10.11.2022, 23:32 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 10.11.2022, 23:32 przez Theseus Fletcher.)
Do: @Nora Figg
Zdołał przywrócić się do porządku, tak sensu stricte, jak i w przenośni. Im dalej od tamtej niezręcznej sytuacji, tym lepiej dla niego. Jego codziennym towarzystwem były trolle, skrzaty, gadające żaby, żmije, i Merlin jeden raczy wiedzieć jakie stworzenia, czyhające na jego nie zawsze przygotowaną osobę. Brenna musiała go jeszcze nigdy nie widzieć na podobnych uroczystościach, a on nie potrafił jej odmówić. Traktował ją podobnie do Geraldine, chociaż Longbottom była zdecydowanie bardziej gadatliwą osobą.
- Ja definitywnie będę potrzebować tego więcej. – Pokiwał głową i nie był Norze dłużny. Wypił lampkę szampana „na raz”.
- Ida? – powtórzył. Tak, piękne. Nie spodziewał się, że sam odwali przysłowiową manianę przed wszystkimi. – Ta. – skomentował wymownie. Nie chciał chyba do tego wracać.
- Spokojnie, jakiś stary znajomy? – zapytał. Wydawało mu się, że uprzejmie będzie zapytać. A tego wieczora miał być uprzejmy i cywilizowany.
- Wyglądałaś jakby nacisnął ci mocno na piętę. – dodał od razu, zapominając się, że to nie jego sprawa, a już w ogóle nie powinien wspominać o morderczej minie panny Figg. Może nie przy niej i nie na pierwszym spotkaniu.
- Ale spokojnie, w razie czego mogę nacisnąć mu na drugą. – kontynuował, nie zważając na nic.
Przybliżyli się do ludzi zgromadzonych wokół gospodarzy, aby wsłuchać się w przemowę. Theseus nie śmierdział pieniądzem. Nie miał zbyt dużo, ale to za sprawą swojego charakteru, gdyby zechciał, mógłby pewnie oszczędzić świetną sumkę.
- Ja nawet nie próbuję, chociaż gdyby tak podbić komuś stawkę…
Zdołał przywrócić się do porządku, tak sensu stricte, jak i w przenośni. Im dalej od tamtej niezręcznej sytuacji, tym lepiej dla niego. Jego codziennym towarzystwem były trolle, skrzaty, gadające żaby, żmije, i Merlin jeden raczy wiedzieć jakie stworzenia, czyhające na jego nie zawsze przygotowaną osobę. Brenna musiała go jeszcze nigdy nie widzieć na podobnych uroczystościach, a on nie potrafił jej odmówić. Traktował ją podobnie do Geraldine, chociaż Longbottom była zdecydowanie bardziej gadatliwą osobą.
- Ja definitywnie będę potrzebować tego więcej. – Pokiwał głową i nie był Norze dłużny. Wypił lampkę szampana „na raz”.
- Ida? – powtórzył. Tak, piękne. Nie spodziewał się, że sam odwali przysłowiową manianę przed wszystkimi. – Ta. – skomentował wymownie. Nie chciał chyba do tego wracać.
- Spokojnie, jakiś stary znajomy? – zapytał. Wydawało mu się, że uprzejmie będzie zapytać. A tego wieczora miał być uprzejmy i cywilizowany.
- Wyglądałaś jakby nacisnął ci mocno na piętę. – dodał od razu, zapominając się, że to nie jego sprawa, a już w ogóle nie powinien wspominać o morderczej minie panny Figg. Może nie przy niej i nie na pierwszym spotkaniu.
- Ale spokojnie, w razie czego mogę nacisnąć mu na drugą. – kontynuował, nie zważając na nic.
Przybliżyli się do ludzi zgromadzonych wokół gospodarzy, aby wsłuchać się w przemowę. Theseus nie śmierdział pieniądzem. Nie miał zbyt dużo, ale to za sprawą swojego charakteru, gdyby zechciał, mógłby pewnie oszczędzić świetną sumkę.
- Ja nawet nie próbuję, chociaż gdyby tak podbić komuś stawkę…