej czy później. - To powiedz. Co jest takiego ważnego? - zapytałem, nawet się nie ruszając na swoim miejscu, wciąż skryty za swoimi plecami, w ciemnym kącie wozu. Kiedyś, w takich momentach zbieraliśmy się oboje pod kocem i wyznawaliśmy zmory naszych dni, ale teraz? Nie wiedziałem, czy Flynn jest tym samym człowiekiem co niegdyś? Czy może już kimś innym? Przez pierwsze dni po jego powrocie zastanawiałem się, czy byłby w stanie wbić mi nóż w plecy. Miał ku temu sposobności, ale nie zrobił tego, więc obstawiałem, że jednak nie byłby do tego zdolny.
@The Edge
Starałem się o nim nie myśleć, o tym Flynnie przebrzydłym, ale nie byłem w stanie, szczególnie że spał zaledwie kilka metrów ode mnie. Nie miałem ostatnimi czasy zbyt wielu okazji do snu, a te ostatnie skrawki skradał mi umiejętnie, kiedy zastanawiałem się, czy dobrze robiliśmy, że go tu przyjęliśmy. Powodów ku utrapieniom miałem wiele. A to własną dumę i ból, dawną stratę, zdradę i porzucenie. A to niewiadomą, bo tylko sam diabeł musiał wiedzieć, co też Flynn miał w głowie. Miałem cyrk na głowie i nie mogłem pozwolić by coś nam się stało przez jakieś jego fanaberie. Obserwowałem jego krzykliwą naturę, stwierdzając, że się zmienił, bardzo zmienił... Ale potem zaczął milczeć, zamknął się w sobie jak dawniej, ale obawiałem się z kolei, że to nie było to te same zamknięcie co niegdyś. Może to gra? Cyrkowa sztuczka? Milczał jak świat tuż przed burzą, a kiedy ta w końcu jebnie to nie pozbieram się, na bogów tu przysięgałem pradawnych, że się nie pozbieram.
Więc na co mi tu był ten Flynn? Tylko powodował we mnie zawały serca, kiedy oddalał się poniekąd niepostrzeżenie. Śledziłem go kątem oka. Serce waliło mi jak opętane, wstrzymany oddech zatykał gardło. Bałem się, że znowu odchodzi. Że znowu mnie porzuca, zostawia. Dla sieroty to podwójny cios poniżej pasa, kiedy opuszczał cię również brat, kompan, przyjaciel, który miał być przy tobie po kres świata. Gdzie się podziały te wszystkie obietnice?
Nie miałem na to wszystko głowy ani siły. Księżyc świecił, wpadał do środka przez okna. Nawet nań nie patrzyłem, odwrócony w drugą stronę. W pełnie księżyca czułem się dobijany dwuktornie, trzykrotnie, dziesięciokrotnie. Chciałem już zasnąć, zamknąć oczy i odpłynąć do krainy snów, ale zamiast tego w głowie miałem Flyna i cały cyrk, wszystkie jego nierozwiązane problemy i księgę rachunkową.
A jeszcze usłyszałem w głowie Al i już myślałem, że wyobraźnia znowu płata mi figle, wyobrażając sobie naszą rozmowę po raz setny... Ale nie, to nie było tak. To był cichy szept Flynna. Tak na serio.
- Nie śpię. Księżyc znowu mnie dobija - odszepnąłem, żeby zataić całą naszą rozmowę przed światem, przed losem, który już wyciągał swoje macki po nasze serca. Czułem to. Wydarzy się katastrofa, prędzej czy później. - To powiedz. Co jest takiego ważnego? - zapytałem, nawet się nie ruszając na swoim miejscu, wciąż skryty za swoimi plecami, w ciemnym kącie wozu. Kiedyś, w takich momentach zbieraliśmy się oboje pod kocem i wyznawaliśmy zmory naszych dni, ale teraz? Nie wiedziałem, czy Flynn jest tym samym człowiekiem co niegdyś? Czy może już kimś innym? Przez pierwsze dni po jego powrocie zastanawiałem się, czy byłby w stanie wbić mi nóż w plecy. Miał ku temu sposobności, ale nie zrobił tego, więc obstawiałem, że jednak nie byłby do tego zdolny.
@The Edge