08.10.2023, 14:13 ✶
Miał oczy jak bezgwiezdna grudniowa noc, a jego dłonie były zwykle zimne jak szron całujący zwiędłe trawy w listopadowy poranek, zaś skóra biała jak szczyty gór; za to Matka dała mu serce gorące jak hutniczy piec, i uśmiech promienny jak czerwcowe słońce, a gdy mówił słowa unosiły się subtelnie niczym babie lato. Miał też w sobie pokłady cierpliwości, sięgające głębiej niż dno oceanu i mógł milczeć, jeśli tylko tego życzył sobie jego towarzysz. Perseus wiedział bowiem, że niekiedy z ciszy można wyczytać więcej, niż ze słów.
Zmrużył oczy, przyglądając się mieszance żółci oraz czerwieni okalającej sylwetkę jego gościa. Nie dostrzegł w jego aurze niczego nietypowego, ani niepokojącego. Powinien odetchnąć więc z ulgą, lecz nie potrafił wyzbyć się wrażenia, że coś jest nie tak.
— Nawet nie wiesz, jak mnie to cieszy — odparł, nie zabierając jeszcze dłoni, choć dotykanie Bella nieodzownie kojarzyć mu się miało już z tamtym październikowym wieczorem przed jego ślubem, kiedy na kilka godzin stali się kimś więcej, niż przyjaciółmi. Ale to było prawie pół roku temu i obaj byli pijani i...
Wypuścił jego dłonie i wyprostował się, a następnie wstał i pokuśtykał w stronę zdobionego kredensu stojącego po drogiej stronie kuchni.
— Poznałem kogoś — odparł z uśmiechem, wyjmując kieliszki z grubego szkła z oszklonej szafki — Sądziłem, że po rozwodzie dam sobie czas, by nieco... odżałować nieudane małżeństwo, tymczasem wszystko stało się tak szybko... właściwie, jeszcze tego samego wieczora, gdy się ode mnie wyprowadziła — postawił kieliszki na stole i pokuśtykał do salonu, skąd wrócił z butelką czerwonego wina przywiezionego lata temu z południa Francji. Napełnił trunkiem oba naczynia do pełna; uznał, że nie ma sensu bawić się w ciągłe uzupełnienia kieliszków. Szczególnie, że musiał się napić.
— Jest piękna, inteligentna i... nigdy żadna niespokrewniona ze mną kobieta nie okazała mi tyle wyrozumienia. Ale... Chyba nic z tego nie będzie, wiesz? Przestała się do mnie odzywać — rozłożył bezradnie ręce, a następnie chwycił za kieliszek i uniósł go ku górze. — Za niespełnione nadzieje?
Zmrużył oczy, przyglądając się mieszance żółci oraz czerwieni okalającej sylwetkę jego gościa. Nie dostrzegł w jego aurze niczego nietypowego, ani niepokojącego. Powinien odetchnąć więc z ulgą, lecz nie potrafił wyzbyć się wrażenia, że coś jest nie tak.
— Nawet nie wiesz, jak mnie to cieszy — odparł, nie zabierając jeszcze dłoni, choć dotykanie Bella nieodzownie kojarzyć mu się miało już z tamtym październikowym wieczorem przed jego ślubem, kiedy na kilka godzin stali się kimś więcej, niż przyjaciółmi. Ale to było prawie pół roku temu i obaj byli pijani i...
Wypuścił jego dłonie i wyprostował się, a następnie wstał i pokuśtykał w stronę zdobionego kredensu stojącego po drogiej stronie kuchni.
— Poznałem kogoś — odparł z uśmiechem, wyjmując kieliszki z grubego szkła z oszklonej szafki — Sądziłem, że po rozwodzie dam sobie czas, by nieco... odżałować nieudane małżeństwo, tymczasem wszystko stało się tak szybko... właściwie, jeszcze tego samego wieczora, gdy się ode mnie wyprowadziła — postawił kieliszki na stole i pokuśtykał do salonu, skąd wrócił z butelką czerwonego wina przywiezionego lata temu z południa Francji. Napełnił trunkiem oba naczynia do pełna; uznał, że nie ma sensu bawić się w ciągłe uzupełnienia kieliszków. Szczególnie, że musiał się napić.
— Jest piękna, inteligentna i... nigdy żadna niespokrewniona ze mną kobieta nie okazała mi tyle wyrozumienia. Ale... Chyba nic z tego nie będzie, wiesz? Przestała się do mnie odzywać — rozłożył bezradnie ręce, a następnie chwycił za kieliszek i uniósł go ku górze. — Za niespełnione nadzieje?
![[Obrazek: 2eLtgy5.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=2eLtgy5.png)
if i can't find peace, give me a bitter glory